wtorek, 16 lutego 2016
Rozdział VIII: "Nazywam się detektyw Gary High. A to jest mój kolega Danny Miles"
Po weekendzie do dyrekcji zgłoszono, co wydarzyło się podczas przyjęcia w sobotę. Jednak nikt nie posiadał dowodu materialnego. Jedynymi świadkami w tej sprawie są goście, którzy z niewiadomych powodów odmawiają składania zeznań. Powiadomiona została policja. Detektyw i jego zastępca co prawda nie pracowali nad tą sprawą, ale dobrze ją znali. Jeśli okaże się, że okoliczności zdarzeń są inne, to sprawa może być na nowo otwarta. W tym celu, w szkole, w obecności szkolnego psychologa, uczniowie zostaną przesłuchani.
Lucas, Chris i trener Rimond zostali wezwani jako pierwsi. Wraz z jednym funkcjonariuszem policji i dyrektorem czekają w jednym pomieszczeniu, aby po chwili zostać przesłuchani w sali konferencyjnej.
Pierwszy wszedł Lucas i popatrzył na dwóch funkcjonariuszy.
- Lucas- zwrócił się do niego jeden z nich - Nazywam się detektyw Gary High- przedstawił się mężczyzna- A to jest mój kolega Danny Miles. Z pewnością wiesz o czym chcemy z tobą porozmawiać. Usiądź- wskazał na krzesło i kiedy chłopak zajął wyznaczone miejsce, dodał- Podobno przyznałeś się do popełnienia przestępstwa, za które winą obarczono twojego kolegę.
- Zgadza się.
- Możesz opowiedzieć nam dokładnie co mówiłeś?
Lucas bez zastanowienia powtórzył swoje słowa. Detektyw przyglądał się chłopakowi z uwagą.
- Okej. Czy potwierdzasz swoje słowa z tego przyjęcia?
- Tak.
- Czyli to ty posiadałeś i zażywałeś nielegalne tabletki, żeby uzyskać lepsze wyniki w sporcie?
- Tak.
- Okej. A twój kolega Christopher Zane? Nie zażywał żadnych tabletek?
- Nie.
- To powiedz mi. Jak to możliwe, że ty brałeś doping a wyniki badań moczu nic nie wykazały?
- Nie wiem- wyglądał na zmieszanego- Może w laboratorium popełniono błąd.
- Błąd?- drugi policjant spojrzał na swojego kolegę- Akurat taki, że badania Chrisa na obecność tych substancji były pozytywne. Sugerujesz, że ktoś zamienił wasze próbki?
- To możliwe.
- Okej. Załóżmy, że tak było- policjant zaczął krążyć po pomieszczeniu- Skąd miałeś te tabletki?
- Nie pamiętam- skłamał Lucas- Chyba znalazłem je gdzieś w internecie.
- Nie wiesz jak nazywała się strona czy forum, na którym je zdobyłeś?
- Niestety.
- Dobrze- detektyw pokiwał głową- Z pewnością jak sobie przypomnisz to nam powiesz. Zgadza się?
- Oczywiście.
- A w jaki sposób ci je dostarczono?
- Pocztą.
- Pamiętasz jak wyglądał dostawca?
- Niestety. Paczka była już w moim pokoju, kiedy wróciłem do domu. Ktoś z domowników lub ze służby musiał ją odebrać.
- Yhym- zastanowił się drugi policjant- A powiedz jakie relacje łączą cię z Chrisem Zanem?
- Nie rozmawiamy ze sobą od dwóch lat.
- Ale kiedyś byliście przyjaciółmi?
- Tak.
- I wasza przyjaźń skończyła się przez tę aferę?
- Tak.
- Skoro się przyjaźniliście to dlaczego nie przyznałeś się dwa lata temu?
- Nie chciałem stracić pozycji w drużynie i w szkole. Nie mogłem też zawieść mojej rodziny. Skoro wyniki wskazały na niego, stwierdziłem, że to wykorzystam.
- A twoja dziewczyna? Jej też nie chciałeś zawieść? Czy może powiedziałeś jej o swoim wykroczeniu?
- Nie. Vicky nic nie wiedziała. Powiedziałem, że się pokłóciłem z Chrisem. Nigdy więcej o to nie pytała.
- Okej. Ale teraz się odważyłeś powiedzieć prawdę. Dlaczego?
- Ktoś mi uświadomił, że nie chcę żyć w kłamstwie i chciałbym odzyskać swojego przyjaciela.
- Ktoś? To znaczy kto?
- Wolałbym jej do tego nie mieszać.
- A co jeśli ta osoba ma duży związek z tą sprawą?
- Nie może mieć.
- Dlaczego?
- Jeśli powiem dlaczego to domyślicie się kto to jest.
- Jasne. Rozumiemy- detektyw High patrzył się wnikliwie na Lucasa- To z innej beczki. Wiesz kto doniósł trenerowi, że ktoś z jego zawodników zażywa nielegalne substancje?
- Nie mam pojęcia.
- A może domyślasz się kto o tym wiedział i chciał zrujnować ci karierę pływacką?
- Pilnowałem się. Nikt o tym nie wiedział.
- Poza Chrisem. Czyż nie?- dodał Miles.
- Tak. Chris mnie przyłapał, ale nic nie powiedział trenerowi.
- Jesteś pewien?
- Co pan sugeruje?- zmarszczył czoło Lucas- Że Chris podkablował mnie trenerowi a potem wziął całą winę na siebie? To bez sensu.
- Ja tylko zadaję pytania- mężczyzna rozłożył ręce- Na razie to wszystko. Dziękuję Lucasie.
Chłopak wyszedł i usiadł na jednym z krzeseł. Niedaleko siedział Chris i trener ich drużyny. Wszyscy byli obserwowani przez trzeciego policjanta, który pilnował, żeby ze sobą nie rozmawiali.
- Możliwe, że coś w tym jest- odezwał się detektyw High- Wydaje się być pewny tego co mówi. Ale nie rozumiem, dlaczego dopiero teraz się do tego przyznał.
- Wyniki badań mówią, że to nie on- dodał drugi policjant.
- A co pani myśli pani, pani Johnson?- zwrócił się do psychologa.
- Lucas jest rozsądną osobą i dokładnie ważył słowa. Możliwe, że mówił prawdę, ale w pewnym momencie dało się wyczuć zawahanie.
- Też to zauważyłem- stwierdził Miles- Odpowiada na pytania dość szybko i zdecydowanie, ale jeśli grzebiemy zbyt głęboko to się wycofuje. Jakby chciał coś lub kogoś chronić.
- Dobra. Zobaczymy co powie Chris.
Pani Johnson wyszła do holu i powiedziała policjantowi, żeby wpuścił Chrisa. Chłopak wstał i nawet nie spojrzał na Lucasa. Gdy znalazł się w środku ukłonił się funkcjonariuszom i usiadł na krześle za stolikiem.
- Cześć Chris- jeden policjant przywitał się ponownie- Jestem detektyw Gary High. A to jest Danny Miles. Z akt wynika, że kiedy prowadzono sprawę dwa lata temu nie odezwałeś się słowem i nie chciałeś się bronić. Czy dzisiaj porozmawiasz z nami o wydarzeniach z ostatniej soboty?
- Tak.
- A więc twój kolega Lucas Moon przyznał się publicznie do przestępstwa, za które oskarżono ciebie i odbyłeś karę czterech miesięcy prac społecznych. Zgadza się?
- Tak. Lucas powiedział, że on jest winien.
- A czy to prawda?
Chris rozglądał się po pokoju. Nie wiedział co ma odpowiedzieć. Dwa lata temu nie powiedział nic, bo wiedział, że jeśli Lucas się nie przyzna to nie ma dla niego ratunku. Skażą go czy będzie zeznawał czy nie. Dzisiaj jest inaczej. Lucas sam zadecydował, że chce się przyznać. Tylko czy przemyślał wszystko i jest w stanie to udźwignąć?
- Mówił pan, że będziemy rozmawiać o sobocie- zaczął Chris- Więc potwierdziłem, że Lucas tak powiedział.
- Okej- uśmiechnął się lekko detektyw- Widzę, że jesteś bystry. A więc czy możemy porozmawiać o wydarzeniach sprzed dwóch lat?
- Proszę pytać.
- Zażywałeś dopingu?
- Nie- odpowiedział Chris patrząc jednostajnym wzrokiem na detektywa.
- Wyniki badań wykazały co innego?
- Zgadza się.
- Jak to możliwe?
- Mocz, który poddano badaniom nie był mój.
- A czyj? Lucasa?
- Pan to powiedział.
- Posłuchaj- odezwał się drugi policjant- Nie jesteśmy tu, żeby ci zaszkodzić. Tylko pomóc.
- To było pytanie?- Chris z uśmiechem spojrzał na panią Johnson.
- Powiedz gdzie zdobyłeś tabletki?- High zignorował jego zachowanie.
- Nigdzie. Bo ich nie brałem.
- Okej- podrapał się w brodę- Jak myślisz kto mógł podkablować trenerowi o tym, że zażywasz tabletki?
- Nie zażywałem tabletek- powtórzył- Nie wiem kto poszedł do trenera.
- Dobry jesteś- pochwalił go detektyw- Tylko zastanawia mnie jedno. Nic nie powiedziałeś dwa lata temu, kiedy cię niesprawiedliwie oskarżono. Siedziałeś cicho. Dlaczego?
- Żeby dzisiaj nie odpowiadać za krzywoprzysięstwo.
Obaj policjanci spojrzeli po sobie i wyglądali na zdziwionych.
- Że co?- dopytywał się High.
- Byłem niewinny, ale skazano mnie na podstawie zeznań Lucasa. On obarczył mnie winą. Ja nie powiedziałem nic, bo wiedziałem- popatrzył na drugiego policjanta- Właściwie to miałem nadzieję, że Lucas kiedyś się przyzna, a ja zostanę oczyszczony. Gdybym wtedy powiedział, że jestem winny, skłamałbym. Nie mówiąc nic, nie mówiłem nieprawdy, a więc nie możecie mnie oskarżyć, że kłamałem. Do tego dostałem karę w postaci prac społecznych. Pracowałem za niewinność. A skoro to wyszło na jaw to prawdopodobnie dostanę za to odszkodowanie. Gdybym cokolwiek wtedy powiedział prawdopodobnie znaleźlibyście coś, żebym tego odszkodowania nie dostał.
Detektyw High patrzył na Chrisa ze zmarszczonym czołem. Jeśli to prawda to było bardzo mądre posunięcie. Jeśli jednak kłamie to również jest to bystry ruch, żeby namieszać im w głowach. Ten dzieciak jest inteligentny i dojście do prawdy może być cięższe niż się spodziewali.
- Nieźle. Tylko nie mogę uwierzyć, że nie chciałeś się zemścić na Lucasie za to co ci zrobił. Nie byłeś na niego zły?
- Byłem.
- A więc chciałeś się na nim odegrać?
- Nie.
- Czyli nic z tym nie zrobiłeś?- zapytał Milles.
- Przestałem z nim rozmawiać, przebywać w zasięgu piętnastu metrów, a nawet patrzeć w jego stronę.
- Tylko tyle?
- Tak.
- No to raczej słabo go ukarałeś.
- Pan tak twierdzi.
- Ktoś jeszcze o tym wiedział?- odezwał się High.
- A o czym dokładnie?
- O tym, że Lucas brał doping.
- Nie wydaje mi się. Ja nikomu nic nie powiedziałem.
- A kiedy już cię oskarżyli?
- Kiedy mnie oskarżyli też nic nie mówiłem.
- Czyli nie powiedziałeś swoim znajomym, że jesteś niewinny?- podniósł jakąś teczkę i ją otworzył- Richardowi Blake'owi, Patrickowi Hudsonowi i Alison Bennet?
Chris przyglądał się policjantom, a potem spojrzał na panią psycholog. Nie wiedział czy powinien wciągać w to swoich przyjaciół. Pan High domyślił się nad czym się zastanawia.
- Oni też będą przesłuchiwani. Już czekają w sali obok. A więc?
- Powiedziałem im.
- Kiedy?
- Swayze poznał prawdę, kiedy skończyłem swoje prace społeczne.
- Kim jest Swayze?
- Tak mówimy na Particka.
- Swayzee? Jak ten aktor?- zapytał Milles.
- Dokładnie- uśmiechnął się Chris- Tylko się pisze przez jedno e na końcu.
- Skup się- upomniał go detektyw High i zwrócił się do Chrisa- A Richard i Alison?
- Wiedzieli tyle, że mam żal do Lucasa, ale nie wiedzieli za co. A ja nie chciałem o tym gadać.
- A więc tylko Swayze znał całą prawdę?
- Nie. Rick i Alison dowiedzieli się później.
- Kiedy?
- W tę sobotę.
- Na przyjęciu? Z wypowiedzi Lucasa?
- Nie. Wcześniej spotkaliśmy się w garażu Ricka. Chcieli, żebym powiedział całą prawdę.
- Zrobiłeś to?
- Tak.
- Jak myślisz, dlaczego akurat wtedy chcieli to wiedzieć?- zapytał bardzo zaciekawiony.
Chris się zatrzymał. Nie wiedział co powiedzieć. Nie chciał w tę sprawę wciągnąć Mad, Sary i Travisa, ale nie chciał też kłamać policjantom.
- Był tam ktoś jeszcze?- zapytał Milles.
- Tak.
- Kto?
- Travis Thomson, Sara Jones i Madeline Jones.
- Ich nazwisk nie ma w aktach sprawy- stwierdził detektyw i spojrzał znacząco na swojego kolegę.
Milles od razu wyszedł i poprosił dyrektora, aby ci uczniowie za chwilę zjawili się na przesłuchaniu.
- Bo nie mają z nią związku. Sarę poznałem dopiero w tym roku, Travis wrócił niedawno do miasta, a Mad została tu przepisana do szkoły.
- Sara i Madeline mają to samo nazwisko. Są spokrewnione?
- Ich ojcowie to rodzeni bracia.
- Okej. A więc ta trójka również słyszała twoją historię?
- Tak.
- A co cię skłoniło, żeby ją opowiedzieć?
- Nie co, tylko kto- poprawił go Chris- To była Mad.
- Jak myślisz dlaczego się tym interesowała?
- Chciała wiedzieć, dlaczego nie znoszę Lucasa.
- Jak uważasz po co jej ta wiedza?
- Polubiła go. Dodatkowo udzielała mu korepetycji z chemii.
- Skoro była jego koleżanką, to co robiła z tobą?
- Jest moją dobrą kumpelą. Trzyma się razem z moją paczką od kiedy tu przyjechała.
- Chcesz mi powiedzieć, że ty i Lucas macie tę samą koleżankę, która lubi was obu, ale wy się nienawidzicie? A do tego przez dwa lata nie pomyślałeś, żeby powiedzieć znajomym prawdy o Lucasie, a wyznajesz ją na prośbę dziewczyny, która jest tu od ponad miesiąca?
- Mniej więcej- wzruszył ramionami.
- Dobrze- High odszedł od stolika- Rozmawiałeś z Lucasem na przyjęciu?
- Nie. Mówiłem już, że przestałem z nim rozmawiać dwa lata temu.
- Od tamtej pory nie odezwałeś się do niego ani słowem?
- Dokładnie.
- Okej. A jak myślisz, co mogło sprowokować Lucasa do przyznania się do winy na tym przyjęciu?
- Nie wiem. Może poczucie winy. Albo alkohol.
- Dobra. Na razie to tyle. Usiądź w sali obok i poczekaj. Może będziesz nam jeszcze potrzebny.
Następną osobą przesłuchiwaną był trener drużyny pływackiej.
- Panie Rimond. Proszę nam przypomnieć jak pan dowiedział się, że w pańskiej drużynie, ktoś zażywa doping?- zapytał High.
- Na swoim biurku znalazłem kopertę, w której była kartka z wydrukowanym napisem "Twój najlepszy pływak zażywa nielegalne środki wspomagające. Jeśli to wyjdzie na jaw, będziesz skończony". Wtedy postanowiłem porozmawiać z każdym chłopakiem z osobna, żeby to wyjaśnić. Jedyną osobą, która miała coś do powiedzenia w tej sprawie był Lucas. Powiedział, że to Chris. Miał rację, bo tak później wykazały wyniki badań moczu.
- Zgadza się. A jeśli mogę zapytać to kto według pana był wtedy najlepszym zawodnikiem?
- Każdy ma inny styl, ale chyba najmocniejszy był Chris. Chociaż Lucas mu dorównywał.
- A jeśli chodzi o zachowanie pańskich chłopców. Zauważył pan coś dziwnego?
- Nie wydaje mi się, żeby ktoś się bardzo zmienił. Z resztą, dzisiaj niezbyt dobrze pamietam tamte wydarzenia.
- Rozumiem- powiedział Milles i dodał- W aktach mamy, że próbki zostały wysłane do laboratorium w prywatnej klinice "Murray" w sąsiednim mieście. Jej właścicielem jest Anthony Murray. Zna go pan?
- Niestety.
- A kogokolwiek z jego rodziny?
- Nie wydaje mi się. Szkoła ma podpisany kontrakt z ich kliniką na przeprowadzanie różnych badań. Proszę zapytać pana dyrektora.
- Dobrze. Dziękuję panu. Na razie to wszystko.
Wtedy policjanci zaprosili do środka dyrektora.
- A więc panie dyrektorze- zapytał High- Zna pan pana Murray'a?
- Owszem. Podpisaliśmy z jego kliniką kontrakt na szczepienia, badania i niewielkie zabiegi, które mogą się przydać uczniom naszej szkoły. Ale nie rozumiem, co to się ma do tej sprawy?
- Ważne, że my rozumiemy. Dziękuję- uśmiechnął się i pożegnał dyrektora. Potem podszedł i szepnął Millesowi na ucho- Sprawdź wszystkie możliwe powiązania tej kliniki z tym miastem. No i poszukaj mi w naszej bazie coś na temat tej nowej trójki.
- Robi się- Milles otworzył laptop i usiadł przy biurku.
- Panno Johnson- odezwał się do kobiety dektektyw High- Proszę zawołać Vicky Maye.
Kobieta wstała i wyjrzała za drzwi.
- Niestety jeszcze jej nie ma.
- To..- spojrzał w akta- Patricka Hudsona.
Chłopak po chwili pojawił się w sali i za wskazówkami policjanta usiadł za stolikiem.
- Jestem detektyw High. Tam siedzi pan Milles. Chcę z tobą porozmawiać o sprawie z przed dwóch lat.
- Lucas urobił Chrisa. O czym tu gadać?
- Okej. Wiedziałeś o tym?
- Że Lucas brał? Tak.
- Od początku?
- Nie. Chris mi powiedział dopiero kiedy skończył te swoje robótki.
- Masz na myśli prace społeczne?
- Dokładnie.
- I co zrobiłeś z tą wiedzą?
- Ja to bym z chęcią tego gogusia...- spojrzał na panią Johnson- No nie ważne. Chris powiedział, żeby to zostawić. To tak zrobiłem.
- Jak myślisz? Dlaczego tak postąpił?
- Stary...- Swayze położył ręce na stół- Do dzisiaj się zastanawiam.
- Okej. A co z Alison i Rickiem? Wiedzieli?
- Nie do końca. Chris coś im wspomniał, że pożarł się z Lucasem i na jego prośbę już więcej nie pytali. Dopiero w sobotę powiedział im wszystko.
- I tylko im?
- Nie. Byli tam też Travis, Sara i Mad.
- Właśnie. Wyjaśnij mi kim oni są?
- Travis wrócił ze szkoły dla rajdowców. Ma tutaj brata, który ma swój bar, do którego całą paczką czasem wpadamy- widząc zaciekawioną minę policjanta dodał z uśmiechem- Na frytki.Wpadamy na frytki.
- Powiedzmy, że ci wierzę. A te dwie dziewczyny?
- Sara jest córką budowniczego, a Mad jej kuzynką, która tu przyjechała z Chicago.
- Powiedz mi czy Mad przyjaźniła się z Lucasem?
- Nie wiem. Nie śledzę jej. Możliwe- uniósł lekko głowę- Podobno udzielała mu korków.
- Okej. A jej relacje z Chrisem?
- Od kiedy przyjechała to był w nią wpatrzony jak w obrazek. Podniecał się wszystkim co robiła. No fakt, niezłe z niej ziółko i potrafi zaszaleć, ale nie jesteśmy od niej gorsi.
- Chcesz powiedzieć, że Chris się do niej przywiązał?
- Tak jakby.
- Może są parą?
- Nie ma opcji. Chris chodzi z Alison.
- Okej. A jak wyglądają relacje Chrisa z Lucasem?
- Nie rozmawiają ze sobą od czasu tamtej afery.
- A powiedz mi, czy podejrzewasz kto mógł donieść na Chrisa trenerowi?
- Chyba na Lucasa- poprawił go Swayze- Nie mam zielonego pojęcia.
- Dobra. Dzięki. Wracaj do reszty.
Następnie poproszono Ricka, a potem Alison. Policjanci przedstawili się i pierwsze pytanie brzmiało tak samo jak to zadane Patrickowi. Wersja Ricka była podobna do tej Swayze'ego. Alison również powiedziała to samo. Travis nie miał zbyt dużo do powiedzenia, ale potwierdził to co mówili jego koledzy. Przyszła kolej na Sarę. Po zapoznaniu się z dziewczyną, policjanci przystąpili do pytań.
- Co wiesz o wydarzeniach sprzed dwóch lat?
- Wiem, że to Lucas jest winny, a Chris był nieuczciwie oskarżony.
- Twierdzisz tak ponieważ?
- Chris mi to powiedział.
- A Lucas? Rozmawiałaś z nim?
- Nie. Nie znam go zbyt dobrze.
- Zaczęłaś się zadawać z Chrisem i jego znajomymi dopiero niedawno. Dlaczego?
- To za sprawą mojej kuzynki Maddie. Zaprzyjaźniła się z nimi i mnie z nimi poznała.
- I teraz, nie chcąc stracić kolegów, trzymasz ich stronę?
- Nie trzymam niczyjej strony. Mówię co wiem.
- Dlaczego twoja kuzynka tak bardzo chciała wiedzieć co się zdarzyło dwa lata temu?
- Polubiła Lucasa i chciała znać przyczynę dlaczego jak zawsze w naszym towarzystwie padało jego imię to wszyscy mieli poważne miny. Więc zapytała i Chris jej powiedział.
- Nie wydaje ci się to dziwne, że Chris nie opowiedział tego swoim przyjaciołom i swojej dziewczynie przez dwa lata, a na prośbę Maddie od razu to zrobił?
- Nie- wzruszyła ramionami- Maddie dużo znaczy dla Chrisa i on nie chce mieć przed nią tajemnic.
- A ona przed nim?
- Wydaje mi się, że nic przed nim nie ukrywa.
- Czyli Chris wiedział, że Maddie i Lucas się spotykają, uczą, spędzają czas?
- Dowiedział się w sobotę.
- Aha- High przyglądał się dziewczynie- Dobra. Mówiłaś, że nie znasz za dobrze Lucasa. A jego dziewczynę?
- Też nie za bardzo.
- To co robiłaś na jej przyjęciu?
- Chciałam się bawić ze znajomymi.
- Okej. Na ten moment nie mam więcej pytań.
Wtedy do pokoju poproszono Vicky.
- Witam. Jestem detektyw High, a to mój zastępca Milles. Proszę usiąść.
- Dziękuję.
- A więc co możesz nam powiedzieć o wydarzeniach sprzed dwóch lat?
- Niewiele. Nie wiedziałam co się stało między Lucasem a Chrisem. Czasem zastanawiałam się co mogło byc powodem rozpadu ich przyjaźni, ale nie sądziłam, że chodzi o jakieś nielegalne tabletki.
- A więc nie wiedziałaś kto je zażywał?
- Nie.
- Ani, że podobno Chris jest niewinny i krył Lucasa?
- Nie. Po szkole chodziły tylko plotki, że Chris został wywalony z drużyny, bo coś przeskrobał. Nikt do końca nie wiedział co.
- Okej. A jak zareagowałaś na zachowanie Lucasa w sobotę na przyjęciu?
- Był pijany to po pierwsze i mógł bełkotać byle co. Domyślam się, że nie mały udział w jego stanie miała Maddie Jones.
- Co masz na myśli?
- Przed jego wystąpieniem widziałam jak rozmawiali. Lucas słuchał jej uważnie jak zaczarowany. Wiem, że jest przyjaciółką Chrisa i mogła Lucasowi coś wmówić, żeby tak powiedział. Może chciała oczyścić imię kolegi.
- A jakie łączą ciebie relacje z Maddie?
- Nie przepadam za nią. Od jakiegoś czasu uganiała się za moim chłopakiem. Może miała w tym jakiś ukryty cel i właśnie on teraz wychodzi na jaw.
- Jesteś z Lucasem w związku od dwóch lat?
- Tak.
- Zaczęliście chodzić ze sobą dopiero jak Lucas rozstał się z Chrisem?
- Nie. To było niedługo przed tą aferą. Ale faktycznie później, byliśmy jeszcze bliżej. Lucas potrzebował kogoś bliskiego, a ja zawsze byłam przy nim.
- Dobrze. Dziękuję ci. Dołącz do reszty.
Po chwili Milles przywołał ręką detektywa do komputera. Pokazał mu co znalazł w bazie o Madeline Jones. Kartoteka robiła wrażenie. Nie brakowało tam ciekawych przewinień. To przesłuchanie może być jednym z ważniejszych dla tej sprawy. Postanowili zaprosić wspominaną przez wszystkich świadków Maddie. Dziewczyna skinęła głową w stronę pani psycholog i zajęła wyznaczone miejsce.
- Witam- uśmiechnął się lekko- Jestem detektyw Gary High. To jest Danny Milles.
- Madeline Jones- przedstawiła się.
- A więc panno Jones- zaczął High- Co wiesz o aferze z dopingiem, która miała miejsce dwa lata temu?
- Co wiem?- popatrzyła się ze zdziwieniem- Nie wiem nic.
- Mamy inne wrażenie.
- Panowie chcieli pewnie zapytać co słyszałam na ten temat. Mam rację?
- Dokładnie tak- uśmiechnął się.
- No to słyszałam tyle ile powiedział mi Chris.
- Czyli?
- Że to Lucas faszerował się tym świństwem, a on za to beknął.
- Podobno ty byłaś osobą, która bardzo potrzebowała dowiedzieć się prawdy o tamtym zdarzeniu. To prawda?
- Tak.
- Dlaczego?
- Cała paczka najeżdżała na Lucasa i chciałam wiedzieć dlaczego to robią.
- I zapytałaś o to Chrisa, a on ci powiedział?
- Tak.
- A Lucas? Nie zwierzał ci się? Podobno byliście blisko?
- Blisko?- uniosła brew- Co mam przez to rozumieć?
- Osoby w twoim otoczeniu zauważyły, że spędzacie razem czas. Jakie macie relacje?
- Normalne. Udzielałam mu tylko korków.
- Tylko tyle?
- Raczej tak.
- Okej. Więc można powiedzieć, że kumplowałaś się z Chrisem i Lucasem tak?
- No tak.
- A oni się nienawidzą tak?
- No tak.
- Nie sądzisz, że to dziwne?
- Nie- spojrzała na niego z lekkim zdziwieniem- Kiedy ich poznałam to przecież o niczym nie wiedziałam. Nikt mi nie powiedział, że kiedyś się przyjaźnili i rozstali się przez tę aferę. Nie wiedziałam, że była jakaś afera. Myślałam, że po prostu się nie znają.
- Okej. A co zrobiłaś kiedy dowiedziałaś się, że to Lucas jest winny?
- Chcieliśmy całą grupą zrujnować przyjęcie Vicky. Tylko Chris był temu przeciwny.
- W jaki sposób chcieliście zrujnować to przyjęcie?
- Mieliśmy powpuszczać szczury pod tace z głównym daniem.
- Tylko tyle?- zapytał Miles- Twoja kartoteka mówi, że potrafisz trochę więcej.
- Wydaje mi się, że moja przeszłość nie ma związku z tą sprawą.
- Racja- przytaknął High- Wróćmy do kawału. Udało się?
- Nie. Powstrzymaliśmy się od tego żartu.
- Dlaczego?
- Uświadomiłam sobie, że Lucas ma ciężkie życie i bez tego. Z resztą Chris prosił, żeby tego nie robić.
- Jak myślisz dlaczego?
- Wy tak na serio?- spojrzała na nich z lekką pogardą- Dowiadujecie się, że koleś bierze winę swojego kumpla na siebie, nie ma do niego pretensji i nie ma zamiaru się mścić i się pytacie dlaczego?
- Tak. To właśnie robimy- High spojrzał na Milesa.
- Chris po prostu go kocha- odezwała się po chwili- Sara mówiła mi, że takiej przyjaźni w życiu nie widziała. Ja chociaż nie mogłam tego zobaczyć to jestem pełna podziwu jak Chris się zachował- spojrzała detektywowi w oczy- Poświęcił by się pan, żeby uratować swojego kumpla?
- Wydaje mi się, że nie rozmawiamy teraz o mnie- uśmiechnął się lekko High- A więc co się działo dalej, kiedy zrezygnowaliście z kawału?
- Chciałam już się zbierać i poszłam poszukać swojej torebki. Wtedy natknęłam się na Vicky.
- O czym rozmawiałyście?
- Kazała mi się trzymać z daleka od Lucasa. Odpowiedziałam, że nie ma sprawy. A on pojawił się nie wiadomo skąd i zaczął się dopytywać co się stało. Potem zorientował się, że poznałam prawdę o tej aferze. Był strasznie przejęty i zły, że nie chcę mieć z nim nic wspólnego i patrzę na niego z pogardą.
- I co było dalej?
- Wyszłam stamtąd. Potem Sara opowiedziała mi co Lucas zrobił na scenie.
- A co dokładnie zrobił?
- Przyznał się do winy.
- Jak myślisz dlaczego akurat wtedy odważył się na takie wyznanie?
- Prawdopodobnie miał już dosyć życia w kłamstwie i możliwe, że chciał odzyskać Chrisa.
- Dobra. A jak myślisz dlaczego nie zrobił tego dwa lata temu?
- Bał się, że straci pozycję w szkole i szacunek rodziny, która za karę wyśle go do szkoły w Anglii.
- A teraz się nie boi?
- Myślę, że nie. Woli być szczery niż żyć w kłamstwie.
- Okej- High podniósł się i wziął do ręki notes- Wszyscy dzisiaj powiedzieli, że łączyło cię coś z Lucasem. Oprócz niego. Nie wspomniał o tobie ani słowem. Jak to wytłumaczysz?
Maddie patrzyła na detektywa. Była pod wrażeniem tego co znosił Chris przez dwa lata. Ale teraz zaczęła myśleć o Lucasie. Przyznał się do winy i jeszcze krył ją przed policjantami. Tylko on. Wiedział co jest w jej aktach. Był na nią zły. A i tak postąpił jak trzeba i postanowił ją chronić. Może ona też powinna zeznawać bardziej przychylnie dla niego.
- Na przyjęciu pokłóciliśmy się i powiedział, żebym do niego nigdy więcej się nie odzywała. Pewnie chce zerwać ze mną kontakt.
- Albo cię chroni z jakiegoś powodu- skomentował Miles i dodał- Jak myślisz, kto mógł dwa lata temu donieść trenerowi o zażywaniu nielegalnych tabletek?
- Nie wiem. Pewnie ktoś kto chciał zaszkodzić Lucasowi- powiedziała, lecz po chwili się zastanowiła, a jej oczy się rozszerzyły. Pomyślała, że może ktoś chciał pozbyć się Chrisa.
Detektyw zauważył, że Maddie nad czymś myśli. Prawdopodobnie zastanawiała się nad tym samym co on.
- Czyli to ktoś kto wiedział, że Lucas zażywa tabletki? Nie wiesz kto był z nim blisko.
- Podobno on i Vicky od zawsze się przyjaźnili. No i z Kylem też się dobrze znali.
- Kylem?
- Kyle Emmet. Kapitan drużyny futbolowej. Teraz jest najlepszym kumplem Lucasa.
- Okej. Dzięki. Możesz już iść.
Po wyjściu Maddie, detektyw popatrzył na swojego kolegę.
- Trzeba będzie przesłuchać tego Kyle. Może on coś wie- powiedział i spojrzał na panią Johnson.
Kobieta wstała i wyszła, żeby poinformować dyrektora o nowym świadku.
- Co o tym wszystkim myślisz?- zapytał kolegę High.
- Stara teoria mówiła, że Chris brał. Badania to potwierdziły, jak i zeznania Lucasa. Teraz Lucas zmienił zdanie i sprawa opiera się na badaniach.
- No i pozostaje jeszcze koperta, w której doniesiono na Chrisa. Napisane w niej było, że "najlepszy zawodnik bierze". Według trenera to Chris był najlepszy. Więc po co najlepszemu zawodnikowi doping?
- Może brał od dawna i nikt go nie podejrzewał. Po prostu od początku był najlepszy- stwierdził High.
- Albo ktoś inny brał i chciał mu dorównać.
- Lucas?
- Możliwe. W końcu tylko on obarczył Chrisa winą.
- Dobra- spojrzał na Millesa- Zobaczmy co mówi stara wersja. Kto był najlepszym zawodnikiem?
- Chris.
- Badania moczu wskazały na kogo?
- Na Chrisa.
- Lucas zeznał, że kto brał tabletki?
- Chris.
- Chris zeznał, że kto brał tabletki?
- Brak informacji.
- Chłopcy z drużyny zeznali, że kto brał tabletki?
- Brak informacji.
- Kto był donosicielem?
- Brak informacji.
- Odciski na kopercie?
- Brak informacji.
- Nowa wersja. Najlepszy zawodnik?
- Chris bądź Lucas.
- Badania moczu wskazują na kogo?
- Na Chrisa. Ale obaj chłopcy twierdzą, że popełniono błąd.
- Lucas mówi, że kto brał tabletki?
- Lucas.
- Chris mówi, że kto brał tabletki?
- Lucas.
- Chłopcy z drużyny zeznali, że kto brał tabletki?
- Brak informacji.
- Donosiciel?
- Brak informacji.
- Odciski?
- Brak informacji.
- Więc na sto procent wiemy, że ktoś brał te prochy, bo wykazały to wyniki badań. Nie wiemy kto, bo zeznania się różnią. No i nie wiemy kto jest donosicielem, bo na kopercie brakuje odcisków palców. Poproszę jakąś teorię.
- Chris bierze. Lucas go nakrywa i donosi trenerowi. Ten zleca badania i to potwierdza, że Chris bierze tabletki. Lucas zeznaje, że to Chris brał.
- Te teoria odpada- stwierdza od razu High- Jeśli Lucas chciał donieść na Chrisa zrobił by to poprzez bezpośrednie umieszczenie jego nazwiska na kartce. Tylko Chrisa by poddano badaniom moczu. Donosiciel umieścił informację ogólną i badaniom poddano wszystkich zawodników.
- Może Lucas nie chciał, żeby Chris wiedział, że to on go podkablował?
- Skoro Chris tylko jemu się przyznał to i tak by wiedział, że to Lucas. Plus Chris nie przyznał się do niczego. A Lucas i tak powiedział, że to Chris. A teraz twierdzi, że to był on. I obaj nie wiedzą kto doniósł. Inna teoria?
- Jeśli Chris by brał- zastanawiał się Miles- I jednocześnie doniósł, to sam by się pogrążył. No i dzisiaj Lucas nie przyznawałby się do winy.
- Więc to też odpada. Coś innego?
- Lucas bierze. Chris odkrywa jego tajemnicę i donosi trenerowi. Kurde- zdenerwował się Miles- Gdyby Chris chciał donieść na Lucasa to tak samo umieściłby w donosie jego nazwisko i badanie zrobiono by tylko Lucasowi.
- No a jeśli nie umieściłby żadnego nazwiska?
- To Lucas i tak by się dowiedział, że to Chris, bo tylko on o tym wiedział, bo jako jedyny go nakrył.
- Fakt, ale może tak było. Lucas się domyślił, że to Chris doniósł i postanowił podmienić próbki, żeby wyszło, że to Chris jest winien.
- To by się zgadzało. Tylko dlaczego do cholery Chris się nie bronił, kiedy go oskarżono? Mógł przecież powiedzieć, że Lucas bierze i chciał na niego donieść, a on podstępem go wpakował w tarapaty.
- No to jeszcze inna teoria. Pomysł?
- Lucas bierze i to on donosi trenerowi, że ktoś z drużyny faszeruje się tabletkami. Wiedząc, że to on podmienia próbki, żeby wrobić Chrisa. Jego kolegę wyrzucają z drużyny, a on jest najlepszym zawodnikiem.
- Skucha- stwierdził High- Lucas dzisiaj powiedział, że domyśla się, że ktoś podmienił próbki. Nie wie czy tak było. I skoro przyznaje się, że brał to przyznałby się, że to on doniósł i jednocześnie stoi za podmienieniem próbek.
- Więc żaden z nich nie jest donosicielem. Jakby nie patrzeć ktoś jeszcze brał w tym udział- Miles spojrzał na detektywa- Myślisz, że ta sama osoba doniosła trenerowi i podmieniła próbki?
- Załóżmy, że próbki nie zostały podmienione. Chris brał. O co miałby żal do Lucasa skoro ten nie doniósł i Chris byłby winny?
- Nie miałby powodu.
- Okej. Więc próbki były podmienione. To Lucas brał. Kto mógł coś na tym zyskać?
- Lucas. Został najlepszym zawodnikiem.
- A skoro Lucas brał, ale nie wrobił Chrisa...
- To stoi za tym ktoś, kto chciał pomóc Lucasowi i zaszkodzić Chrisowi- dokończył Miles.
- Ta osoba wiedziała również, że Lucas bierze, ale nie chciała, żeby to się wydało. Więc podłożyła kopertę trenerowi, że "ktoś" z jego zawodników bierze i wtedy postarała się, żeby Chris został winny.
- Cholera. Jak na razie wszystko się zgadza.
- Jest już Kyle Emmet- do sali weszła pani Johnson- Poprosić go?
- Tak- stwierdził High.
Detektyw i jego zastępca przywitali chłopaka i wskazali mu miejsce do siedzenia.
- Powiedz nam Kyle. Od kiedy znasz Lucasa?
- Od liceum.
- Przyjaźnicie się?
- Od dwóch lat. Lucas rozstał się z Chrisem i zaczął przyjaźnić ze mną.
- Wiesz dlaczego się rozstali?
- Nie i za bardzo mnie to nie interesuje.
- Rozumiem- detektyw spojrzał na swojego kolegę, a potem zwrócił się do Kyle'a- Byłeś na przyjęciu w sobotę?
- Tak.
- I słyszałeś wypowiedź Lucasa?
- Niestety nie. Byłem wtedy w środku domu.
- Co tam robiłeś?
- To prywatna sprawa.
- Okej. Ale z pewnością ktoś ci opowiadał o czym dokładnie mówił Lucas?
- Podobno się upił i bełkotał coś o Chrisie.
- Czyli nie wiesz o co chodziło?
- Nie za bardzo.
- A więc dwa lata temu Chris został oskarżony o doping i przez to wyrzucono go z drużyny pływackiej. Na przyjęciu Lucas powiedział, że to on jest winien, a nie jego dawny przyjaciel. Jak się do tego odniesiesz? Jak myślisz, dlaczego tak powiedział?
- Nie mam pojęcia. Może chciał zwrócić na siebie uwagę.
- Rozumiem- kiwnął głową detektyw- Co wiesz na temat Madeline Jones?
- Jest kumpelą Chrisa i lubi rozrabiać.
- A co łączy ją z Lucasem?
- Wiem, że udziela mu korków.
- A co ty o niej myślisz?
- Nie przepadam za nią.
- Dobrze. Dzięki. To na razie tyle.
- Nie powiedział nic konkretnego- skomentował Miles, gdy chłopak wyszedł.
- Wręcz przeciwnie- dodał High- Zauważ, że przyjaciele Chrisa interesowali się tą sprawą. Chcieli się czegoś dowiedzieć o wydarzeniach sprzed dwóch lat. Natomiast przyjaciele Lucasa twierdzą, że nic na ten temat nie wiedzą i nie za bardzo chcą wiedzieć. Jeśli ci na kimś zależy, to się nim interesujesz. Chyba, że dobrze wiesz co się działo, ale z jakiegoś powodu nie chcesz się do tego przyznać.
- Myślisz, że oni kłamali?
- Nie wiem. Kyle nie wyglądał na zdziwionego, kiedy mówiłem o dopingu- westchnął High- Na dzisiaj kończymy przesłuchania z uczniami. Poszukamy coś na temat Kyle'a i Vicky i sprawdzimy tę klinikę. A jutro przesłuchamy rodziców Chrisa i Lucasa.
- Myślałem, że ten Lucas powie, że ktoś go zmusił, żeby to powiedział. Sprzeda tą osobę i będzie po sprawie- Miles spojrzał na Higha- A okazuje się, że mamy tu niezły bajzel.
- Dzisiejsi licealiści to nie to samo co nasze czasy- zaśmiał się High- Niestety.
niedziela, 20 grudnia 2015
Rozdział VII: "A ja nie zasługuję na drugą szansę?"
Następnego dnia grupa przyjaciół spotyka się w garażu Ricka. Sara i Mad przychodzą jako ostatnie. W środku panowało małe zamieszanie.
- Hej, co tu tak głośno?
- Kłócimy się o to czy idziemy do Vicky- wyjaśniła Alison.
- To was wszystkich zaprosiła?- zdziwiła się Sara.
- Ja jestem z nią w samorządzie, więc musiała mnie zaprosić. Z resztą byłaś przy tym- uśmiechnęła się lekko- Ale Chris nie chce ze mną iść.
- Bo nie mam im nic do powiedzenia- skomentował spokojnie.
- A reszta?- zapytała Mad.
- Lucas zaprosił mnie i Ricka, kiedy składałem papiery do szkoły- odezwał się Travis.
- A jednak wracasz do szkoły? Gratuluję.
- Też się cieszę. Zwłaszcza, że czeka mnie szkoła letnia.
- Skąd znasz Lucasa?- zapytał go Swayze.
- Poznałem go dzięki Mad. A co?
- Kiedy?
- Niedawno. Przyszedł do niej wieczorem do domu.
Wtedy wszyscy spojrzeli na dziewczynę. Chris zmarszczył brwi, ale nic się nie odezwał.
- Okej- westchnęła Maddie- Czy ktoś mi wyjaśni dlaczego macie taki problem z tym gościem?
- Nie za bardzo za nim przepadamy- sztucznie uśmiechnął się Swayze.
- Aha. I wnioskuję, że ja też mam go nie lubić, bo kumpluję się z wami?
- Wiesz- odezwał się Rick- Trzymamy się razem, więc...
- Więc pozwól, że coś ci powiem- spojrzała na niego poważnie- Lubię go. A poza tym pomagam mu w nauce. Nie robię nic wielkiego. On nie zrobił mi nic złego. Nie mam powodu, żeby się z nim nie widywać.
- W czym mu pomagasz?- zapytała nagle Alison.
- Udzielam mu korków z chemii.
- No nie wierzę- zaśmiał się Swayze- Koleś jest niesamowity. Zawsze dostanie to czego chce.
Chris przyglądał się Maddie bardzo uważnie. W garażu nastała cisza.
- Powiesz mi o co tu chodzi?- spojrzała na niego.
- O nic.
- Chris! Wyjaśnij mi to.
- Lepiej nie. Jeszcze zmienisz zdanie o swoim nowym koledze.
- Łał- popatrzyła na wszystkich po kolei- Grupa przyjaciół, która jest ze sobą szczera. Tak, to zdecydowanie wy.
Każdy patrzył po sobie i nie wiedział co ma zrobić.
- Chris kiedyś się przyjaźnił z Lucasem- odezwała się wreszcie Sara- Dwa lata temu byli nierozłączni. Nie wiem co się stało, ale w pewnym momencie przestali. Chodziły plotki, że Chris miał wylecieć ze szkoły, ale stanęło na tym, że został, lecz musiał zrezygnować z drużyny pływackiej. Tyle wiem.
- Chris?- Maddie na niego popatrzyła.
- Kim ty jesteś-podniósł się i podszedł do Sary- Że myślisz, że możesz się wtrącać?
- Przynajmniej jest szczera- oceniła jej kuzynka.
- Nie będę o tym rozmawiał.
- Po co to wszystko?- podeszła do niego Maddie- Po co mnie przygarnąłeś do swojej paczki? Po co przychodziłeś do mnie do domu? Po co siedzisz ze mną na stołówce? Po co przesiaduję z wami w garażu? Powiedz mi po co?
Chłopak oddalił się i usiadł z powrotem na fotelu.
- Jeśli ty jej nie powiesz, ja to zrobię- Sara spojrzała na niego poważnie.
Chłopak zrozumiał o co jej chodziło. Rozmawiali o Maddie na pomoście. O tym jak dobrze jest się z nią przyjaźnić. Jak Chris dużo dzięki niej odzyskał.
- Przypominasz mi go- wydusił w końcu.
- Ja?- popatrzyła na niego pytająco, a po chwili na wszystkich dookoła.
- Tak- przytaknął spokojnie- Lucas uważa, że nie ma rzeczy niemożliwych. Z odpowiednim nastawieniem i determinacją można osiągnąć wszystko- spojrzał na nią- Dla ciebie też nie ma ograniczeń. Żadnych. Z jednym wyjątkiem- zatrzymał się by zaczerpnąć powietrza- Ty nie poświęcisz przyjaciół, żeby nie spaść z podium.
- Więc naprawdę się przyjaźniliście?- zapytał Travis.
- Co się stało?- drążyła Maddie.
- Okej- uniósł głowę- Słuchajcie uważnie, bo nie mam zamiaru tego nigdy powtarzać- zatrzymał się na chwilę i zbierał myśli- Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi jakich możecie sobie wyobrazić. Do tego byliśmy zawodnikami w szkolnej drużynie pływackiej- spojrzał na nią bardzo poważnie- Po pewnym czasie Lucas stawał się coraz lepszy i zaczęło mnie to zastanawiać. Po treningu, kiedy brał prysznic, przeszukałem jego szafkę. Miał tam jakieś tabletki. Nie były to witaminy tylko sterydy. Nielegalne prochy, które brał, żeby być lepszy- pokręcił głową w geście niedowierzania- Kiedy mnie zobaczył strasznie się wkurzył. Ja też byłem na niego zły. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek coś takiego zrobi. Że jest na tyle głupi, żeby ładować w siebie takie świństwo- wziął oddech- Po kilku dniach zostaliśmy wezwani do gabinetu trenera. Ktoś go podkablował. Ja nie pisnąłem słówkiem o tamtej sytuacji. Lucas jednak powiedział trenerowi, że te tabletki były...- głos mu się lekko załamał- Moje.Wtedy wybuchła niezła afera. Oczywiście dyro nie chciał, żeby to się rozniosło. Miałem wylecieć ze szkoły. Możliwe, że czekał mnie poprawczak. Lucas namówił swoją rodzinę, żeby wpłynęli jakoś na decyzję dyrektora i żebym został w szkole. Policją też się zajęli. Szkoda tylko, że wtedy było mi wszystko jedno czy tu zostanę czy nie. Liczyło się to, że zdradził mnie mój własny brat. Zwłaszcza, że to wszystko to jego wina- popatrzył w podłogę- Od tamtej pory ani razu z nim nie rozmawiałem. Nie potrzebuję kogoś takiego w moim życiu. Obiecałem sobie też, że nie będę miał z nim żadnego kontaktu- podniósł głowę- I już nigdy nie będę pływał.
Wszyscy siedzieli w ciszy. Swayze znał tę historię w całości, więc nic go nie zdziwiło. Rick i Alison znali tylko niektóre szczegóły. Lecz dla Travisa i Maddie to była zupełna nowość. Ale na najbardziej zdziwioną wyglądała Sara. Teraz czuła się bardzo głupio. Zawsze uważała Chrisa za tego złego, a tymczasem okazuje się, że to on jest najbardziej poszkodowany.
- Nie miałam pojęcia, że coś takiego miało miejsce- odezwała się Maddie- Nie myślałeś nigdy, żeby komuś o tym powiedzieć? Nagłośnić to?
- Po co?
- Żeby ludzie wiedzieli, że dostałeś kopa nie z własnej winy. Że nie ty jesteś powodem tej afery.
- Mówiłem mu to już- odezwał się Swayze- Mnie strasznie to wkurza. Nie dość, że Lucas wyszedł cało z tej sytuacji, to jeszcze wszyscy stawiają go za przykład. Jest uwielbiany przez wszystkich jak książę.
- Faktycznie- stwierdziła Alison- Wszyscy myślą, że jest taki wspaniały. Gdyby się dowiedzieli jaki jest naprawdę, byłby skończony.
- Nie mam zamiaru nikomu o tym mówić i wy też nic nie powiecie- odezwał się Chris- Uszanujcie moją decyzję. Jasne?
- Nie rozumiem- zmarszczył brwi Rick- Jak możesz mu to odpuszczać? Powinien być ukarany.
Chris spojrzał na Sarę. Ona patrzyła na niego. Nic nie musiał mówić, ona wiedziała, co myślał.
- Jeśli Lucas kochał Chrisa, tak jak on jego- zaczęła Sara- To wystarczającą karą dla niego jest to, że są teraz oddzielnie. I świadomość, że stracił najważniejszą osobę jaką miał jest z pewnością najgorszym uczuciem.
- Dzięki- kiwnął głową Chris.
- Może macie rację- ocenił Rick- Ale skoro wiemy, że zawinił to chyba możemy się jakoś odegrać.
- Podoba mi się twój tok myślenia- odezwał się Swayze- Jak chcesz mu zaszkodzić?
- Na początek to możemy zrujnować przyjęcie w ich rezydencji. Kto jest za?
- Ja- odezwała się Alison.
- Ja też, ale nie mam zaproszenia- dodał Swayze.
- Pójdziesz jako moja osoba towarzysząca- stwierdziła Maddie.
- A skąd ty masz zaproszenie?- zdziwiła się Alison.
- Od Henry'ego.
- Dziadka Lucasa?- zdziwił się Chris.
- Dokładnie- wtrąciła Sara- Nie wiem jak to zrobiła, ale pan Moon ją uwielbia.
- Taki już jej urok- zaśmiał się Travis, bo uświadomił sobie, że często to powtarza- Ja też idę.
- Sara?- zapytał Rick- Idziesz?
- Wszyscy chcą się za ciebie odegrać- popatrzyła na Chrisa- Co ty o tym myślisz?
- Myślę, że gdzieś macie to, że powiedziałem, żeby nic z tym nie robić.
- I nie robimy- stwierdził Swayze- Przecież zrobimy tylko jakiś kawał. Ludzie w szkole wiedzą, że z tego słyniemy. Nikt nie powiąże tego z tobą i tamtą aferą, a my będziemy szczęśliwsi, że utarliśmy mu nosa. Chociaż trochę.
Chris uniósł głowę w górę. Wszyscy bacznie mu się przyglądali.
- Niech wam będzie- opuścił głowę i przewrócił oczami- Ale pod warunkiem, że to będzie pierwszy i ostatni raz. Nigdy więcej nie będziecie o tym gadać i nikt z was się nie będzie na nim mścił. Jasne?
- Jasne- powiedzieli chórem.
***
Na przyjęcie przybyło sporo gości. Świetnie udekorowany ogród, pyszne jedzenie i dobra muzyka zapowiadają nie małe widowisko. Vicky stara się zamienić z każdym chociaż kilka słów. Henry Moon jako dżentelmen wita wszystkie kobiety i dziewczyny. Lucas i jego rodzice również pomagają w witaniu gości. To wszystko sprzyja temu, że bez problemu grupa znajomych może zrobić jakiś kawał na przyjęciu. Paczka Chrisa, po wyjściu z garażu, stwierdziła, że każdy oddzielnie pójdzie do domu i odpowiednio się ubierze. Podzielili się na mniejsze grupy, żeby nie wchodzić razem i nie wzbudzać podejrzeń. Chris przyszedł z Alison, następnie Rick i Travis, a na samym końcu Sara, Mad i Swayze. Chłopcy ubrani byli w smokingi. Alison miała na sobie zieloną długą sukienkę. Strój Sary to błękitna sukienka z luźno opadającym dołem i dość głębokim dekoltem. Maddie natomiast miała na sobie brzoskwiniową sukienkę bez ramiączek. Czuła się dziwnie, ale za namową ciotki i kuzynki zgodziła się ją założyć. Wszyscy spotkali się przy stole z przekąskami.
- Okej. Kim wy jesteście to wiem- zaczął Travis i spojrzał na Maddie- Ale ty dziewczyno? Jak ci na imię?
- Spadaj- uderzyła go lekko w ramię.
- No co? Bardzo ładnie wyglądasz.
- Dodaj jeszcze "jak zawsze" i przyjmę komplement.
- Okej. To co?- zaczął Swayze- Kiedy zaczynamy?
- Ktoś musi odwrócić uwagę gości- stwierdził Rick.
Zastanawiali się nad tym chwilę. Lecz odpowiedź przyszła szybciej niż się spodziewali. Nagle ucichła muzyka. Wszyscy zebrani popatrzyli w tamtą stronę. Na scenie pojawił się chłopak w bardzo eleganckim garniturze i kapeluszu.
- To dla bardzo wyjątkowej osoby. Wszystkiego co najlepsze najsłodsza- mówiąc to stał tyłem.
Kiedy się odwrócił, dał znak zespołowi i zaczęli grać rytmiczny utwór. (Tu sobie posłuchajcie, bo jak dla mnie super piosenka MKTO- Classic). Cała paczka popatrzyła na niego z ciekawością. To samo zrobili goście. Każdy zastanawiał się kim jest ten chłopak. Maddie również na niego patrzyła z zainteresowaniem, zwłaszcza, że dobrze znała tę piosenkę i nie raz tańczyła do niej w pokoju. Kiedy chłopak zrzucił w publikę kapelusz, na twarzach wielu osób pojawił się uśmiech. Najwidoczniej dobrze go znali. Maddie nigdy wcześniej go tu nie widziała. Chłopak szeroko się uśmiechał patrząc na Vicky, lecz nie zapominał też o innych dziewczynach. Każdej z nich puszczał oko lub robił jednoznaczne miny. To, że umie śpiewać to słychać, ale jego ruchy również są całkiem dobre. Wśrod gości rozpoczęły się szepty i ciche rozmowy. Maddie przysłuchiwała się kilku dziewczynom stojącym niedaleko.
- Zastanawiałam się kiedy do nas wróci.
- Umówisz się z nim?
- Oczywiście.
- A nie sądzisz, że już dawno o tobie zapomniał?
- To sobie przypomni.
- Nie ty jedna tak myślisz. Słyszałam, że z Karą też się spotykał.
- Więc przekonamy się, która z nas jest lepsza.
Maddie popatrzyła na chłopaka. Widocznie to jakiś miejscowy podrywacz. W tym momencie chłopak też na nią spojrzał i się uśmiechnął. Zatrzymał na niej na chwilę wzrok, lecz po chwili wrócił do zabawiania gości.
- Patrzył się na ciebie?- zapytała kuzynkę Sara.
- Nie wydaje mi się.
- To może na mnie- lekko się uśmiechnęła.
- Kim jest ten koleś?
- To starszy brat Lucasa. Daniel.
- Nie wiedziałam, że on ma brata.
- I siostrę. Tylko młodszą. Camille jest w jakiejś szkole z internatem w Anglii.
- Z chęci czy za karę?
- Wysłali ją tam, bo nieźle rozrabiała. Daniel jest podobny. Lubi dobrą zabawę i imprezy. No i oczywiście dziewczyny. Można powiedzieć, że Lucas jest najlepszym dzieckiem ich rodziców.
- Myślisz, że dlatego nie chciał się przyznać do... no wiesz?
- Możliwe- wzruszyła ramionami Sara- Może nie chciał, żeby jego rodzice myśleli, że jest taki jak rodzeństwo. Może też myślał o tym, żeby nie przysporzyć im kłopotów. Od zawsze był inny niż Daniel i Camille. Najgrzeczniejszy i najbardziej uczynny- spojrzała na kuzynkę- Wbrew pozorom to nie jest szczęśliwa rodzina i wydaje mi się, że Chris dobrze wiedział jak to u nich wygląda.
- Dlatego nic nie chce z tym robić- oceniła Maddie- Nie chce, żeby stracili chociaż jedno przykładne dziecko.
- Chciałem, żeby mnie wszyscy zrozumieli- odezwał się nagle Chris za ich plecami- Ale dobrze, że chociaż wy to załapałyście.
- No dobra- stwierdziła Maddie- Ale nie czujesz, że poświęciłeś trochę za dużo dla Lucasa?
- Nie sądziłem, że akurat tak to będzie wyglądało, ale teraz chyba nic z tym nie zrobię.
- Możesz chociaż z nim porozmawiać. Bo wydaje mi się, że on nie zdaje sobie sprawy ile dla niego zrobiłeś.
- Uwierz mi, że dobrze to wie- spojrzał na Sarę- Ona powiedziała wam dzisiaj, że jeśli tyle znaczyłem dla niego co on dla mnie, to jest świadomy co zyskał, a co stracił. A ja nie mam zamiaru nikomu nic udowadniać. Zwłaszcza, że minęły już dwa lata, a to ciągle nie jest łatwy temat do rozmowy.
- Rozumiem- Maddie spojrzała na niego czule- To co odwołujemy akcję?
- Myślę, że powinniśmy- odezwała się Sara.
- No tak- westchnął Chris- Tylko, że Alison, Swayze, Rick i Travis zniknęli z pola widzenia. Pewnie już zaczęli.
- Cholera!- powiedziała Maddie trochę za głośno i kilku gości się za nią obejrzało- Można to jeszcze odkręcić.
- Ja i Sara ich poszukamy, a ty zostań na wypadek jakby wrócili i każ im to odkręcić- zarządził Chris.
- Dobrze- przytaknęła i zaczęła się rozglądać za znajomymi.
Wtedy Daniel zszedł ze sceny. Fragment piosenki zaczął śpiewać wokalista zespołu. Chłopak podszedł do Vicky i prawdopodobnie złożył jej życzenia. Potem pojawili się obok niego rodzice, dziadek i Lucas. Dziewczyny zaczęły się kręcić wokół braci Moon z nadzieją, że któryś z nich w końcu zwróci na nie uwagę. Daniel przywitał się jeszcze z kilkoma osobami i znów zaczął śpiewać, ale już wśród tłumu. Maddie wzięła kieliszek szampana i mimowolnie zaczęła śpiewać refren piosenki. Daniel ją zauważył i patrzył na nią już do końca występu. Zainteresowała go. I to tylko dlatego, że ona nie patrzyła na niego. Każda dziewczyna na tym przyjęciu była w niego wpatrzona, tylko nie ta. Była bardzo piękna, ale też seksowna. Potem spojrzał na swojego brata. Ten również przyglądał się tej blondynce. Ciekawe co to może oznaczać? Czy Lucas ją zna? Kim ona jest? Daniel rozwiał myśli i pokazał jeszcze kilka ruchów. Potem wskoczył na scenę, aby odłożyć mikrofon. Kiedy występ się skończył rozległy się brawa i wiwaty. Wielu gości składało Vicky życzenia, inni witali się z Danielem. Nagle jedna z dziewczyn zaczęła krzyczeć. Maddie znalazła wzrokiem Chrisa i Sarę. Prowadzili resztę roześmianej paczki.
- Udało im się podłożyć tylko kilka myszy- wytłumaczyła Sara.
- Zepsuliście całą zabawę- westchnął Swayze.
- Dokładnie- spojrzał na niego Chris- A teraz idź i pomóż tej dziewczynie, bo zejdzie jeszcze na zawał.
- Reszta niech szuka kolejnych krzyczących ludzi i ruszających się talerzy- stwierdziła Sara.
Każdy rozszedł się w inną stronę. Maddie zauważyła kilka zakrytych wieczkami tac na jednym ze stołów. Szybko tam podeszła i zaczęła je sprawdzać.
- Jesteś aż tak głodna?- usłyszała za plecami.
- Słucham?- odwróciła się.
- Odkrywasz każde danie. Zdradzę ci sekret. Wszystkie są takie same- uśmiechnął się szeroko- Jestem Daniel.
- Wiem.
- Czyli jestem aż tak sławny, że nowi wiedzą kim jestem?
- Chodziło mi o to, że wiem, że wszystkie dania są takie same- uśmiechnęła się ironicznie.
- Nieźle- Daniel uśmiechnął się sam do siebie i chwycił za jedno wieko.
- Zaczekaj!- złapała go za rękę i po chwili puściła. Uniosła wieczko i lekko się uśmiechnęła. Złapała szczura za ogon i uniosła do góry- Smacznego.
- Co to tu robi?- spojrzał na nią i po chwili dodał- Skąd wiedziałaś?
- Długa historia- powiedziała rozglądając się dookoła. Wtedy podszedł Travis z klatką i Maddie wrzuciła tam szczura.
- Wszystko?
- Tak. Idź do Sary. Poszła do kuchni sprawdzić tace, które nie zostały jeszcze wniesione.
- Okej.
- Już ze sceny widziałem, że jesteś interesująca, ale teraz się przekonałem jak bardzo- Daniel zaśmiał się i upił łyk ponczu- A więc skąd znasz Vicky?
- Nie znam- wzruszyła ramionami.
- To pewnie znasz Lucasa.
- Owszem.
- To mój cudowny brat.
- Tego bym o nim nie powiedziała.
- Zalazł ci za skórę?- uśmiechnął się.
- Można tak powiedzieć.
- Jesteś tajemnicza- upił kolejny łyk- Fajnie.
- Ty za to jesteś jak otwarta księga. Wystarczy, że podejdę do kogokolwiek i mi wszystko o tobie opowie.
- Bo każdy tutaj zna mnie na wylot- powiedział z ironią.
- To małe miasto. Każdy o każdym rozmawia.
- Uwierzyłabyś w to co by ci o mnie powiedzieli?- spojrzał na nią- A może już to zrobili?
- Plotki nie rodzą się bez przyczyny- również popatrzyła na niego- Do tego zazwyczaj intuicja podpowiada mi od kogo powinnam się trzymać z daleka.
- A co ci podpowiada w moim przypadku?
- Twoje nazwisko.
- To chyba dobrze- uśmiechnął się.
- To miasto tak uważa i wy również- spojrzała w stronę tłumu i zauważyła zbliżającego się Henry'ego.
- A co ty o nas myślisz?
- To chyba nieistotne- wzruszyła ramionami- Skoro macie poparcie i uwielbienie ze strony większości tego miasta.
- Mylisz się. Każda opinia się liczy. Nawet najgorsza. Jeśli ktoś cię nie znosi, to dzięki temu możesz dostrzec kto cię uwielbia- spojrzał na zbliżającego się dziadka- Bez zła nie ma dobra. Bez cierpienia nie ma radości. Bez bólu nie ma szczęścia. A bez nienawiści nie ma miłości.
- Piękne słowa- odezwał się pan Moon.
- Dziękuję dziadku- chłopak się ukłonił.
- Witaj Madeline- uśmiechnął się do dziewczyny- Jak ci się u nas podoba?
- A co chcesz żebym powiedziała?- odwzajemniła uśmiech.
- Że z chęcią do nas jeszcze wrócisz.
- No skoro nalegasz- udała dostojną damę i zaczęła się śmiać.
- Nalegam- również się zaśmiał i spojrzał na wnuka- Danielu. Przyjdź do mnie później.
- Oczywiście.
- Miłej zabawy dzieciaki.
- Dziękuję- Daniel również się ukłonił.
- Do zobaczenia- pożegnała go Maddie.
Kiedy pan Moon się oddalił, Daniel przyglądał się dziewczynie.
- Powiesz mi jak to zrobiłaś?- zapytał zdziwiony.
- Hm?
- Mój dziadek nigdy z nikim nie żartuje i nigdy nie lubił żadnej dziewczyny. Nie ważne czy była moja czy Lucasa. Co mu zrobiłaś?
- Nic. Jestem po prostu sobą- spojrzała na niego z uśmiechem- Pewnie żadna twoja dziewczyna nie była na tyle bystra i po prostu na to nie wpadła.
- Albo mi się wydaje albo nie należysz do zbyt miłych osób?
- Racja- wypiła do końca szampana i postawiła kieliszek- Należę do tych szczerych- rzuciła i ruszyła w stronę tłumu.
***
Chris przechodząc głównym holem zauważył uchylone drzwi od jednego z pokoi. Postanowił zobaczyć co tam się dzieje. Zajrzał przez niewielką szparę. To była Trudy. Wyciągnęła z torebki jakieś opakowanie i wzięła z niego jedną tabletkę.
- Przepraszam- Chris nagle tam wszedł- Szukam toalety.
- To się chyba pomyliłeś- wrzuciła szybko tabletkę do torebki i się odwróciła- Coś jeszcze?
- Nie. Chyba nie- patrzył jej prosto w oczy.
- Toaleta jest na końcu korytarza- wskazała i zmarszczyła brwi- Dziwi mnie, że tak szybko o tym zapomniałeś.
- Dwa lata to nie tak mało. Można o niektórych rzeczach zapomnieć- rozglądał się dookoła- Niektóre przeboleć.
- Zabawne, że to mówisz.
- Czemu?
- Wygląda na to, że już dwa lata temu wszystko przebolałeś.
- To, że niczego po sobie nie daję poznać nie znaczy, że nic to dla mnie nie znaczyło. Wręcz przeciwnie- skierował się w stronę drzwi- To, że widzę was codziennie tylko mi przypomina kim jesteście wy, a kim jestem ja.
- Myślisz, że nie żałuję?
Chris na chwilę się zatrzymał, lecz nic nie powiedział. Nawet się nie odwrócił, zamknął na chwile oczy i bez zastanowienia wyszedł.
***
Vicky wchodzi do holu i widzi Maddie. Nie była zbytnio zadowolona, kiedy dowiedziała się, że ta dziewczyna dostała zaproszenie od samego Henry'ego Moona. Nie lubi jej coraz bardziej. Kręci się koło jej chłopaka i stara wkupić się w łaski jego rodziny. Może powinna coś z tym zrobić?
- Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale chyba nie złożyłaś mi jeszcze życzeń- podeszła do Mad.
- Ciężko było się przebić przez zgromadzony wokół ciebie tłum- wytłumaczyła.
- Okej. Wyjaśnij mi coś- spojrzała na nią z powagą- Nie znam cię, a jednak jesteś na moim przyjęciu. Po co?
- Mam swoje powody- Maddie zaczęła grzebać w torebce.
- Takie jak Lucas?
Mad uniosła głowę i spojrzała na nią z lekką pogardą. Wtedy na piętrze, na schody wszedł Lucas wraz ze swoim bratem. Daniel widząc Vicky i Maddie zatrzymał się i powstrzymał brata przed zejściem na dół. Obaj przysłuchiwali się rozmowie.
- Posłuchaj- ciągnęła dalej Vicky- Wiem, że Lucas jest najlepszym chłopakiem jakiego można mieć. Ale jakbyś zapomniała jest moim chłopakiem. I jeśli czegoś mogę sobie życzyć w dzień moich urodzin to tego, żebyś się od niego odczepiła. Mam oczy i widzę co robisz.
- Po pierwsze- uśmiechnęła się lekko Maddie- To schlebiają mi twoje zmartwienia, bo to oznacza, że czujesz we mnie rywalkę i uważasz, że jestem zdolna odbić ci chłopaka. Po drugie to on przyczepił się do mnie. A po trzecie nie wiem, czy jest w nim jeszcze coś dobrego, a co dopiero najlepszego- spojrzała na nią poważnie- Chcesz, żebym się od niego odwróciła? Proszę bardzo.
Vicky patrzyła na nią z szeroko otwartymi oczami. Lucas słysząc te słowa od razu zbiegł na dół i skierował się w stronę Maddie. Daniel zszedł powoli i stanął obok.
- Biegałem za tobą ponad dwa tygodnie i prosiłem o pomoc- spojrzał na nią z żalem- A wystarczyło kilka zdań Vicky i już zmieniasz zdanie?
- I bez jej gadki postąpiłabym tak samo.
- Co ja ci zrobiłem?!- wzbierała w nim złość. Zwłaszcza, że ostatnio tak dobrze się dogadywali.
Maddie nic nie odpowiedziała tylko na niego patrzyła. Jej wzrok przekazywał złość, ale też odrobinę współczucia. Wtedy Lucas uspokoił oddech, a w oczach zebrały mu się łzy. Patrzyła na niego inaczej. Chce go do siebie odepchnąć. To oznacza tylko jedno. Wie co się stało dwa lata temu. Wtedy upuścił szklankę, którą trzymał w ręku, a ta rozbiła się o podłogę na małe kawałeczki. Vicky się przestraszyła, a Daniel chwycił brata za ramię. Jednak Lucas stał niewzruszony i patrzył na Maddie.
- Powiedział ci- wydusił w końcu- Powiedział ci, co zrobiłem... A teraz mnie nienawidzisz.
- Nie wiem co czuję- przełknęła ślinę.
- Ale nie chcesz mnie znać- zacisnął zęby i strącił rękę Daniela.
Maddie nie chciała tego powiedzieć, ale tak właśnie myślała. Nie chciała mieć z nim nic wspólnego po tym czego się dowiedziała.
- Mogę ci zadać pytanie?- zbliżył się- Co złego ci zrobiłem? Czym sprawiłem ci ból? Za co mnie nienawidzisz?- patrzył na nią z rosnącą złością- Chcesz mnie odtrącić?! Za co?! Za błąd, który popełniłem dwa lata temu? Za panikę, że mogę stracić wszystko na co pracowałem od najmłodszych lat? Za to, że zdradziłem przyjaciela? Żadna z tych rzeczy nie dotyczyła ciebie. Więc powiedz mi. Za co?
- Chris jest moim przyjacielem- odpowiedziała.
- Ile?! Miesiąc?!- krzyknął- Ja przyjaźniłem się z nim całe życie. To jest sprawa między mną a nim. Kim ty jesteś, żeby się wtrącać?!
- Kimś komu zależy na prawdzie- cofnęła się o krok- Nie sądzisz, że wszyscy powinni się dowiedzieć co się wtedy stało? Jaki jesteś naprawdę?
- Nie wierzę- zaśmiał się nerwowo- Jeszcze wczoraj śmiałaś się razem ze mną. A dzisiaj mną gardzisz?- spojrzał na nią poważnie- Jesteś hipokrytką.
- Ja?
- Tak. Nie chcesz, żeby ludzie cię oceniali z powodu tego jak wyglądasz lub jak się w danej sytuacji zachowujesz. A tymczasem sama oceniasz mnie przez jeden błąd z przeszłości- otarł zbierające się łzy- Jestem zdrajcą. Chcesz wszystkim o tym powiedzieć? Nie ma sprawy- rozłożył ręce, a następnie wskazał na nią palcem- Tylko, że ty też opowiesz nam o swojej przeszłości.
- O czym ty mówisz?
- Widziałem twoje akta- spojrzał na nią z żalem- Nie trudno je znaleźć. Mimo tego, co kiedyś robiłaś, nie oceniałem cię. Nie zawsze byłaś taka jak tutaj.
- Dostałam szansę i chciałam zacząć od nowa- wytłumaczyła.
- A ja nie zasługuję na drugą szansę?- zbliżył się- Czy może jest tak, że ty możesz robić i mówić co ci się podoba i wszystko masz odpuszczone a wszyscy inni jeżeli choć raz zrobili coś złego powinni pokutować za to już do końca życia?
Maddie zabolały te słowa. Miał całkowitą rację. Ona starała się za wszelką cenę wytykać mu błędy, zapominając, że sama nie jest ideałem. Do tego ta cała sytuacja faktycznie dotyczy tylko jego i Chrisa i nikt inny nie powinien się wtrącać. Zwłaszcza, że obaj tego nie chcieli.
- Widzę, że dotarło- powiedział złośliwie- I wiesz co? Zawsze chciałaś, żebym był szczery i mówił to co myślę. To proszę. Myślę, że to ja nie chcę z tobą więcej przebywać i zmęczyły mnie te ciągłe oskarżenia. Nie masz pojęcia co przeżyłem, a tym bardziej nie jesteś osobą, która powinna cokolwiek na mój temat mówić. Najlepiej w ogóle nic do mnie nie mów. Nigdy- odwrócił się i szybkim krokiem wyszedł do ogrodu.
Vicky popatrzyła na Maddie, a po chwili pobiegła za swoim chłopakiem. Daniel przyglądał się Mad. Dziewczyna zacisnęła pięści, a łza zaczęła jej spływać po policzku. Za wszelką cenę nie chciała pokazać, że została zraniona.
- W porządku?- zapytał, lecz nie ruszył się z miejsca.
- Ze mną nic, nigdy nie jest w porządku- odpowiedziała i ruszyła w stronę drzwi.
- Odwiozę cię do domu- stwierdził i ruszył za nią.
***
Lucas wśród gości odnalazł Chrisa i resztę jego paczki. Bez zastanowienia do nich podszedł. Jego postawa była pewna siebie a w oczach widać było zdeterminowanie. Patrzył tylko na dawnego przyjaciela.
- Ona była jedyną osobą, która widziała mnie bez tej całej otoczki. Bez mojego nazwiska, bez kasy i pozycji, którą ma moja rodzina. Ale nie mogłeś tego przeżyć i musiałeś mi to odebrać. Jedyną prawdziwą i szczerą osobę przy której mogę być sobą. Powiedz mi ile jeszcze przyjdzie mi płacić za tamten błąd?
- On tak na serio?- zaśmiał się Swayze- Koleś, masz jeszcze sporo do stracenia. Możemy ci na przykład rozwalić chatę, wybić zęby, zniszczyć brykę...
- Chcesz mój samochód- wyjął z kieszeni kluczyki i mu rzucił- Proszę. Coś jeszcze?
Wszyscy patrzyli na Lucasa. Swayze trzymał kluczyki do super auta z otwartymi ustami. Chris patrzył się na Lucasa, nie wiedząc co się stało między nim a Maddie i nie wiedział co ma powiedzieć.
- Chcesz być z powrotem w drużynie?- ciągnął chłopak- Chcesz, żeby ludzie wiedzieli co się stało?
Wtedy podszedł do stolika i wypił szklankę whiskey. Potem skierował się w stronę sceny. Kazał zespołowi przestać grać i chwycił mikrofon.
- Proszę o uwagę. Na początek chcę przeprosić mojego dziadka i moich rodziców za to co teraz powiem- wziął oddech- Pamiętacie aferę z przed dwóch lat, w której mój dawny przyjaciel Chris Zane został wyrzucony z drużyny pływackiej? Oczywiście, że pamiętacie. Całe miasto o tym huczało. Nikt nie chciał powiedzieć na głos, co się wydarzyło. Otóż oświecę tych, którzy nie wiedzą i przyznam rację tym, którzy się domyślali. Chodziło o doping.
Wszyscy zgromadzeni zaczęli szeptać między sobą. Kilkoro gości zaczęło nagrywać na telefony jego wypowiedź.
-Jeden z członków drużyny- ciągnął dalej Lucas- Faszerował się tabletkami, żeby mieć lepsze wyniki. Ten chłopak nazywa się Lucas Moon- patrzył na gości- Ja je brałem.
Matka Lucasa wyglądała na zszokowaną, zarówno jak jego dziadek. Tylko ojciec spojrzał z pogardą na syna i wszedł do domu. Nie chciał dalej słuchać jak jego syn się kompromituje. Zwłaszcza, że dołożył wszelkich starań, żeby zatuszować tę sprawę. Teraz jego przyszłość, przyszłość jego rodziny stoi pod znakiem zapytania.
- Ja jestem winny- kontynuował- Powinienem być już dawno wyrzucony z drużyny, a moje nagrody chociaż zdobyte uczciwie nie mają żadnej wartości. Ale to nie jest najważniejsze- wtedy spojrzał na Chrisa- Najważniejsze, a może najbardziej tragiczne jest to, że to właśnie Chris został obarczony winą za moje wykroczenie. Przez dwa lata nic nikomu nie powiedział. Nikomu nie zgłosił, że został fałszywie oskarżony. Podłożył się, żeby moja nieskazitelna reputacja nie została naruszona. Ale wiecie co dzisiaj zrozumiałem? Pomogła mi to dostrzec pewna dziewczyna- popatrzył się na wszystkich gości- Zrozumiałem, że wolę być przez was szykanowany i wytykany palcami niż spotkać się z pogardą ze strony osoby, która była dla mnie najważniejsza. Nigdy nikt się dla mnie nie liczył tak jak Chris- zatrzymał się- Aż do momentu kiedy poznałem tę dziewczynę. Ona też jest dla mnie ważna. Uświadomiła mi, że mogę być lepszy niż jestem. Ale nie dla rodziny czy dla was. Tylko dla samego siebie. Dzisiaj sprawiłem jej przykrość tylko dlatego, że chciałem bronić swojej reputacji i pozycji. Ale przed chwilą dostrzegłem, że wcale tego nie potrzebuję. A dokładniej to właśnie te rzeczy sprawiają, że jestem nieszczęśliwy. A jeśli mam przeżyć życie na kłamstwach i oszukiwaniu przyjaciół- znów spojrzał na Chrisa- To nie chcę być Lucasem Moonem.
Wtedy zrobił dwa kroki w tył i patrzył na wszystkich gości. Po chwili dał znak zespołowi, żeby zaczął grać i zszedł ze sceny. Ludzie rozstępowali się, kiedy Lucas koło nich przechodził. Jedni patrzyli się ze zdziwieniem, inni z pogardą. Jeszcze inni byli zniesmaczeni i zażenowani jego zachowaniem. Jednak Lucasa to nic nie obchodziło. Był wręcz dumy z tego co zrobił. Dawno nie czuł się tak wolny. Kiedy znalazł się przy garażu, otworzył go. Zrzucił marynarkę i wsiadł na motocykl. Chciał przejechać się po miasteczku, bo mogła to być jego ostatnia przejażdżka. Prawdopodobnie za swoje zachowanie, tak jak Camille i Daniel, zostanie wysłany do szkoły z internatem w Anglii.
***
Daniel nie odezwał się ani słowem w stronę Maddie. Dziewczyna też nie miała ochoty rozmawiać i patrzyła na pola przez okno. Kiedy podjechali pod jej dom, żadne z nich się nie ruszyło. Chcieli chwilę posiedzieć w ciszy. Mad zaczęła przeglądać się w lustrze i wycierać rozmazany tusz. Daniel obserwował okolicę i nie zwracał na nią najmniejszej uwagi.
- Pójdę już- powiedziała w końcu- Pewnie musisz wracać na przyjęcie.
- Nie jest moje- wzruszył ramionami.
- Może i nie, ale jest w twoim domu.
- To miejsce od dawna nie jest moim domem- spojrzał na na nią.
Maddie mu się przyglądała. Normalnie zapytałaby o co chodzi, ale ostatnio jak była ciekawska to dowiedziała się niemiłych rzeczy o Lucasie. Daniel jest jego bratem i prawdopodobnie nie należy do świętych. Wniosek. Powinna się trzymać od tej rodziny z daleka. Zastanawia ją tylko to, że spokojnie przyglądał się jak Lucas na nią krzyczy i się złości i nic sobie z tego nie robił. Spokojnie obserwował co się dzieje. Na jego twarzy nie widać żadnych emocji.
- Dzięki za podwózkę- otworzyła drzwi i wysiadła.
Potem się potknęła i postanowiła ściągnąć buty. Do domu weszła na boso. Daniel się przyglądał całej tej scenie. Potem odpalił silnik i odjechał.
***
- Chciałeś mnie widzieć- Daniel wszedł do gabinetu dziadka.
- Tak. Chciałem zapytać jak ci idzie na uniwersytecie?
- Mam teraz sporo wolnego. Jakieś dwa tygodnie. Potem muszę jechać na egzaminy na kilka dni i mam wakacje.
- Gdzie się w tym roku wybierasz? Na Florydę?
- Nie wiem- spojrzał na dziadka podejrzliwe- Może zostanę tutaj.
Dziadek tylko pokiwał głową. Daniel zastanawiał się do czego ma zmierzać ta rozmowa.
- O co chodzi?
- Jestem ciekaw co u ciebie.
- Od kiedy?
- Danielu- spojrzał na niego ciepło- Od zawsze.
- Chodzi o Lucasa?- zapytał nagle.
- Nie- podszedł do okna- O pannę Jones. Z pewnością zauważyłeś, że to interesująca osoba.
- Owszem. Ale co ona ma wspólnego ze mną?
- Z tobą? Wydaje mi się, że nie zbyt dużo. Ale z twoim bratem...
- Czyli jednak chodzi o Lucasa- zaśmiał się z niedowierzaniem- No tak. O kogo mogło chodzić jak nie o twojego ulubieńca?
- Nie mam ulubieńców.
- Dobrze wiesz, że to kłamstwo- podszedł do niego- Zawsze był twoim wymarzonym wnukiem. Wyróżniałeś go spośród nas- spojrzał na dziadka i się uśmiechnął- No jaka szkoda, że okazał się być taki jak ja i Cami.
- Nie wiem co sobie nawymyślałeś w tej głowie, ale się mylisz. Kocham was wszystkich tak samo.
- Tak, tak- kiwnął głową i postanowił brnąć dalej- Swoją drogą. Jak ci sie podobało jego dzisiejsze wystąpienie? Słyszałem, że to wydarzenie roku.
- Nie będę z tobą o tym rozmawiał.
- No tak. Ważne sprawy ważnych ludzi. A ty Danielu siedź cicho i się nie odzywaj. To twój młodszy braciszek ma być królem.
- Widzę, że nic a nic się nie zmieniłeś.
- I tu się mylisz- uniósł kącik ust- Ale wiedziałbyś to gdyby tylko cię obchodziło co się ze mną dzieje.
- Obchodzi.
- Tak?- uśmiechnął się jeszcze szerzej- A co u Cami? Jakie ma oceny? Jaką ma średnią? W jakim sporcie jest najlepsza? Jak ma na imię jej najlepsza przyjaciółka?
- Chyba zapomniałeś, że powinieneś się do mnie zwracać z szacunkiem- upomniał go dziadek.
Daniel machnął ręką i skierował się do drzwi, żeby wyjść. Przy samych drzwiach się odwrócił.
- Maddie jest osobą, która nakłoniła go, żeby to wszystko powiedział.
Dziadek nic się nie odezwał, tylko przyglądał się książkom. Daniel się zastanowił. Pomyślał jak jego dziadek zwraca się to tej dziewczyny. Jak na nią reaguje Lucas. Jaka zdecydowana i szczera potrafi być.
- Ale ty o tym wiesz- ciągnął dalej i coś sobie uświadomił- Ona ci ją przypomina- jego oczy zabłysły i zbliżył się do dziadka- Przypomina ci babcię Jane. A ty widzisz siebie w swoim wnuku- zaśmiał się lekko- Uroiłeś sobie w głowie, że będą do siebie pasować tak jak wy.
Dziadek nie wiedział co ma powiedzieć. Może faktycznie tak jest. Madeline przypominała mu Jane od kiedy ją zobaczył i pierwszy raz z nią rozmawiał. Przed Lucasem zawsze widział wielką przyszłość. Czuł się z nim najbardziej związany, to prawda. Ale to nie znaczy, że nie kochał innych swoich wnuków. Wręcz przeciwnie. Na dużo im pozwalał a Lucasa pilnował, żeby był najlepszy. To on powinien mieć żal, że zawsze musiał najbardziej się starać.
- Zapomniałeś tylko- odezwał się Daniel- Że babcia mnie również uwielbiała. Ciekawe. Może Maddie też będzie w stanie mnie polubić?
- Jeśli będziesz się zachowywał jak rozpuszczony dzieciak to z pewnością się na tobie zawiedzie.
- Dziękuję za troskę- uśmiechnął się i skierował się znów do drzwi- Ale potrafię też dobrze udawać.
***
Maddie włącza utwór " People help the people" na swoim iPodzie i zakłada słuchawki. Nawet się nie przebrała, tylko rzuciła na łóżko w sukience. Zamknęła oczy i wsłuchiwała się w słowa. Zaczęła sobie przypominać swoje pierwsze dni w tym mieście. Pierwszy dzień w szkole. To jak poznała Chrisa i Lucasa. To jak dogadała się z kuzynką. Zdecydowanie poprawiła swoje zachowanie. W Chicago musiała robić różne niebezpieczne rzeczy i dużo ryzykować, żeby komuś zaimponować. Tutaj robi kawał i ludzie ją podziwiają. Komuś pomaga, również ją podziwiają. Niezależnie co robi spotyka się z aprobatą. Nie musi nikomu nic udowadniać. Jest wystarczająco dobra taka jaka jest. To samo pomyślała o Lucasie. Może nie powinna go tak traktować. W końcu polubiła go takim jaki jest. Bardzo się starał, żeby zadowolić rodzinę i do tego nie stracić prawdziwego siebie. Nie robił nic innego jak tylko starał się zapomnieć o przeszłości. Ona przecież nie przeprosiła dziewczyny z którą się pobiła. Nigdy do niej nie zadzwoniła. Nie okazała skruchy. A tego właśnie wymagała od Lucasa. Żeby się przyznał i pozwolił, żeby go sprawiedliwie osądzono. Nie była wobec niego fair i wcale nie jest lepszą osobą niż on. Kiedy utwór się skończył otworzyła oczy i usiadła. Do jej pokoju wbiegła Sara.
- Nie uwierzysz co się stało!
- Poczekaj aż ja ci opowiem coś ciekawego- zdjęła słuchawki.
- Nic nie przebije mojej nowiny!
- Okej. To dawaj.
***
Zaraz po wystąpieniu Lucasa goście zaczęli stopniowo wychodzić. Trudy czekała aż zostaną same i będą mogły porozmawiać. Vicky po dwóch godzinach pożegnała ostatnich gości i zadzwoniła po ekipę sprzątającą.
- On chyba postradał rozum- odciągnęła Vicky na bok- Co mu strzeliło do głowy?
- To wina tej Maddie. Wściekł się na nią i widocznie nie wytrzymał ciśnienia.
- Wiesz co to znaczy?- Trudy spojrzała na nią poważnie- Ona ma na niego duży wpływ.
- Kazał jej spadać, więc nie byłabym tego taka pewna.
- A za co był na nią zły?
- Za to, że go ocenia i...
- I?
- I wymaga od niego, żeby się przyznał- Vicky właśnie zrozumiała co się stało i się zmartwiła- A on zrobił dokładnie to czego chciała.
- To kwestia czasu, kiedy ona dowie się, że Lucas się przyznał i to przed całym miastem. A wtedy będzie już za późno.
- To co robimy?
- Najpierw trzeba zdobyć i pozbyć się tych nagrań, które robili uczniowie z naszej szkoły. Przekupimy ich i nikt nie będzie miał podkładki, że Lucas naprawdę się przyznał- klasnęła w dłonie i spojrzała na Vicky- A twoja rola to przekonać Lucasa, żeby wmówił wszystkim, że się upił i bełkotał bez sensu. No i jeszcze trzeba coś znaleźć na tę małą jędzę, żeby przestała się wtrącać w nasze sprawy. Tylko co?
- Lucas mówił, że ją sprawdzał i nie zawsze była taka święta. Może warto poszperać w szkolnych aktach. Jako członek samorządu, mam do nich dostęp.
- No i świetnie. Posprzątamy szybko ten bałagan i wszystko wróci do normy.
- Jesteś pewna?
- Hej. Zbyt dużo włożyłyśmy pracy w nasz sukces i teraz nie ma odwrotu. Lucas musi pozostać na szczycie. Bo jeśli upadnie, to ty razem z nim- pstryknęła ją w nos- I to na samo dno.
Subskrybuj:
Posty (Atom)