Wszystkich moich czytelników chciałam bardzo, ale to bardzo przeprosić za moje zaniedbanie tego opowiadania. Pisaliście w komentarzach jak bardzo chcecie kolejny odcinek, a ja nawet nie raczyłam odpisać. Wiem, że to może wkurzyć, że wam piszę, że byłam bardzo ale to bardzo zajęta. Ale taka jest prawda. Mówię wam, drugi rok na studiach to jest masakra. Jak mi się udaje w tygodniu spać po 4 godziny dziennie to jest sukces. Przychodzi weekend i wtedy staram się odpoczywać styrana całym tygodniem nauki. I tak to się kręciło w kółko. No, ale wiadomo teraz jest okres świąteczny i ruszyło mnie sumienie. Więc niech kolejny odcinek będzie dla was takim spóźnionym Mikołajkowym prezentem. I chociaż obietnica, że będę dalej pisać jest bez pokrycia, to proszę uwierzcie, ze ja tak samo jak wy uwielbiam te postaci i pisząc kolejne odcinki przeżywałam wszystko z nimi, jakbym tam była ( no w sumie jestem, bo oni wszyscy to nieodłączna część mojej wyobraźni). W każdym razie mam nadzieję, że rozdział przypadnie wam do gustu i poczekacie na następny. Nie mówię, że pojawi się w grudniu, chociaż nie powiem, chciałabym wam zrobić prezent pod choinkę ;) buźka :*
PS. Dodałam wam fotki postaci.
***
Jo i Rose przekraczają próg szkoły. Niby robią to codziennie, ale dziś jest inaczej. Od pierwszego kroku postawionego w korytarzu czują, że wszyscy na nie patrzą. To przywidzenie czy coś z nimi nie tak?
- Rose- zaczęła przyjaciółka- Dlaczego wszyscy ci się przyglądają?
- To nie na mnie się patrzą- uśmiechnęła się dziewczyna stając przy tablicy z ogłoszeniami.
- Co to jest?
- Przeczytaj.
- Główną rolę w przedstawieniu zagrają: Jake Willis i Joanna Morgan. Pierwsza próba: Dzisiaj po lekcjach.
Rose uśmiechnęła się od ucha do ucha. Spojrzała na przyjaciółkę. Jo stała w osłupieniu. Nie odezwała się ani słowem.
- Halo?!- krzyknęła do niej Rose i zaczęła machać ręką przed twarzą- Zasięg masz pełny, dlaczego nie kontaktujesz?
- To na pewno jakiś żart. Ja?! Główną rolę? Dlaczego? Przecież wiele świetnych osób się zgłosiło. To musi być pomyłka. Na pewno. Nie ma się czym przejmować. Boże! Wszyscy się na mnie patrzą.
- Jo?
- Tak.
- Dostałaś główną rolę w sztuce- powiedziała wolno Rose- Dotarło?
- Nie do końca- zaczęła szybko oddychać Jo.
- Tylko mi tu nie mdlej- przeraziła się przyjaciółka- Brian! Świetnie, że cię widzę. Może ty do niej dotrzesz.
- Co się dzieje?- podszedł z uśmiechem chłopak.
- Dostała główną rolę w sztuce i chyba nie zdaje sobie z tego sprawy.
- Kochanie?
- Tak?
- Jesteś najlepsza. Kocham cię. Masz tę rolę- przytulił ją.
- Nieźle co nie? Ja też cię kocham.
- Co?!- uniosła brew Rose- Tylko tyle? Kocham cię? Masz tę rolę?
- Magiczne słowa- wzruszył ramionami Brian.
- Nienawidzę zakochanych ludzi- przewróciła oczami i dodała, jakby do siebie- Gdzie to ja miałam zamiar iść? A! Książki.
- Widzimy się na lunchu?- zapytała Jo.
- Jasne. Ale kawę piję dziś bez cukru- rzuciła Rose.
- Że co?- zapytał Brian.
- Zasugerowała, że jesteśmy zbyt słodcy- zaśmiała się Jo.
- Mam to gdzieś- pocałował ją w czoło i objął ramieniem.
- Ja też.
***
Charlie na jednej z przerw zauważa April. Właściwie ledwo mogła ją rozpoznać. Ma na sobie rozciągnięty sweter, stare dżinsy i sportowe buty. Włosy związane w kucyk i lekko podkrążone oczy. Nikt, widząc ją teraz, nie powiedziałby, że to była przyjaciółka Natalie.
- Hej. Wszystko w porządku?
- Tak- uśmiechnęła się lekko dziewczyna.
- Na pewno? Nie wyglądasz zbyt dobrze.
- Nie za bardzo mnie to obchodzi.
- Racja- przytaknęła Charlie- Ciebie nie, ale innych tak.
- Masz z tym problem?
- Nie. Po prostu jestem szczera. Widać, że nie jest okej. Wiedz, że jakbyś chciała pogadać to jestem.
- A ty to kto? Dobroczyńca ludzkości?- prychnęła April.
- Nie- odpowiedziała patrząc w głąb korytarza- Może. Czasem dobrze jest pogadać o problemach.
- A co masz jakieś?
- Owszem i ty pewnie też. Tylko, że ja potrafię się do tego przyznać.
- Daj mi spokój. Nie zrozumiesz tego.
- Nie zrozumiem? Aha. Co ja tam wiem o życiu i problemach- spojrzała na nią i dodała- Miłego dnia. Z pewnością taki ci się przyda.
April spuściła głowę i westchnęła. Nie miała na razie ochoty na zwierzenia. Minęło dopiero kilka dni od jej wizyty w Londynie. Nie do końca jeszcze wie, co powinna z tym zrobić.
Charlie gdy znalazła się za rogiem od razu wyciągnęła telefon. Po kilku sygnałach chłopak odebrał telefon.
- Jesteś mi potrzebny. Możemy się spotkać?
- Jasne. O co chodzi?
- Właśnie nie wiem. I twoim zadaniem jest się dowiedzieć.
- Chyba nie łapię.
- Wyjaśnię później. Wpadnę do ciebie o 4. Na razie.
Charlie od zawsze miała potrzebę pomagania innym. Nawet jeśli się narzuca, musi dopiąć swego i dowiedzieć się wszystkiego. A zatem rozpracowanie April załatwione. Pozostaje tylko Andy.
***
- Hej, Rose- krzyknął biegnąc w jej kierunku Dean- Masz chwilę?
- Co jest?
- Chciałem pogadać. No wiesz, o nas, o tym obozie, o Alice.
- Okej- spojrzała podejrzliwie.
- Przez te kilka dni zdążyliśmy ochłonąć po naszej kłótni. Przynajmniej ja. Przemyślałem parę rzeczy i uważam, że powinniśmy spędzić razem trochę czasu.
- Jak na to wpadłeś?- zapytała z ironią.
- Rose- spojrzał na nią poważnie- Nie rób z tego większego problemu niż jest naprawdę.
- Dobra- przewróciła oczami- To co wymyśliłeś?
- Wydaje mi się, że nie jesteś przekonana co do Alice. Co ja gadam? Nie cierpisz jej. Dlatego chcę żebyście się dogadały. Pomagam jej malować pokój w nowym domu. Dołączysz do nas?
- Żartujesz, tak?- wytrzeszczyła oczy- Chcesz, żebym zrobiła coś dla dziewczyny, której nie znam, nie lubię i która ciągle się wpycha w moje życie?
- Hej, nie oceniaj ludzi powierzchownie. Kto jak kto, ale ty nie jesteś taką osobą. Mam rację?
- Taa. Raczej- przytaknęła, próbując zachować spokój.
- Z resztą nie robisz tego dla niej. Tylko dla mnie. I dla siebie. Obiecuję ci, że kiedy ją poznasz zmienisz o niej zdanie. Jest moją przyjaciółką nie bez powodu. A ty moją dziewczyną.
- Myślę, że wygląda to zupełnie odwrotnie. Ty i Alice zachowujecie się jak para. A ze mną czasem pogadasz, jak z koleżanką.
- Przesadzasz.
- Dean- spojrzała mu prosto w oczy- Rozumiem, ona jest ważna. Jest też wiele dziewczyn wokół ciebie, które są interesujące. To nic dziwnego, podobasz się im.
- Okej, to dziwne. Przecież nie mam na to wpływu. Winisz mnie za to?
- Nie. Ale nie jesteś jedyny.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Że nie tylko tobą się interesują. Kilka osób również pojawiło się w moim otoczeniu.
- Chcesz, żebym był zazdrosny?-zdziwił się chłopak- To trochę żałosne.
- Nie chcę- zmarszczyła brwi- Albo chcę. Nie wiem. W każdym razie chcę powiedzieć, żebyś się nie zdziwił jeśli zbliżę się do kogoś innego, bo ty nie masz czasu albo jesteś zajęty.
- Dzisiaj mam czas.
- Na malowanie pokoju Alice- dodała z karcącym spojrzeniem.
- Rose, proszę- zbliżył się do niej- Nie wiem co mam robić. Zawsze między nami było łatwo. A teraz...- zastanowił się.
- Jest trudno i sobie nie radzisz- dokończyła za niego.
- Oboje sobie nie radzimy. Dlatego proszę cię, zrób to dla mnie. Chcę po prostu spędzić czas w przyjaznym towarzystwie i atmosferze. Dajmy nam szansę się dogadać.
- Okej- westchnęła- Niech będzie.
- Dziękuję- uśmiechnął się lekko i dodał ze skruszoną miną- Jeśli powiem, że Alice po ciebie przyjedzie to przesadzę?
Rose na chwilę zamilkła. Już miała zacząć kolejną kłótnię, bo to już za dużo. Ale pomyślała, że to może nie najgorszy pomysł. Wszystko sobie wyjaśni z tą dziewczyną i będzie po problemie.
- Nie. Chętnie pogadam z nią sam na sam. A gdzie ty będziesz?
- Mamy jeszcze trening, dlatego wpadniemy godzinę później. To do zobaczenia- przytulił ją i ruszył w stronę bramy szkoły.
- Wpadniemy?
- Tak. Ja i Tony.
-Co?- pomyślała Rose i spojrzała w niebo- Zapowiada się urocze popołudnie. Jej chlopak, jego przyjaciółka-wiedźma no i romantyk o hipnotyzującym spojrzeniu. Wszyscy w jednym pomieszczeniu. Mam przerąbane!
***
- Przymierz tę- Natalie wrzuca koszulę do przebieralni.
- Nie założę jej- odzywa się Dylan.
- Nie narzekaj. Pokaż się.
Chłopak wychodzi ze skrzywioną miną. Ten kolor świetnie do niego pasuje. Kilka dziewczyn za plecami Natalie zaczęło komentować i zachwycać się wyglądem Dylana.
- Wyglądam jak pajac.
- Nie. Jesteś ze mną. Musisz dobrze wyglądać- zaczęła oglądać kolejne koszule.
- Natalie?
- Hm?
- Wcale nie muszę.
Dziewczyna spojrzała na niego. Wyglądał świetnie. W tak drogim stroju wyglądał jak arystokrata. Nie wyróżniał się spośród reszty jej znajomych.
- Nie rób scen. Przymierz tę zieloną.
- Mam lepszy pomysł. Oddaj te rzeczy i chodźmy na lody- uśmiechnął się.
- Dylan...- przechyliła głowę na bok i mimo woli odwzajemniła uśmiech.
- Pójdźmy na kompromis. Kupię tę koszulę, jeśli ty będziesz ją nosiła.
- Nie rób sobie jaj. Chcę, żebyś się dobrze prezentował.
- Po co?- zapytał wchodząc z powrotem do przebieralni.
- Bo muszę trzymać fason i klasę.
- Po co?- powtórzył pytanie.
- Bo nazywam się Natalie Lawrance. To do czegoś zobowiązuje.
- Ale ja mam to gdzieś- powiedział wychodząc w swojej wytartej kurtce- Będę ubrany tak jak mi się podoba.
- Gdzie idziesz?
- Do budki z lodami. A ty moja droga, idziesz ze mną- wziął ją za rękę.
- Nie. Dopóki nie założysz tej koszuli.
- Nie- pokręcił głową i zaczął ruszać brwiami- Wezmę cytrynowe z polewą z białej czekolady.
Natalie uwielbiała te lody. On też dobrze wiedział, że je uwielbia. Dziewczyna popatrzyła na Dylana, potem na koszulę i znowu na niego.
- Olać to- rzuciła za siebie ubrania- Chodźmy.
Oboje wyszli ze sklepu trzymając się za ręce. Śmiali się z obsługi i klientów, którzy patrzyli na nich jak na wariatów. Natalie przypomniała sobie jak dobrze jest zrobić coś spontanicznego i nie przejmować się opinią innych. To właśnie uwielbiała w tym chłopaku. Przy nim otoczenie nie miało znaczenia. Liczyło się to jak dobrze się z nim czuła. Przez te kilka dni wróciło wszystko to, co było między nimi w górach. Natalie jednak czuła się źle z tym, że nie do końca jest z nim szczera.
***
- Okej- odezwał się do obozowiczów trener- Na ostatnie zajęcia mamy dla was ciekawe zadanie. Połączymy was w pary. Macie napisać muzykę i słowa do waszej wspólnej piosenki. No i oczywiście zaśpiewać. Chcemy sprawdzić ile nauczyliście się do tej pory. Aranżację również pozostawiamy waszej wyobraźni. Jeśli będziecie mieli jakieś pytania to proszę kierować się do pani Terese. Oczywiście duety nie ulegają zmianom i żadnym dyskusjom. Miłej zabawy no i pracy oczywiście- uśmiechnął się Peter i zaczął rozadwać dzieciakom kartki na których napisane było imię partnera.
- Jestem w parze z tą dziwną Paulą- skrzywiła się Vanessa- A ty kogo masz?
- Thomas- przeczytała z kartki Kate- Który to frajer?
- Jest dwóch Thomasów. Ten wysoki, nudny i flegmatyczny- wskazała na gościa w ostatnim rzędzie- No i słynny Tom- wzrok skierowała na początek sali- Świetnie śpiewa i uwierz mi, jest tego świadomy.
- Dopisane jest tu B.
- Szczęściara- westchnęła Vanessa- dostałaś gwiazdora. Thomasa Bale'a.
- Jest aż taki dobry?- zapytała Kate.
- Jest tu najbardziej znany. No i spójrz na to "kółko różańcowe dziewczyn" wokół niego.
- No na zakonnice to one nie wyglądają.
Obie dziewczyny wybuchły śmiechem. Wtedy podszedł do nich owy przystojniak. Oczywiście ze sznurkiem dziewczyn tuż za nim. Kate musiała przyznać, wyglądał zniewalająco. Ale był też pewny siebie. Prawdopodobnie arogant i narcyz. A takich gości Kate potrafiła zjeść na śniadanie.
- Hej laska. Trafiło ci się. Będziemy pracować razem. Obyś się spisała- uśmiechnął się i wyszczerzył swoje śnieżnobiałe zęby.
- Uważaj, żebyś potrafił dotrzymać mi tempa- podniosła się z krzesła.
- Lepiej oddaj się w moje ręce lalu, zajmę się Tobą- objął ją ramieniem.
- Jeśli jeszcze raz powiesz do mnie lala albo mnie dotkniesz to skrzywdzę cię tak i połamię ci wszystkie kości, że jedyne co będziesz potem w stanie zrobić to cmoknąć się w pompkę- rzuciła i puściła do niego oko, kierując się do wyjścia.
Na sali rozległo się głośne : "Uuuuuu!". Kilka osób rzuciło komentarze: "Nieźle!", "Dała do pieca". Na twarzy Thomasa zagościł lekki uśmiech. Zaintrygowała go ta dziewczyna. Spotykał już takie. Pyskate, wygadane, twarde. Zawsze udają, że jego wygląd czy talent ich nie rusza. Jednak potem zakochują się bez pamięci. Jest przekonany, że z nią będzie tak samo.
- Do zobaczenia na próbie- dodał gdy się odwróciła.
***
- Carmen? No w końcu odebrałaś. Gdzie się podziewasz?- zapytała z pretensją Jackie.
- Jestem w Mediolanie.
- Co ty tam robisz? Dlaczego się nie odzywałaś przez ten czas?
- Mam powody. Nie chcę z tobą gadać.
- Żarty sobie robisz? O co ci chodzi?
- Zajmij się lepiej Winem- rzuciła ze złością w głosie.
- O czym ty mówisz?!
- Nie udawaj idiotki. No dobra, nie musisz udawać. Jesteś idiotką. W każdym razie wiem o was.
- Dobra- westchnęła Jackie- Nie będę kłamać.
- Nie jesteś już moją przyjaciółką.
- Przestań. Faceci tacy są- zaczęła się głupio tłumaczyć- To nic nie znaczyło. Nie moja wina, że na mnie poleciał. Carmen, przecież nie poświęcisz naszej przyjaźni dla jakiegoś faceta.
- Zrobiłaś to za moimi plecami.
- Nie histeryzuj- przewróciła oczami- Pomyśl co powiedzą ludzie w szkole. Jesteśmy teraz na topie. Chcesz to sobie odebrać przez taką głupotę.
- Nie wiem.
- Ale ja wiem. Posłuchaj, jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Nikogo tak nie cenię. Ani Tammy, ani Lidii czy Jessici. Nawet ostatnio Natalie nie jest w nastroju do zabawy. Dlatego ty i ja to najlepsze połączenie. Zgadza się?
- Pewnie, że tak- podekscytowała się Carmen, szybko zapominając o złości.
- A więc kochana, kiedy wracasz?
- Przylecę jutro z rana.
- Świetnie. Kup mi coś ładnego.
- Jasne. Papatki.
- Pa.
Jackie rzuciła telefon na fotel i usiadła na łóżku. Obok siedział chłopak, którego poznała trzy godziny temu.
- Z kim rozmawiałaś?
- Jakby to miało znaczenie. Nie po to tu jesteśmy.
- Masz rację- odpowiedział chłopak i zaczął gładzić ją po szyi- Przejdźmy do przyjemniejszych rzeczy.
***
- Witam wszystkich aktorów- przywitała ich pani Lewis- Znacie Briana. Będzie pomagał przy przedstawieniu. A więc, na początek, gratuluję wam zdobytych ról. Myślę, że brawa należą się naszej koleżance z pierwszej klasy. To będzie jej debiut. Joanna Morgan!
- Dziękuję. Mówcie mi Jo- uśmiechnęła się niewinnie dziewczyna.
- Mamy dużo pracy. Tak, wiem. Mówię to zawsze, ale taka jest prawda. Próby będą się odbywały w poniedziałki, środy i piątki. Każdego tygodnia. Możliwe też, że w ekstremalnych sytuacjach będzie ich więcej. Teraz pytanie. Wszyscy jesteście gotowi na takie poświęcenie?
- Tak- odpowiedziała chórem grupa.
- Genialnie!- klasnęła w dłonie pani Lewis- A więc bierzemy do rąk teksty. Brian! Rozdaj je. Na początku musimy zapoznać się z tym językiem. Jest trudny. No i intonacja jest też ważna. Niech każdy z was otworzy tekst na przypadkowej stronie. Nieważne czy to fragment bohatera, którego gracie czy `nie. Dzisiaj jesteście tacy sami. Ćwiczymy wszystkie role. Bo dobry aktor...
- Zagra wszystko- dokończyła grupa.
- Znakomicie- uśmiechnęła się kobieta.
Jo spojrzała na Briana z przerażeniem. Chłopak popatrzył na nią ciepło i się uśmiechnął. Po chwili obrócił swój notatnik w jej stronę i wskazał na rysunek, który zrobił. Przedstawiał karykaturę pani Lewis. Była nadzwyczaj śmieszna. Dziewczynie od razu poprawił się humor i nabrała zapału do pracy. Ma najlepszą rolę i najlepszego chłopaka. Czego więcej jej trzeba?
***
- Win! Miło cię widzieć- przywitała go radośnie pani Carter- Wejdź. Zawołać Tony'ego?
- Nie trzeba. Pomyślałem, że może ja pójdę do jego pokoju?
- Jasne. Proszę bardzo.
Win stanął w progu i przyglądał się swojemu przyjacielowi. Tony siedział przed sztalugą i rysował. Dlaczego ten widok mnie nie dziwi?- pomyślał.
- Wiesz- zaczął- Gdybym cię nie znał to już bym się obraził za to, że mnie olewasz.
- Wiesz, gdybym cię nie znał, już bym cię udusił za to co robisz.
- A czym znowu zawiniłem?
- Serio pytasz?- odwrócił się Tony.
Win rozłożył ręce. Obaj patrzyli sobie w oczy. Po chwili Win się uśmiechnął.
- Aaaa! O to chodzi.
- Bystrzak.
- Nie mogłem się powstrzymać- próbuje go podejść Win- Wyglądała tak seksownie w tej niebieskiej sukience. Była o wiele bardziej otwarta jak trochę wypiła. Niezła z niej laska.
- Zamknij się- rzucił Tony.
- Kiedy trzymałem ją w objęciach... Ach! Nawet nie wyobrażasz sobie...
- Zamknij się!- krzyknął Tony i rzucił się na Wina.
Obaj runęli na ziemię. Zaczęli się taczać i szarpać. Jednak Tony zapomniał, że jego przyjaciel trenował kiedyś zapasy. Wiadomo, ojciec chciał by stał się prawdziwym mężczyzną. W każdym razie, nie miał szans z Winem. Kilka ruchów, dźwignia i po zawodach.
- Zrobiłem to dla ciebie kretynie- powiedział ciągle trzymając kumpla w bezruchu.
- Wyglądało jakbyś chciał ją rozerwać na strzępy na tym parkiecie. Au! Kipiało od was seksapilem. Au, moja ręka!
- Nie zaprzeczę- Win wzmocnił ucisk.
- I do tego patrzyłeś mi się w twarz. Au!
- Jak się wtedy czułeś?
- A jak myślisz?! Au, to boli!
Win zwolnił ucisk i pozwolił Tony'emu się poskładać do kupy.
- A jak się teraz czujesz?
- Ciągle boli- zaczął masować przedramię- I nie mam na myśli moich mięśni.
Spojrzeli na siebie. Potem Win oparł się o łóżko, patrzył na ścianę, na której wisiało ich wspólne zdjęcie z dzieciństwa i zaczął się śmiać.
- Co tak cię bawi?
- Powiedziałem jej, że podejrzewam, że będziesz chciał mi za to przyłożyć.
- Nie myliłeś się.
- Ale obiecała też, że ci odda- spojrzał z uśmiechem na kumpla, a potem dodał z powagą- Ona dla ciebie bardzo dużo znaczy. Stary, na co ty czekasz?
- Sam nie wiem.
Zapadła cisza. Win odezwał się pierwszy, żeby rozładować napięcie.
- Może z tobą też powinienem wtedy zatańczyć?
- Przypomnij mi, dlaczego wciąż jesteśmy kumplami?- zmarszczył brwi Tony.
- Pewnie dlatego- Win wskazał palcem na podłogę, po której się przed chwilą taczali- że bardzo dojrzale rozwiązujemy konflikty.
Spojrzeli na siebie, swoje pogniecione i poszarpane ubrania i zaczęli się śmiać.
- Okej- podniósł się po chwili Win- Skoro się nie pozabijaliśmy to trzeba to uczcić. Czas na małą imprezkę.
- Nie mogę.
- Stary. Nie mów mi, że będziesz siedział w tym pokoju, w którym tak poza tym śmierdzi brudnymi skarpetami, i bazgrał ołóweczkiem na tych swoich karteczkach.
- Nie mówię- odpowiedział z uśmiechem Tony- Mam plany.
- Uuu. Oświeć mnie.
- Trening- chłopak podszedł do szafy i zaczął pakować rzeczy.
- Nuda.
- Potem pomagam malować pokój Alice.
- Komu?- na twarzy Wina pojawił się grymas.
- Kumpela Deana.
- A! Kojarzę. Fajny tyłek. Umknęło mi kiedy mówiłeś dlaczego to robisz. A więc- przymrużył oczy- Dlaczego to robisz?
- Dean poprosił o pomoc.
- A ty z wywieszonym językiem tam lecisz?
- Mnie i Rose- uśmiechnął się znowu Tony.
- O!- uniósł brew Win i zaczął zacierać ręce- W takim razie nie było pytania. Idę z tobą.
- Serio?- Tony spojrzał na przyjaciela- Wiesz, że Dean cię nie lubi, nie?
- I z wzajemnością. Ale za nic nie mogę przegapić twojej akcji z Rose.
- Kto powiedział, że będzie jakaś akcja?
- A jaki masz plan na pozbycie się Deana?-zignorował pytanie Tony'ego.
- Nie mam. Rose powiedziała mu co się działo na obozie i chyba odpuścili.
- Serio? Ile razy ci walnął?
- Ani razu. Powiedział, że to jej decyzja, jej czyny i takie tam.
- Nie gadaj!?
- Gadam.
- Jest głupszy niż myślałem- uniósł kącik ust Win i poklepał kumpla po ramieniu- Ale tym lepiej dla ciebie. Masz czyste pole do działania.
- Albo mi się wydaje albo trochę się podnieciłeś- śmieje się kumpel.
- I to jak! Patrz na to- Win zaczął tańczyć jak kaczka.
- A oto proszę państwa przyszły właściciel Chambers Sold- Tony wskazał na Wina udając prezentera telewizyjnego.
- Ten taniec kiedyś zrobi furorę. Zobaczysz.
- Zatańczę tak na twoim pogrzebie.
- Jak to zrobisz to szybko się spotkamy po drugiej stronie. Bo pastor od razu cię zastrzeli.
- Ty i ja. Zawsze razem- zaśmiał się Tony.
***
- Dostałem cynk, że komuś brakuje przyjaciela. Wiesz kto to taki?