Jo z samego rana postanowiła przyjść do Rose. Jak można być tak nieodpowiedzialnym i nie dawać znaku życia przez dwa dni. A do tego przecież Jo kryła ją przed jej rodzicami. Na szczęście kupili tę bajkę o nocowaniu. Nie raz się zdarzało, że dziewczyny nocowały u siebie nawzajem i ich rodzice nie mieli nic przeciwko temu. Darzyli je zaufaniem i niezbyt przyjemnie by było gdyby się dowiedzieli, że ich kochane córki ich okłamują.
Jo wyszła zza zakrętu i szła wzdłuż chodnika. Od razu zauważyła samochód stojący przed bramą wjazdową do domu Rose. O auto opierał się nikt inny jak Tony. W pewnym momencie chłopak się uśmiechnął i po chwili pojawiła się Rose. Podeszła do niego i go pocałowała. Jo nie mogła uwierzyć w to co widzi. Para ciągle się uśmiechała. Nie zwracali uwagi na to co się dzieje dookoła. Jakby poza nimi świat w ogóle nie istniał. Jo postanowiła podejść.
- Chyba mam halucynacje.
Oboje spojrzeli na przyjaciółkę.
- O! Cześć- odezwała się Rose.
- No- Jo podeszła do nich i klepnęła ręką w dach samochodu- Powiedzcie, co tam słychać, hm?
Tony spojrzał na Rose i zaczął się śmiać. Poczuł się jak dzieciak przyłapany przez nauczycielkę podczas pierwszego pocałunku z dziewczyną.
- Coś się działo ciekawego?- Jo brnęła dalej i nie ukrywała, że ma niezły ubaw z ich skrępowania.
Rose się uśmiechnęła.
- Całkiem sporo. Tak bym powiedział- śmiał się dalej Tony.
- Mówisz? Nie zauważyłam.
- Jo?- Rose przechyliła głowę na bok- Przestań już.
- Ale co? Ja się tylko pytam co tam u was- udaje skromną i niewinną- Bo wydaje mi się, że nie było z wami ostatnio kontaktu. Mylę się?
- No nie.
- A więc?
- Przepraszamy?- zapytał niepewnie Tony.
- I?
- I to się więcej nie powtórzy?- tym razem zapytała Rose.
- Jak wy się pięknie uzupełniacie- powiedziała z udawaną ironią- A tak serio, to co wyście sobie myśleli?! Odchodziłam od zmysłów. Nie wiedziałam gdzie jesteście, co się z wami dzieje. Dzwonię do ciebie w nocy i odbiera Tony. Mówi, że mam cię kryć. Myślałam, że coś ci się stało. Albo może ktoś cię porwał? Albo jeszcze lepiej, że wplątaliście się w jakieś porachunki gangów. A do tego nie pojawiliście się na drugi dzień w szkole. Mało nie dostałam zawału. Co to w ogóle był za pomysł?! Jak mogliście...
- Jo, oddech- złapała ją za ramiona Rose.
- Co?
- Oddech.
Jo zaczerpnęła powietrza i spojrzała z udawaną złością na przyjaciółkę.
- Już. Wszystko ze mną okej, Nic mi się nie stało- Rose ją przytuliła- Jest dobrze. Naprawdę dobrze.
- Nie chcę przerywać tej cudownej chwili- odezwał się Tony- ale jeśli chcemy zdążyć do szkoły musimy już jechać.
- Nie odzywaj się, bo to wszystko przez ciebie- walnęła go w ramię Jo.
- Jak to przeze mnie? Przecież nie zamknąłem jej u siebie w domu- dziewczyny popatrzyły na niego, a ten podrapał się w głowę- A może zamknąłem?
- Jedźmy już- przewróciła oczami Rose.
Wszyscy wsiedli do samochodu i ruszyli.
- Jaka jazda- pokręciła głową Jo- Tony i Rose. Razem. Co się tu wyrabia?
Rose i Tony spojrzeli po sobie i zaczęli się śmiać.
- Chyba do niej to jeszcze nie dotarło- skomentował chłopak.
- Dajmy jej ze 20 minut. Czasem wolno czai.
- Słyszałam.
***
Natalie dzisiaj czuje się bardzo słabo i postanawia zostać w domu. To zdarza się już po raz piąty w tym miesiącu. Pani Lawrance zaczyna się martwić o córkę.
- Może powinniśmy pojechać do szpitala?
- Nie. Nie trzeba.
- To pewnie zatrucie. Myślę, że trzeba to skonsultować z lekarzem.
- To nie zatrucie.
- Może mamy jakąś nieświeżą żywność w lodówce. Każę Bercie wszystko wyrzucić i zrobić zakupy.
- Nie mamy zepsutego jedzenia- próbuje coś powiedzieć Natalie.
- Może coś zjadłaś wczoraj, co mogło to wywołać.
- Mamo, to nie jest zatrucie.
- Kochanie- zwróciła się do męża Helen- Nasza córcia się rozchorowała.
- Nie jestem chora.
- Helen- powiedział pan Lawrance wchodząc do salonu i zapinając płaszcz- Bardzo się śpieszę, nie mam czasu. Jak zwykle przesadzasz. A ty Natalie, połóż się do łóżka i szybko wyzdrowiejesz.
- Nie jestem chora. Jestem w ciąży.
Rodzice spojrzeli po sobie.
- Co za bzdury wygadujesz słonko? Może masz gorączkę- matka podeszła do dziewczyny.
- Mam podwyższoną temperaturę, bo tak mają kobiety w ciąży- powiedziała po raz kolejny, tylko tym razem bardziej stanowczo.
- Natalie, powiedz mi, że żartujesz- ojciec spojrzał na nią z powagą.
- Nie- pokręciła głową- Za około 7 miesięcy urodzę dziecko.
Helen usiadła na kanapie nie mogąc uwierzyć w to co słyszy. Za to na twarzy jej męża rysowała się złość. Natalie wiedziała co nastąpi za chwilę. Zaczną na siebie krzyczeć i nawzajem się oskarżać, że to drugie nie potrafi wychować dziecka. Nie myliła się. Kłótnia to gwarantowana rzecz w momencie, kiedy dowiadują się, że ich córka coś przeskrobała. Tylko tym razem to jest o wiele poważniejsza sprawa. Dlatego dziewczyna nie chcąc słuchać ich krzyków i się tym denerwować, poszła do swojego pokoju. Z pod łóżka wyciągnęła walizkę i zaczęła pakować rzeczy. Po 15 minutach była gotowa do wyjścia. Rodzice kłócili się dalej. W pewnym momencie do salonu wszedł jakiś chłopak.
- Czy my się znamy?- zapytał go pan Lawrance- I kto cię tu w ogóle wpuścił?
- Ja- odezwała się Berta.
- A mogę wiedzieć czemu?
- Przecież to Dylan.
- To dużo wyjaśnia- powiedział z ironią i zwrócił się do chłopaka- Kim jesteś i czego chcesz?
- Jest moim chłopakiem- odezwała się Natalie i ruszyła w stronę Dylana.
- A na pytanie czego chcę- zwrócił się do jej ojca- Odpowiem, że dzięki pana córce mam już wszystko.
Rodzice Natalie spojrzeli po sobie i nie wiedzieli co mają zrobić.
- Nie kłóćcie się z mojego powodu- zaczęła dziewczyna- To moja sprawa i was to nie dotyczy. Wiem, że nie tego po mnie oczekiwaliście, ale nic nie poradzę. Stało się. A ja nie zamierzam z tego powodu rozpaczać. Wręcz przeciwnie. Będę się tym cieszyć.
- Nie możesz mieć dziecka. Jak ty to sobie wyobrażasz?! Co z twoją przyszłością?- pytała z rozpaczą matka.
- Po co ci ta walizka?- zapytał ojciec.
- Przeprowadzam się do Dylana.
- Słucham?!
- Dobrze słyszysz- przytaknęła dziewczyna- Nie chcę, żeby moje dziecko przebywało w takiej atmosferze. Nawet ja nie chcę tu przebywać. Ten dom to ciągłe kłótnie, pretensje i oskarżenia. A kiedy tylko go opuszczacie to gracie przez innymi idealną rodzinę. Mam tego dosyć. Tego waszego ciągłego dążenia do doskonałości. Zgadnijcie co? Nie da się nad wszystkim zapanować. Jestem tego najlepszym przykładem.
- Natalie, kochanie. Co ty mówisz?
- Wybacz mamo, ale nie chcę tu być. Jedyne co teraz od was dostanę to poczucie winy i tego, że was zawiodłam. A to mi w niczym nie pomoże. U rodziców Dylana zaznam chociaż odrobinę ciepła rodzinnego, które myślę, że mi się należy. Moje dziecko też będzie tego potrzebować. Tak więc, życzę miłego dnia i odwiedzę was jak oswoicie się z tą sytuacją.
- Natalie, proszę!- krzyknęła przez łzy Helen.
- Do widzenia państwu- odezwał się Dylan- Cześć Berta.
- Cześć maluchy.
Kiedy wyszli z domu Dylan przyglądał się Natalie.
- Jak się czujesz?
- Czuję ulgę. Od początku chciałam im wyznać prawdę, ale nie mogłam się zebrać na odwagę.
- Mogłaś poczekać na mnie. Ustaliliśmy, że powiemy im razem.
- Wiem, ale chyba chciałam sama zmierzyć się z tym co mnie najbardziej przerażało.
- I to zrobiłaś. Byłaś taka... pewna siebie, opanowana i zdecydowana.
- Myślisz, że przemawia przeze mnie instynkt macierzyński?
- Chyba bardziej twój silny charakter- pocałował ją- Lubię kiedy jesteś silna.
- Taka się czuję. A do tego też wolna... Myślisz, że to źle?
- Myślę, że postępujemy słusznie, a czy faktycznie tak jest to przekonamy się w najbliższym czasie.
***
- Patrzcie kto postanowił się pojawić- powiedział Win, gdy zobaczył Tony'ego.
- Siema stary.
- Gdzie jest Rose?
- Prawdopodobnie w drodze do klasy.
- Ale czemu?
- A czemu ma nie być?
- Byłem przygotowany na wielkie wejście. Nawet kupiłem szampana.
- Nic takiego nie będzie miało miejsca.
- Chyba nie łapię- przymrużył oczy Win- Coś się stało?
- Wszystko w porządku.
- No to jaki problem widzisz w tym, żeby wszyscy się o was dowiedzieli?
- Dobrze wiesz.
- Dean- pokiwał głową Win.
Obaj kumple patrzyli na siebie.
- Nie chcę go dołować. To mój kumpel. I lider mojej ekipy. Nie zasłużył na to.
- Niech zgadnę. To był pomysł Rose.
Tony nic nie odpowiedział.
- Nie wiem co ona w sobie ma, że godzisz się to znosić.
- Dobrze wiesz.
- Moim zdaniem nie powinieneś się na to zgodzić.
- Moment- Tony spojrzał na niego pytająco- Już nie jesteś po jej stronie?
- Nigdy nie byłem. Zawsze chodziło mi o ciebie i twoje szczęście.
- Jestem szczęśliwy.
- Ale nie wmówisz mi, że nie chcesz, żeby wszyscy o tym wiedzieli.
- Wystarczy mi, że ty o tym wiesz. Inni mnie nie obchodzą.
- Co ona ci zrobiła?- uśmiechnął się Win.
- Daj na luz. W końcu mam czego chciałem- uśmiechnął się szczerze- A co z tobą?
- Ze mną?
- Jak idą sprawy z Kate?
- Nie chcę być z Kate.
Tony zaczął się śmiać.
- No co? Mówię serio.
- Przypominasz mi jednego gościa, którego kiedyś znałem. Też nie chciał się przyznać do swoich uczuć.
- Kogo?
- Mnie z przez kilku dni- rzucił i ruszył w stronę szkoły.
- Chyba cię pogięło- krzyknął za nim Win.
***
Jackie dzisiaj również opuszcza dzień szkoły. Musiała pojechać do szpitala na rutynowe badanie krwi. Jej rodzice są zapracowani i nie mieliby czasu zajmować się córką, gdyby zachorowała. Dlatego co jakiś czas, wysyłają ją na badanie, żeby sprawdzić czy wszystko jest w porządku.
- Kiedy dostanę wyniki?- zapytała dziewczyna.
- Prawdopodobnie za kilka dni. Może wcześniej- odpowiedział lekarz- Zadzwonimy do ciebie.
- Jasne. Dziękuję bardzo. Do widzenia.
- Do widzenia.
Dziewczyna po wykonanych badaniach zawsze dostaje zwolnienie z zajęć w szkole. Tak więc warto wykorzystać ten czas. Chwyta za komórkę i dzwoni do Carmen.
- Zrywaj się z zajęć i idziemy na zakupy.
- Już się robi. Zabrać ze sobą dziewczyny.
- Jak chcesz i tak ich nie lubię.
- Okej. To do zobaczenia. Buziaczki.
- Buziaczki- przewróciła oczami- Pośpieszcie się.
***
Pora lunchu cztery przyjaciółki siadają przy jednym ze stolików.
- Nagrabiłaś sobie- założyła ręce Kate.
- Wiem- westchnęła Rose- Pewnie chcesz mnie teraz zabić.
- Oooo. Nie wyobrażasz sobie. Jestem tak wkurzona, że mogłabym cię zabić na dziesięć różnych sposobów.
- Daj spokój- uspokoiła ją Jo.
- Serio?- zapytała Cassie- Dziesięć?
Wszystkie trzy spojrzały na nią.
- Jasne. Żartowałaś. Załapałam.
- A więc- śmiała się Kate- Mów. Co się z tobą działo?
- Zrobiłam sobie wolne.
- Nie zauważyłam- przewróciła oczami przyjaciółka- Gdzie się podziewałaś?
- Byłam z Tonym- Rose uśmiechnęła się na samą myśl.
- Kolejna odpowiedź, której się nie spodziewałam- powiedziała z ironią.
- Dobra. Słuchajcie. Ale ani słowa- spojrzała na nie poważnie- Nikomu. Jasne?
- Jak słońce- odpowiedziała Jo.
- Pewnie. Mów.
- Okej. A więc zadzwoniłam do Wina...
***
Dzisiejszy dzień w szkole, dla Charlie, był istną męczarnią. Nie mogła skupić się na zajęciach. Myślała tylko o tym co powiedział jej Andy. O tym, że może go stracić. Dziewczyna zastanawia się co powinna zrobić. Odczekać, oswoić się z tym, pobiec i na niego nawrzeszczeć czy zaszyć się w domu i płakać. Zupełnie nie wie jak postąpić.
- Charlie? Znasz odpowiedź na to pytanie?
Dziewczyna otrząsnęła się z myśli i spojrzała z przerażeniem na nauczycielkę. Nie wiedziała o co właśnie ją zapytano. Duchem była w zupełnie innym miejscu.
- Charlie?
- Przepraszam, ale muszę wyjść.
Dziewczyna podniosła się i ruszyła bez słowa do drzwi. Kiedy wyszła ze szkoły wzięła głęboki oddech.
- I co teraz?- powiedziała do siebie.
Jednak nie musiała długo się zastanawiać. Ruszyła przed siebie. Jedynym miejscem, w którym chciała teraz być był dom Andy'ego. Złapała taksówkę i postanowiła tam pojechać. Kiedy zapukała, otworzyła pani Palmer. Żadna z nich nie odezwała się słowem. Kobieta wpuściła Charlie do środka i zniknęła w kuchni. Dziewczyna weszła do pokoju Andy'ego. Gdy tylko go zobaczyła, poczuła się o wiele lepiej. Spał. Wyglądał na zmęczonego, ale i spokojnego. Charlie przyglądała mu się chwilę, a potem delikatnie położyła się obok niego i się w niego wtuliła. Chłopak od razu się przebudził.
- Charlie? Co ty...
- Nic nie mów- nie dała mu dokończyć- Śpij.
Andy pocałował ją w czoło i zamknął oczy. Dziewczyna przytuliła się do niego jeszcze mocniej. Oboje tego potrzebowali.
***
- Okej. Jak wiecie, prawdopodobnie jutro będziemy mieć pierwszą bitwę- zaczął Dean- Jaki jest jej cel?
- Wygrana. To oczywiste.
- Punkt dla Scotta. Co jeszcze?
- Zwerbować Zacka.
- Punkt dla Giny.
- Po cholerę nam ten nadęty dupek- rzucił Tony wchodząc do kanciapy.
- A przepraszam kim ty jesteś?- zapytał Dean.
- Jak dobrze pamiętam to członkiem twojego zespołu.
- Jesteś pewien?
Cała ekipa popatrzyła na lidera. Nie wydawało się, że żartuje. Był całkiem poważny. To, że Tony opuścił kilka treningów, może źle wpłynąć na jutrzejszą bitwę.
- Słuchaj. Przepraszam. Miałem coś ważnego do zrobienia.
- Oświeć mnie. Co takiego jest ważniejszego od nas?
- To raczej prywatna sprawa.
- Wydaje mi się, ale chyba nie mamy w ekipie tajemnic. Mam rację?
Nikt się nie odezwał.
- Co z wami? Nagle zabrakło wam śliny?
- Harvey, wyluzuj. Każdy ma prawo do odrobiny prywatności- skomentował Nate.
- Jasne, ale jeśli to nie wpływa na innych. A przez jego nieobecność nie mogliśmy pracować.
- Przez twoją złość również- rzucił Tony.
- Do czego pijesz?
- Wkurzasz się na mnie i na resztę ekipy. Czepiasz się czegokolwiek, tylko po to, żeby wyładować złość. Przełknij to i nie zrzucaj tego na nas.
Dean spojrzał na Tony'ego zaciskając zęby. Miał rację. Nie radził sobie z emocjami i próbował ich tym obarczyć. Nie tak powinno to wyglądać. Jest liderem i ma im dawać przykład. Tylko czy jemu nie należy się też chwila słabości? Niestety nie jest człowiekiem ze stali i ma uczucia. Jednak to nie powinno wpływać na jego pracę.
- Zaczynajmy trening- powiedział w końcu- Nie zostało nam dużo czasu.
***
Kolejny dzień. Steven budzi się i rozgląda po pokoju. April siedzi przy stole i zakleja koperty.
- Co robisz?
- Adresuję zaproszenia.
- Przecież pobieramy się dopiero po nowym roku.
- Wiem, ale nie mogę się już doczekać- uśmiechnęła się do niego.
- Chodź do mnie.
- Dopiero jak skończę.
- Nie chcesz, żebym się podnosił i cię zmusił.
- Może właśnie chcę- spojrzała na niego i przygryzła wargę.
- Nie rób tego.
- Dlaczego?
Steven uśmiechnął się i podniósł z łóżka. Podszedł do niej i przerzucił przez ramię. Potem położył ją na łóżku i pocałował.
- Panie Shane, czy nie jest pan zbyt brutalny?
- Dopiero się rozkręcam- spojrzał jej w oczy- Przyszła pani Shane.
***
Brian pracuje nad scenariuszem do jednego z przedstawień. Pomaga mu w tym Jo. Jednak dziewczyna nie ma za bardzo ochoty na pisanie tekstu w sobotnie popołudnie.
- Wybierasz się na bitwę Tony'ego?
- Pewnie. A potem lecę na Marsa.
- Serio? A zabierzesz mnie ze sobą?
Chłopak spojrzał na nią z zażenowaniem.
- Wiesz, że żartowałem, nie?
- Z lotem na Marsa? Wiem. Z bitwą? Nie.
- I jednym i z drugim. Nie lubię takiego towarzystwa. Dobrze o tym wiesz.
- Wiem, ale myślę, że to o wiele ciekawsze od tego co robimy teraz.
- Sama chciałaś mi pomóc.
- Wiem, ale myślałam, że będzie w tym trochę zabawy.
- Kochanie, nie zawsze chodzi o zabawę.
Jo przyglądała mu się jak pilnie pisze, układa dialogi w głowie i przenosi je na papier. Chłopak podniósł głowę i spojrzał na dziewczynę.
- Co?
- Nudzę się.
- Nie trzymam cię tu siłą- uśmiechnął się- Możesz iść ze znajomymi na tę bitwę.
- Chcę iść z tobą.
- Jo daj już spokój.
- Nie uważasz, że... - próbowała znaleźć odpowiednie słowa.
- Hm?
- Nie uważasz, że wkradła się do nas rutyna?
- Co?- spojrzał na nią z uśmiechem.
- Spójrz. Widzimy się codziennie w szkole. Dostaję od ciebie całusa. Potem mamy próbę w teatrze. A wieczorami odrabiasz lekcje lub piszesz sztukę. Ja za to spotykam się wtedy ze znajomymi. Robimy codziennie to samo. To stało się strasznie nudne. Wydaje mi się, że nam czegoś brakuje.
- Mamy swoje obowiązki. To zrozumiałe, że poświęcamy im czas. Ja nie widzę w tym nic złego.
- Nie mówię, że to złe. A moglibyśmy się czasem postarać zrobić coś nieschematycznego.
- Nieschematycznego?
- No wiesz. Coś innego niż zwykle.
- Okej. Co powiesz na to, że zamiast głównymi drzwiami- zaczął się śmiać- do szkoły wejdziemy tylnymi?
- Spadaj- walnęła go w ramię- Ja mówię poważnie.
- Ja też. Nigdy tego nie robiłem. To będzie szalone.
Jo spojrzała na niego i założyła ręce.
- Dobra- pocałował ją- pójdziemy na tę bitwę.
- Serio?- podekscytowała się dziewczyna.
- Tak.
- Dzięki. Dzięki. Dzięki- ucieszyła się i mocno pocałowała go w policzek.
- Dobra. Już przestań. Najpierw pomóż mi skończyć ostatnią scenę.
- Jasne. Co ma w niej być?
- Mniej upierdliwej dziewczyny a więcej pracy.
- Bardzo śmieszne- wystawiła język.
***
Alice dostała smsa od Deana gdzie odbywa się bitwa. Czeka na niego i resztę ekipy przed klubem Push Power. Wtedy zauważa tę samą dziewczynę, z którą kilka dni temu umówił się jej przyjaciel. Postanawia do niej podejść.
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
czwartek, 27 marca 2014
Rozdział III: "Ma niezły temperament"
- Cześć świrze- Chris objął ją ramieniem.
- Cześć- uśmiechnęła się Maddie.
- Co dzisiaj robisz?
- Nic.
- Dobra odpowiedź- w tym momencie pomachał do Ricka i Swayze'ego- Chcę cię zabrać w fajne miejsce.
- Dokąd?
- Do naszej ulubionej knajpy.
- Byłam już w garażu Ricka- przymrużyła oczy.
- Zabawne- uśmiechnął się- Ale mówię o prawdziwym barze. Spodoba ci się.
- Skoro tak mówisz.
- Do później.
Dziewczyna patrzyła jak idzie w stronę kumpli. Nie spotkała jeszcze tak otwartego chłopaka. Znał ją dopiero od tygodnia a tyle uwagi jej poświęcał. Wkręcił ją do swojej paczki i pozwolił poczuć, że komuś na niej zależy. To coś z czym Maddie nie spotykała się często. W Chicago, nawet jeśli z kimś się kumplowała musiała wiedzieć, że tak naprawdę, może liczyć tylko na siebie. Tutaj ma w nich oparcie. Tu jest inaczej. Lepiej.
***
- Co myślisz o tancerzach hula?- zapytała chłopaka Vicky.
- Po co ci tancerze hula?
- Na moją imprezę.
- Jaką imprezę?
- Moje urodziny- spojrzała na niego zdziwiona.
- Och! Tak. Wyleciało mi z głowy. Przepraszam.
- Wybaczam- pocałowała go- Ale ostatnio jesteś mało skupiony. Może powinieneś odpuścić sobie kilka treningów.
- Nie mogę. Przed nami ważne zawody.
- No tak. Lucas Moon musi być we wszystkim idealny.
- Przestań- przechylił głowę na bok- Robię to, co powinienem, żeby zadowolić moją rodzinę.
- Wiem. Musisz trzymać poziom. Podoba mi się to- zaczęła go kokietować.
- Tak?- zapytał i zauważył Maddie wchodzącą do biblioteki- No to super.
Uśmiechnął się lekko i ruszył w tamtą stronę.
- Gdzie idziesz?- zatrzymała go.
- Muszę wziąć kilka książek z biblioteki. Widzimy się później.
Chłopak pchnął drzwi i zaczął się rozglądać. Ani śladu po nowej. Po chwili usłyszał dźwięk spadających książek i znajomy głos.
- Cholera!- dziewczyna zaczęła zbierać książki i układać je z powrotem na półkę.
- Muszą być ułożone alfabetycznie- podszedł i zaczął jej pomagać.
Maddie popatrzyła na niego i jego uśmiechniętą twarz. Dobrze wygląda kiedy jest wesoły. Lucas zauważył, że się mu przygląda. Jednak kiedy tylko spojrzał jej w oczy, ona spuściła wzrok. Chwyciła dwie książki i ruszyła do jednego ze stolików. Lucas poszedł za nią i usiadł na przeciwko niej.
- Czegoś chciałeś?
- Pogadać.
- To idź do psychologa- otworzyła książkę i zaczęła czytać.
- Chcę pogadać o chemii. A właściwie o korepetycjach.
- Nie są ci potrzebne.
- Są.
- Masz czwórkę.
- A muszę mieć szóstkę- zastanowił się- Sprawdzałaś moje oceny?
- Zobaczyłam przypadkiem- wytłumaczyła nie odrywając wzroku od książki.
- A więc? Pomożesz mi?
- Chcesz pomocy?- spojrzała na niego- Zapisz się do kółka chemicznego, pójdź na dodatkowe lekcje, kup sobie prywatnego nauczyciela. Zrób cokolwiek, ale odczep się ode mnie.
- Dlaczego?
- Bo cię nie lubię- wróciła do czytania.
- Dlaczego? Przecież nawet mnie nie znasz.
- Znam.
- Naprawdę? To powiedz. Jaki jestem?
- Bogaty dzieciak z idealną średnią. Jesteś kapitanem drużyny pływackiej. Jesteś popularny. Masz markowe ciuchy. Jeździsz najlepszym samochodem. Masz ładną dziewczynę. Twój najlepszy kumpel to kretyn. Prawdopodobnie masz więcej służby niż członków rodziny- powoli uniosła głowę- Jechać dalej?
- Poproszę.
- Twoja rodzina ma duży wpływ na to co dzieje się w mieście. Tobie, każdy uczeń w szkole się podlizuje. Wszyscy się liczą z twoim zdaniem. Nauczyciele stawiają cię za wzór. Jesteś gwiazdą tej szkoły- przerwała i zamyśliła się na chwilę. Potem spojrzała na niego- Zastanawia mnie tylko jedna rzecz.
- Jaka?
- Dlaczego się tym nie cieszysz? Masz najmocniejszą pozycję w szkole, fajnych znajomych i kupę kasy. Możesz robić co chcesz.
- Twoim zdaniem jestem smutny?- zaśmiał się.
- Na pierwszy rzut oka tego nie widać, bo ciągle się uśmiechasz. Ale wewnątrz- przymrużyła oczy- czegoś ci brakuje.
- I jest to szóstka z chemii. Mówiłem ci- znowu się uśmiechnął.
Dziewczyna mu się przyjrzała. Zaczęło się robić poważnie i obrócił wszystko w żart. Najwidoczniej naprawdę się boi tego co czuje w środku. Ale skoro chce grać głupka, to jego wybór.
- To może zacznij się uczyć.
- Chcę- uśmiechnął się znowu- Z tobą.
- Nie ma mowy.
- Dlaczego?
- Wspominałam już, że cię nie lubię?- uniosła brew- A do tego nie mam czasu. Jestem zajęta.
- Czym?
- Czytaniem.
- Daj spokój. Możesz to odłożyć na później.
- Nie mogę.
- Jakoś ci się udało dwie minuty temu, kiedy rozmawialiśmy o mnie- zamrugał oczami.
- Nie- pokręciła głową- Cały czas byłam skupiona na książce.
- Aha- przytaknął i wstał od stolika- Musisz być całkiem zdolna, bo czytanie do góry nogami nie należy do łatwych.
Dziewczyna dopiero teraz przyjrzała się książce. Faktycznie trzymała ją odwrotnie. Nawet tego nie zauważyła, kiedy z nim rozmawiała. Udawała, że czyta, żeby się odczepił. Chłopak zaśmiał się i ruszył do wyjścia.
- Nie lubię iść na łatwiznę- rzuciła z lekką złością.
***
Sara i Maddie, w szatni od wfu, przysłuchiwały się rozmowom swoich koleżanek.
- Wiesz już co założysz na imprezę u Vicky?- zapytała jedna z nich.
- Mam kilka pomysłów, ale jeszcze nic nie wybrałam.
- Ja mam robioną sukienkę na zamówienie- wtrąciła inna.
- A mi moją przysłała ciotka. Z Europy- powiedziała dumnie kolejna.
- Z czego ta cała afera?- zapytała Maddie swoją kuzynkę.
- Urodziny Vicky Maye.
- Kogo?
- Dziewczyny Lucasa.
- Nie wiedziałam, że ma dziewczynę.
- Jak to? Przecież zawsze siedzą razem na stołówce i całują się publicznie.
- Jeśli to u was oznacza związek- zagwizdała- To ciesz się, że nie byłaś w mojej szkole.
- Dziewczyny! Na boisko!- krzyknęła trener Walls.
Uczennice od razu ruszyły do wyjścia.
- Dzisiaj będziemy biegać na czas. Dystans jaki macie pokonać to 600 metrów.
- Co? 600?- zdziwiła się jedna z dziewczyn.
- 600 to za dużo?- zapytała kobieta.
- Tak- odpowiedziały chórem.
- No to pobiegniecie kilometr.
Wszystkie popatrzyły po sobie. Jednak żadna się nie odezwała, bo to mogło grozić jeszcze dłuższym dystansem, a dobrze wiedzą, że nie są w stanie przebiec nawet połowy. Zaczęły się rozgrzewać. Nauczycielka stwierdziła, że nie ma po co dzielić ich na grupy, skoro i tak większość z nich po jakimś czasie zatrzyma się i odpuści. Dała znak do startu i obserwowała ich bieg. Wszystkie dziewczyny zaczęły bieg na pełnych obrotach, a Maddie zwolniła, biegła średnim tempem i regulowała oddech. Po dystansie 300 metrów, kilka dziewczyn zaczęło zwalniać, a dwie się zatrzymały. Wtedy Maddie przyspieszyła. Zaczęła wymijać kolejne dziewczyny.
- Patrzcie!- krzyknął jeden z grupy chłopaków, którzy mieli zbiórkę zaraz przy wyjściu.
Lucas, Kyle i reszta uczniów popatrzyli na Maddie. Ludzie na trybunach też ją podziwiali. Po dystansie 700 metrów, nie było możliwości, żeby ktokolwiek ją dogonił. Dziewczyny odpadały jedna po drugiej, a Maddie biegła coraz szybciej. Kiedy skończyła bieg z trybun dobiegły gwizdy, krzyki i oklaski. Wszyscy tam popatrzyli. To był Chris, Swayze i Rick. Lucas przyglądał się dawnemu przyjacielowi. Chłopak zbiegł po schodach, przeskoczył przez bandę i podbiegł do dziewczyny. Złapał ją za rękę i przełożył przez ramię jak rannego żołnierza. Zaczął z nią biegać po całym boisku. Oboje głośno się śmiali.
- Co za palant- skomentował Kyle.
- Taa- odpowiedział Lucas ciągle na nich patrząc.
- Zane!- krzyknęła trenerka Walls- Postaw ją.
- Nie mogę. To zwycięzca. Musi być noszona na rękach.
- Serio Chris- odezwała się Maddie- Postaw mnie na ziemię.
Chłopak zrobił o co prosiła. Gdy zbliżyła się do nich nauczycielka i posłała mu groźne spojrzenie, postanowił uciec w podskokach. Kiedy znalazł się blisko grupy chłopaków, odwrócił się i krzyknął:
- Czekamy pod szkołą. Pośpiesz się gwiazdo.
Maddie przytaknęła i wróciła do rozmowy z trenerką.
- Chce pani, żebym biegała?! W drużynie?
- Nie mieliśmy tu nikogo z takimi wynikami od lat. Byłabyś świetna.
- To raczej nie dla mnie.
- Idealne dla ciebie. Jesteś zwinna, umiesz regulować oddech, wiesz kiedy przyspieszyć. Masz talent.
- Fajnie.
- Powiesz mi gdzie się tego nauczyłaś?
Dziewczyna się lekko uśmiechnęła na wspomnienia o swoich ucieczkach. Klepnęła trenerkę w ramię i ruszyła do szatni.
- Hej, Jones! Jeszcze nie skończyłam rozmowy- krzyknęła nauczycielka.
- A ja owszem.
***
Mddie rozejrzała się po pomieszczeniu. Spodobało jej się to co widzi. Drewniane ściany a na nich porozwieszane plakaty, dyplomy, nagrody i stare artykuły. Wszystkie o tematyce wyścigów. Nad barem stały najważniejsze trofea a gdzie nie gdzie wisiały części samochodowe. Bar był zrobiony z maski ciężarówki. Maddie bywała w wielu barach, ale nigdy nie widziała urządzonego w takim stylu.
- No to jest pro- skomentowała.
- Mówiłem, że to świetne miejsce- uśmiechnął się Chris.
Cała paczka podeszła do baru.
- Hej Truck- przywitał się Swayze- To co zwykle.
- Siema- mężczyzna przyjrzał się nowej- A to kto?
- Maddie- przedstawił ją Rick- Jest nowa, ale szybko się wkręca.
- Miło poznać. Jestem Trevor. Ale mów mi Truck.
- Maddie. Ale mów mi Mad.
Wszyscy wymienili spojrzenia i szydercze uśmiechy. Wtedy z zaplecza wyszedł przystojny chłopak. Miał czarne włosy i szare oczy. Ubrany był w podartą koszulę, a spodnie miał ubrudzone smarem. Od razu podszedł do ich paczki.
- Pamiętacie Travisa?- zapytał Truck.
- No nie!- krzyknął Rick- Stary, jak ostatnio się widzieliśmy, byliśmy w podstawówce.
- Nie inaczej. Miło cię widzieć- przytulił kumpla.
- Siema- przywitał się Chris.
- Cześć- podał mu rękę Swayze.
- Jestem Travis- uśmiechnął się do dziewczyny- młodszy brat Trevora.
- Czy to, że wasze imiona zaczynają się na "Tra" i "Tre" związane jest z nazwą tego miejsca? Truck?
- Bystrzak- pokiwał głową Truck.
- Mówiłem, że się do nas nadaje- dodał Rick.
- Nasz ojciec kochał ciężarówki. Co zrobisz- wzruszył ramionami młodszy brat.
- Hej, musisz się z nami napić- objął go ramieniem Rick.
Wszyscy ruszyli do stolika.
- To powiedz- zaczął Chris- gdzie się podziewałeś. Truck mówił, że byłeś w tej szkole dla kierowców samochodów sportowych.
- Zgadza się. Sporo się nauczyłem. Umiem już zmontować sobie coś fajnego.
- No a co robisz tutaj?
- Postanowiłem wrócić na najważniejsze wyścigi w East Grove- upił łyk.
- Wystartujesz w Fast Grove?- podniecił się Rick.
- Fast Grove, serio?- zdziwiła się Maddie i zaczęła się śmiać- Wyścig w East Grove nazywa się Fast Grove? Oryginalne.
- Travis- zaczął Swayze wskazując na dziewczynę- Poznaj największą marudę świata. Nic nigdy jej nie pasuje.
- Po prostu to miasto jest takie przewidywalne i nudne.
- Może takie kiedyś było- odezwał się Travis- Ale ostatnio słyszałem o dobrej akcji w banku.
Cała ekipa popatrzyła po sobie i zaczęła się śmiać.
- Nie do końca rozumiem co się właśnie stało- przymrużył oczy.
- Zgadnij kto za tym stoi?- odezwał się Rick.
- Gadacie?!
- Nie- śmiał się dalej Chris- Właściwie to sprawka Mad. Jedną akcją wkręciła się do paczki.
- Żałuj, że nie widziałeś tego na żywo- skomentował Rick- taki widok daje niezłego kopa.
- Chyba lubisz być przez nich uwielbiana, co?- zagadnął do niej Travis.
- Nie narzekam- spojrzała mu w oczy- Ale nie jesteś lepszy. Ty wróciłeś, żeby być gwiazdą.
- Raczej, żeby dobrze się bawić. Za dzieciaka razem z Rickiem zawsze wiedzieliśmy co zrobić, żeby nie było nudno. Mam nadzieję, że teraz będzie tak samo.
- Ma się rozumieć- stuknęli się butelkami.
- Wracasz do szkoły?- zapytał Chris.
- Nie wiem- westchnął- już ominąłem prawie połowę nowego semestru. Niby rodzice cieszyliby się jakbym miał jakieś inne osiągnięcia poza wyścigami. Ale czy mi to potrzebne?
- Już widzę, że to wasz kumpel- uśmiechnęła się Maddie- Olewka na szkołę. Liczy się zabawa.
- Brzmi prawie jak motto- zaśmiał się Swayze.
- Nie za bardzo. Musicie znaleźć sobie lepsze- skomentowała dziewczyna.
- I widzisz? Znowu marudzi.
- Chyba musimy a nie musicie?- rzucił Chris.
- Spadaj. Ja swoje mam- powiedziała dumnie Maddie.
- Jak brzmi?- zaciekawił się Travis.
- Uważaj, bo ci powiem- wystawiła język, potem spojrzała na zegarek i klepnęła w stół- Dobra. Muszę spadać.
- Gdzie ci się śpieszy? Do nauki?!- szturchnął ją Chris.
- Jaki ty jesteś zabawny- zmarszczyła nos- Muszę przemalować i przemeblować pokój, bo jak się w nim budzę to zaczynam się bać. Jest taki... miły i słodki.
- Potrzebujesz pomocy?
- Umówiłeś się z chłopakami- podniosła się- Posiedźcie sobie i pogadajcie.
- Daj na luz. Codziennie się z nimi widzę. Pomogę ci.
- No dobra. Skoro się tak palisz- wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się do reszty- Na razie frajerzy.
- Do zoba- odezwał się Rick.
- Zadzwonię- rzucił Chris i ruszył z Maddie do wyjścia.
- Para?- zapytał Travis.
- Nie. Chris jest z Alison- wyjaśnił Rick.
- Ale wygląda to dziwnie- skomentował Swayze- Od kiedy się pojawiła to uwięziła nam kumpla.
***
- No słodziutki pokoik- zaczął nabijać się Chris.
- Nawet nie zaczynaj.
- Misie są ekstra. No i ta biel. Jest wszędzie- rozgląda się po pokoju- Nie czujesz się jak księżniczka?
- Dawno ci chyba nikt nie przyłożył, co?
- Alison czasem lubi ostre zagrywki. No wiesz, klapsy i te sprawy.
- Jesteś nienormalny- rzuciła w niego poduszką.
- To od czego zaczynamy?
- Malowanie ścian. Trzeba poprzestawiać meble i okryć je folią. Potem zedrzeć tę "cudną" tapetę i starą farbę.
- Znasz się na tym- pokiwał głową- Wiesz, zaskakujesz z dnia na dzień.
- A to nowość. Zawsze jest tak, że jak poznajesz nową osobę to przez jakiś czas cię fascynuje. Potem jak znasz ją na wylot to nie ma już takiego szału.
- Często to robisz?
- Co?
- Analizujesz interakcje międzyludzkie? Co się dzieje od początku do końca?
- Czasami.
- Wiesz, że to głupie i strasznie nudne.
- Ach tak?!
- Tak. Przewidywanie jest nudne. Wolę zamieszanie, konflikty, niewyjaśnione sytuacje. Wtedy zawsze jest ciekawie.
- Jednym słowem, lubisz kłopoty?
- Bingo!
Dziewczyna mu się przyglądała. Było w nim coś co sprawiało, że chciała być przy nim sobą. Miał taką szczerość w oczach. Jego zachowanie i nastawienie do życia było spontaniczne. Zero gry, zero fałszu. Kiedy z nim przebywała, wiedziała, że może wszystko mu powiedzieć. Rzucić jakąś nowiną od tak sobie. A on zareaguje całkowicie naturalnie. Śmiechem, współczuciem, żalem czy radością. Nie będzie oceniał, tylko przyjmie to do wiadomości i zaakceptuje. Po prostu.
- Chcesz się wyrobić do wieczora?- spojrzał na nią- To bierz się do roboty! Nie płacę ci za myślenie.
- Ty wcale mi nie płacisz- zmarszczyła brwi.
- A, no tak- podrapał się w głowę- Zapomniałem, że to ja pracuję dla ciebie.
- Głupek- zaśmiała się i zaczęła przesuwać biurko.
***
- Co robisz o tej porze w moim gabinecie?
Chłopak uniósł głowę znad książek. Kiedy zobaczył kto wszedł do środka od razu wstał.
- Cześć dziadku. Właśnie się uczyłem.
- Tutaj? Przecież mamy bibliotekę.
- Wiem. Ale wszystkie ważne książki o chemii, masz tutaj.
- Problemy w szkole?
- Nie. Chcę się po prostu więcej dowiedzieć.
- Przypomnij mi jaką ocenę miałeś w pierwszym semestrze?
- Czwórkę.
- Hmm.
Dziadek podszedł wolnym krokiem do regału. Lucas śledził go wzrokiem. Wyglądał jak arystokrata. Wyprostowany z wypiętą piersią. Głowę nosił wysoko. Poruszał się z taką gracją o jakiej jego wnuk mógł tylko pomarzyć. Zawsze stawiano mu dziadka za wzór. Kulturalny, odpowiedzialny, dbający o interesy i rodzinę. Wyniósł ich rodzinę na wysoki poziom społeczny i ją na nim utrzymał.
- Czyli nie za dobrze ci idzie?- kontynuował mężczyzna.
- Czy ja wiem?- powiedział z niepewnością- Czwórka to dobra ocena.
- Racja- zaczął przeglądać książki- Dobra.
- No już, powiedz to.
- Słucham?
- Powiedz, że to dobra ocena, ale nie jest najlepsza.
- Nie chciałem tego powiedzieć.
- Pewnie- przewrócił oczami.
- Ale to prawda.
- No i proszę bardzo. Jest- kiwnął głową Lucas.
- Musisz się bardziej przyłożyć.
- Coś jeszcze?
- Słucham?- obrócił się dziadek.
- Planujesz jakąś dłuższą przemowę? Bo jak tak, to skoczę po colę i popcorn.
- Luca- podszedł do niego- Nie denerwuj się. Wiesz, że chcemy dla ciebie jak najlepiej.
- Jak zawsze- westchnął chłopak.
- To co? Postarasz się?
- Właśnie to robię, ale wątpię żebym dał radę.
- Może potrzebujesz innego źródła wiedzy. Jak korepetytor.
- Próbowałem. Nic z tego.
- Nam Moon'om zawsze się udaje- klepnął go w ramię.
- Nie tym razem- spojrzał przez okno- Jest zawzięta i mnie nie lubi.
- Ona?
- Tak. Jedna dziewczyna w szkole dała niezły popis na lekcji. Widać, że się na tym zna. Poprosiłem ją o pomoc, ale odmówiła.
- Jak się nazywa?
- Maddie Jones. Jest nowa. Poznałeś ją w naszym sklepie.
- Ach, Madeline- uśmiechnął się mężczyzna- Ma niezły temperament.
- Nie musisz mi mówić. Już pierwszego dnia powaliła Kyle'a na ziemię.
- Zasłużył?
- Tak.
- No to brawo dla niej.
- Czy ty się właśnie zachwycasz dziewczyną, która jest pyskata i chętna do bójek?- zdziwił się Lucas.
- Nie jest taka jaką chce, żeby ją widziano.
- A skąd ty to wiesz?
- Po pierwsze: żeby kogoś dobrze poznać wystarczy czytać z oczu- spojrzał na wnuka- One zawsze mówią prawdę. A po drugie: Dyrektor Malls radził się mnie w sprawie przyjęcia tej dziewczyny do szkoły. Jej wyniki testu były chyba najgorsze w historii. Dlatego powiedziałem mu, żeby ją przyjął.
- Chyba nie łapię? Czemu?
- Nie wyobrażasz sobie jak dobrze trzeba być obkutym, żeby źle odpowiedzieć na każde pytanie- zaśmiał się dziadek i zaczął chodzić po pokoju- Bardzo się starała, żeby tu nie trafić. Włożyła w to wiele wysiłku. Podsyłała artykuły z gazet, swoje mandaty, wezwania do sądu. Wszystko co się dało, aby tylko tu nie przyjechać.
- A ty jej przeszkodziłeś ponieważ?
- Ma cechy, które nie są spotykane u wielu ludzi. Jest inteligentna, waleczna, odważna, zdeterminowana, niezależna, spontaniczna, nie boi się wyrażać swojego zdania i bronić własnych przekonań. A do tego prawdopodobnie jest niesamowicie wrażliwa- westchnął- Jest diamentem. Co prawda nieoszlifowanym, ale myślę, że znajdzie właściwą drogę.
- Albo szlifierkę- skomentował Lucas.
Mężczyzna spojrzał na wnuka. Uśmiechnął się lekko i przeniósł wzrok na zdjęcie swojej zmarłej żony. Była piękną kobietą. Darzył ją tak silnym uczuciem jakie ktokolwiek mógł sobie wyobrazić. Ich miłość była najwspanialszą rzeczą, jaka mogła mu się przytrafić. Poznał ją w najmniej oczekiwanym momencie. Pewnego dnia, gdy wracał z sąsiedniego miasta, zepsuł mu się samochód. Musiał iść dwa kilometry do najbliższego baru, gdzie mógł poprosić kogoś o pomoc. Gdy podszedł do szczupłego mężczyzny o bujnych włosach, poklepał go w ramię. Tamten się odwrócił i uderzył go butelką w głowę. Henry na chwilę stracił przytomność. Kiedy się ocknął, ujrzał swojego oprawcę. Okazało się, że była to przepiękna dziewczyna. Zaatakowała go myśląc, że to jakiś bandzior lub zboczeniec. Miała na imię Jane. Od tamtej pory śmiała się, że musiała go uderzyć w głowę, żeby się z nią ożenił. Tak. Miała temperament.
- Czasem warto jest spojrzeć na kogoś bez uprzedzeń.
- Niemożliwe, że powiedział to Henry Moon- zaśmiał się chłopak.
- Zostawię cię z twoją chemią- powoli ruszył do wyjścia i obrócił się przed samymi drzwiami- Postaraj się o te korepetycje.
- Jasne- opadł na fotel i powiedział do siebie- Postaraj się. Tylko jak do cholery się dogadać z tą dziewczyną?
***
- Maddie, kolacja gotowa- powiedziała Sara wchodząc do pokoju.
- Zaraz przyjdę.
- Co tu się stało?!- zdziwiła się kuzynka, gdy rozejrzała się po pomieszczeniu.
Dwie ściany pomalowane były na granatowo. Jedna z dwóch pozostałych była pokryta biało-czarną tapetą z abstrakcyjnymi wzorami. Ostatnia była pomalowana na biało, a na niej wisiały plakaty i puste ramki na obrazy. W kilku ramkach napisany był tekst piosenki, wiersz lub cytat z wybranej książki. Blat biurka był granatowy, a nogi białe. Podobnie wyglądało krzesło, siedzenie i oparcie byly granatowe, a nogi białe. Łóżko też było pomalowane na granatowo. Za to pościel miała biało-czarne wzory. Maddie zrobiła je własnoręcznie na maszynie do szycia. Zasłony również były jej dziełem. Regał na książki, wykonany z cegieł, dopełniał cały obraz.
- Nieźle, co nie?- wychylił się zza szafy Chris.
- O! Cześć- speszyła się Sara i zwróciła do kuzynki- Nie wiedziałam, że ktoś ci pomaga.
- Sam się pchał- wzruszyła ramionami.
- Bo mam dobre serce- chłopak wystawił język.
- Szkoda, że nie zdolności artystyczne- uśmiechnęła się sztucznie.
- Mam i zaraz ci je pokażę- ruszył do niej z pędzlem.
- Nawet o tym nie myśl.
- No chodź. Pokażę ci sztukę.
- Sara! Ratunku!- Maddie zaczęła uciekać w stronę drzwi.
Wtedy Chris ją złapał i wysmarował jej twarz farbą. Dziewczyna śmiała się i krzyczała. Lecz nie pozostała mu dłużna. Chwyciła za inny pędzel i się odegrała. Sara przyglądała im się z zaciekawieniem. Po chwili do pokoju weszła ciotka.
- Co tu się dzieje?
Maddie i Chris od razu przestali się szarpać. Popatrzyli po sobie i zaczęli się śmiać.
- Madeline- zaczęła Susan- Możesz mi to wyjaśnić?
- To drobny remont- wskazała palcem cały pokój.
- Widzę. Ale dlaczego jesteście tacy brudni? I dlaczego nic nie wiem o tym, że masz gościa?
- Ja się chyba powinienem już zwijać- odezwał się Chris i prześlizgnął obok Sary i Susan- Miło było poznać. Do jutra świrze.
- Do jutra- krzyknęła za nim.
- Młoda damo- odezwała się ciotka- idź się umyj i widzę cię zaraz na kolacji. Wtedy porozmawiamy.
Kiedy Susan wyszła, Sara ciągle przyglądała się kuzynce.
- Co?!- zapytała Maddie.
- Nie powinnaś się z nim zadawać. To największy łobuz w szkole.
- Nic ci do tego- weszła do łazienki i zaczęła myć twarz- To mój kumpel i jest w porządku.
- Możesz mieć przez niego problemy.
- Dlaczego?- przewróciła oczami.
- Na początku liceum narobił sobie kłopotów i wyrzucono go z drużyny pływackiej. Mało nie wyleciał ze szkoły.
- I co z tego?
- Jak to?!- zdziwiła się Sara- My się z takimi ludźmi nie zadajemy.
- Ja, tak.
- To przestaniesz. Rodzice tego nie zaakceptują.
- Bo?- dziewczyna wyszła z łazienki wycierając twarz.
- Bo to zły chłopak.
- Mogę ci zadać pytanie?- Maddie podeszła do kuzynki- Ile razy z nim rozmawiałaś?
- Ani razu.
- No to skąd możesz wiedzieć jakim jest człowiekiem?!
- Widzę jak się zachowuje.
- Drugie pytanie. Jestem złą osobą?
- Raczej nie- Sara spojrzała na kuzynkę- Tylko robisz głupie i czasem nieodpowiedzialne rzeczy, które mają złe skutki.
- I jesteśmy w punkcie wyjścia- klepnęła ją w ramię Maddie i ruszyła na dół- Nie oceniaj ludzi po ich zachowaniu, nie znając ich historii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)