piątek, 1 lutego 2013

Episode 16: Wow!



April czeka na nauczyciela przy główniej bramie szkoły. Nie
wie dlaczego, ale nie może się doczekać tego spotkania. Spędzenia popołudnia z
tak dojrzałym i sympatycznym mężczyzną.

- Już jestem- odzywa się Steven za jej plecami- Przepraszam,
że musiałaś czekać, ale rozmawiałem z dyrektorem.
- I?
- Nie ma nic przeciwko.
- To świetnie- uśmiecha się dziewczyna- Masz może ochotę na
obiad?
- April, przypominam ci, że to nie jest prywatne spotkanie.
- Wiem, wiem. Tylko, że przy świetnym sushi, tuż za rogiem,
lepiej mi się rozmawia- patrzy niewinnym wzrokiem.
- Skoro tak- uśmiecha się nauczyciel- To chodźmy.

Steven nawet nie wie dlaczego się zgodził. Ale ta
dziewczyna, tak na niego działa. Czuje się przy niej bardzo swobodnie. Ta
propozycja nie wydawała się osobista. Chyba. Po prostu, zgłodniała i chce
pogadać. Tyle- pomyślał. Niepotrzebnie doszukuje się drugiego dna. To tylko
praca.

- Coś nie tak?- pyta April widząc go zamyślonego.
- Nie. Wszystko w porządku. Chodźmy.

***

-Musisz coś dla mnie zrobić- mówi królowa szkoły wchodząc do
domu Jackie.
- Nie umiesz pukać? I w ogóle cześć Natalie. Niemiło cię
widzieć- zwraca się do niej dziewczyna.
- Nie bądź małostkowa. Mam dla ciebie zadanie.
- A skąd pomysł, że je wykonam?
- Bo wtedy nie będę cię traktowała jak gorszą ode mnie. Może
nawet podskoczysz w rankingu.
- Ha, myślisz, że mi na tym zależy?- śmieje się Jackie.
- Tak. I to bardzo- patrzy jej w oczy Natalie- Zawsze
chciałaś być taka jak ja. Dlatego zrobiłaś tę farsę z moim przyjęciem, a potem
pomogłaś tej małej kujonce. Wszystko, aby mi zaszkodzić. Lecz się nie udało.
Ludzie szybko o tym zapomnieli. Włączając ciebie. Byłaś popularna jeden dzień.
Świetne osiągnięcie.

Jackie nic nie powiedziała. Natalie miała rację. Udało jej
się wygrać parę małych bitew, ale nie wojnę. Królowa nadal ma swoje królestwo i
nie zanosi się na jej detronizację.

- A więc- kontynuuje dziewczyna- Pomożesz mi, a ja sprawię,
że zaczniesz coś znaczyć w naszej szkole.
- Czego dokładnie chcesz?- pyta Jackie.
- Podrzucisz coś do gabinetu dyrektora.
- Nie ma mowy! To niewykonalne.
- Nie przesadzaj. Nikt się nie dowie. To tylko jedna
koperta.
- A co w niej jest?
- Nie interesuj się. Twoim zadaniem jest to, żeby znalazło
się na biurku dyrektora.
- Czemu ci na tym zależy?
- Żadnych pytań- odpowiada Natalie- Zrobisz to, a pozwolę ci
dołączyć do mojej elity. To jak?

Jackie zawsze chciała liczyć się w szkole. Co prawda nie u
boku Natalie. Ale skoro nie ma innej drogi, żeby być na szczycie.

- Co będzie jak ktoś mnie złapie?- pyta dziewczyna.
- Och, daj spokój. Nikt cię nie zauważy.
- To czemu sama tego nie zrobisz?
- Bo to ja. Pmiętasz? Natalie Lawrance. Nigdy nie robię nic
sama. Za dużo mam do stracenia.
- A ja nie?
- Może i masz, ale pomyśl ile możesz zyskać.
- Dobra- zgadza się po namyśle Jackie- Kiedy mam to zrobić?
- Najlepiej jutro. Dasz radę?
- Przygotuj już dla mnie nową szafkę, miejsce w stołówce i
limuzynie. Dasz radę?- odpowiada Jackie.
- Załatwione- uśmiecha się Natalie- Wiesz, zaczynam cię
lubić.
- Bo ci jeszcze uwierzę.
- Na razie. Do zobaczenia na przyjęciu- rzuca królowa i
kieruje się do wyjścia.

Jackie spojrzała na kopertę i powiedziała do siebie- Jesteś
moją przepustką do nowego świata. Cudownego i interesującego świata.

***

Kate po treningu idzie do swojej szafki po kilka rzeczy. Gdy
ją otwiera, zauważa, że brakuje wielu z nich. Co jest?- mówi do siebie. Zaczyna
rozglądać się po korytarzu. Nagle zauważa dziewczynę w jej czapce i drugą obok
niej, z jej słuchawkami.

- Hej! Skąd to macie?
- Od kolegi.
- Jakiego kolegi? To przecież moje rzeczy!- wykrzykuje Kate.
- Żartujesz sobie?- odzywa się jedna dziewczyna- To prezenty.
- Kto wam to dał?

Obie dziewczyny spojrzały po sobie.

- Gary.
- Gdzie go znajdę?
- Stoi tam, przy trzecim oknie- wskazuje jedna z dziewczyn.

Kate od razu ruszyła w tamtym kierunku. Zobaczyła jak ten
chłopak rozdaje jej rzeczy przechodzącym uczniom. Co on sobie wyobraża?-
pomyślała dziewczyna. Gdy podeszła chłopak się do niej zwrócił.

- Hej. Co chcesz? Naklejki, zeszyt, mp3, długopis,
bransoletkę?

Wtedy Kate nie myśląc długo wymierza  w niego cios pięścią. W momencie uderzenia
słychać trzask szczęki. Wszyscy uczniowie patrzą w tamtą stronę. Na
nieszczęście widzi to również dyrektor.

- Co tu się dzieje?!- wykrzykuje pan Hering- Brenwick do
mojego gabinetu! Niech ktoś go zaprowadzi do pielęgniarki- zwraca się do
zebranych.

Wtedy ktoś pomógł Gary’emu wstać i poprowadził go w głąb
korytarza.

Kiedy Kate usiadła na fotelu w gabinecie, dyrektor nie
wiedział od czego zacząć.

- Możesz mi wytłumaczyć co tam się stało?
- Ten gość rozdawał moje prywatne rzeczy innym uczniom. Co
oznacza, że musiał najpierw ukraść je z mojej szafki.
- To ci powiedział? Że je ukradł i teraz po prostu je
rozdaje?
- Nie.
- W takim razie co powiedział?
- Właściwie to nic.
- Chcesz mi powiedzieć, że uderzyłaś chłopaka nie dając mu
nawet okazji do wyjaśnienia dlaczego to robi?
- Nie obchodzi mnie dlaczego to robi, tylko, że w ogóle to
robi. Nie miał prawa niczego kraść i rozdawać. To moje rzeczy. Dostał karę na
jaką zasłużył.
- Kate- zaczyna pan Hering- Od wymierzania kary jestem ja. I
przyznaję ci rację, że nie miał prawa tego robić. Lecz ty także nie miałaś
prawa go bić. Muszę cię zawiesić.
- Ale to nie moja wina!
- Może i nie. Ale nie mogę tolerować takiego zachowania w
mojej szkole. Zaczekasz tu, aż przyjedzie twój tata. Będę z nim musiał poważnie
porozmawiać.
- Powodzenia z tym- unosi brew Kate.
- Słucham?
- Chyba nie myśli pan, że mój tata się tu zjawi.
- A dlaczego nie?
- Bo jest teraz we Włoszech. Robi interes życia. Nie ma
czasu na takie głupoty. Gdy pan do niego zadzwoni to usłyszy: „Proszę umieścić
ją w kozie albo dać prace społeczne. Kiedy wrócę to od razu przyjadę do szkoły
i to wyjaśnię. A tymczasem mogę coś jeszcze dla pana zrobić?” .Pan wtedy
odpowie: „Słucham?”, a on: „Co by pan powiedział na pokrycie części kosztów na
budowę sali teatralnej?”

 Dyrektor patrzy na
nią ze zdumieniem.

- Tak- mówi do niego Kate- Wiem, że macie w planach
wybudowanie nowoczesnej sali tertalnej. A także renowację części szkoły. Mój
ojciec zawsze dowiaduje się o mojej szkole wszystkiego co mogłoby mi pomóc,
gdybym wpadła w kłopoty.
- Kate, wybacz, ale to jest niedorzeczne. Myślisz, że
odpuścimy ci karę w zamian za pieniądze?
- Prawdopodobnie- uśmiecha się Kate- Wycofał się wasz
największy sponsor. I jesteście w kropce. Mój tata może to zmienić- lecz potem
dodaje-Nie chcę, żeby pan myślał, że to przekupstwo czy coś takiego. Nic z tych
rzeczy. To jest raczej troska mojego ojca o mnie. A on w inny sposób nie
potrafi sobie ze mną poradzić. Naprawdę mi przykro, że tak się zachowałam. I
przeproszę tego Gary’ego, że go uderzyłam. Poniosło mnie. Ale taka już jestem.
Jestem tylko człowiekiem. Nie mogę być nieomylna. Także puśćmy to w niepamięć,
okej?
- Panno Brenwick- zaczął dyrektor- Jesteś bardzo bystra. Ale
uwierz mi, z takimi jak ty mam do czynienia codziennie. A takie przemówienia
słyszę kilka razy w tygodniu. Niestety to na mnie nie działa. Ale skoro już
zaproponowałaś to przydzielę ci prace społeczne. Zbieranie śmieci z placu
głównego przez cały tydzień.
- Nie, nie ma mowy.
- Wolisz zawieszenie?
- Nie- spuszcza głowę dziewczyna- A co z tym gościem? On
uniknie kary?
- Wydaje mi się, że już odpowiednią dostał. Nie sądzisz?
- Nie. Bo kradzież jest gorsza od pobicia.
- Nie tobie to osądzać. Ale oczywiście porozmawiam z nim.
Masz jeszcze jakieś pytania?
- Nie- odpowiada wyglądając na wielce obrażoną i wstaje z
fotela, lecz potem dodaje- Nie dostałabym kary, gdybym panu nie proponowała…?
- Nie dostałabyś kary, gdybym tylko porozmawiał z twoim
tatą. Lecz ty wybrałaś taką drogę negocjacji. I nie przyniosło ci to nic
dobrego.
- Z innymi się udawało.
- Ja nie jestem jak inni- uśmiecha się do Kate- Do widzenia
panno Brenwick.

***

- Nie widziałem cię na stołówce- odzywa się Dean do
czekającej na niego Rose- Gdzie byłaś?
- Dwa stoliki dalej.
- Serio?
- Widocznie nie rozglądałeś się dobrze albo ktoś przysłaniał
ci widok.
- Co? Dlaczego nie podeszłaś?
- Nawet bym się nie dopchała- mówi od niechcenia.
- Do mojego serca jest dostać się ciężej, a jednak ci się
udało- uśmiecha się do niej, aby rozładować napięcie.
- Ale masz zabawne żarty- uśmiecha się dziewczyna- Z resztą
umówiłam się z Jo, że lunch należy tylko do nas. Wiesz, musimy mieć czas na
babskie plotkowanie.
- Jasne. Niech będzie. To co dzisiaj robimy?
- Nie wiem. Może jest coś takiego co organizuje pewna, znana
laska z naszej szkoły?
- Nie mów, że chcesz tam iść.
- Chcę.
- Wiesz, że nie cierpię tych nadętych bogaczy. Wystarczy, że
muszę znosić ich widok w szkole. Wieczór, który kręci się wokół Wina i Natalie
nie jest niczym zachwycającym.
- Jo mnie prosiła. Ja w sumie nie mam nic przeciwko temu
przyjęciu. Ale nie musisz iść skoro nie chcesz.
- Nie będziesz zła?
- Nie- odpowiada, lecz potem dodaje- Zabiorę ze sobą Sama.
Na pewno się zgodzi, żeby być moim partnerem.
- To o której mam po ciebie wpaść?- od razu pyta Dean. Nie
ma mowy, że puści swoją dziewczynę z tym gościem. Zwłaszcza, że słyszał, jak Jo
mówiła, że jest przystojny.
- Ha, ha. Wiedziałam, że to podziała.
- Podeszłaś mnie.
- Nie inaczej- śmieje się Rose- Ja zawsze dostaję to czego
chcę.
- No i kto teraz gada jak Win?- śmieje się chłopak.

***

Brian postanowił odwiedzić Melissę. Nie pojawiła się w
szkole pod pretekstem choroby. Jednak on dobrze wie o co naprawdę chodzi.

- Och, witaj Brian- wita go mama Melissy.
 - Dzień dobry. Ja do
Melissy. Jest w domu?
- Tak. Proszę wejdź. Jest u siebie.
- Dziękuje- odpowiada chłopak i rusza do jej pokoju.

Kiedy puka i uchyla drzwi, widzi dziewczynę siedzącą na
łóżku i czytającą książkę. Wygląda całkiem dobrze.

- Hej, nie przeszkadzam?

Dziewczyna podnosi wzrok i od razu zaczyna układać włosy.

- Co tu robisz?
- Przyszedłem zobaczyć co u ciebie. Podobno jesteś chora.
- Głowa mnie trochę boli- kłamie dziewczyna- Pewnie z powodu
tego, że się długo uczyłam.
- Powiesz mi o co chodzi?
- Źle się czuję. Co tu tłumaczyć?
- I nie ma to związku z tym, że zastałaś u mnie w domu z Jo
w sobotę wieczorem?
- Nie. Przecież nie wiedziałam, że będziecie wtedy ćwiczyć
jej rolę. Nie przyszłabym.
- Melissa, posłuchaj- zaczyna Brian- Nie ćwiczyłem z nią
roli. Tym zajmujemy się w szkole. Jo była u mnie ponieważ oglądaliśmy film.
- Pewnie miał jej pomóc w aktorstwie- tłumaczy go
dziewczyna.
- Nie. To nie miało nic wspólnego z zajęciami. Ja i Jo-
spojrzał na nią- To była randka. Jesteśmy parą.
- Nieprawda. Brian przestań gadać głupoty. Nie możesz
spotykać się z innymi. Przecież niedawno się rozstaliśmy.
- Niedawno? Masz na myśli pół roku temu?
- Tak. I jak chcesz żebyśmy do siebie wrócili to nie
powinieneś chodzić na randki. Po co ta dziewczyna ma robić sobie nadzieję.
- Melissa, przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nie miałem
i nadal nie mam zamiaru do ciebie wracać.
- Daj spokój. To nieprawda. Mamy tylko małą przerwę.
- Nie- zdenerwował się Brian- Zrozum. Nic nas nie łączy poza
przyjaźnią. Ty i ja to już historia. Zakochałem się w Jo. I to z nią chcę być.
Im szybciej to do ciebie dotrze, tym lepiej.
- To po co w ogóle się ze mną spotykałeś?
- Bo znamy się od lat. I przyjaźnimy. Kiedy się rozstaliśmy,
wszystko sobie wyjaśniliśmy. Tylko przyjaźń. Nic więcej.
- I myślałeś, że tak szybko odpuszczę?
- Powiedziałaś, że jest w porządku.
- Ale nie było- łza zakręciła się jej w oku- I nadal nie
jest. Nie rozumiesz, że powinniśmy być razem? Tyle nas łączy. Tyle razem
przeżyliśmy. To jest nam pisane.
- Wybacz, ale ja piszę sobie życie sam.
- Co ona takiego ma czego mi brakuje?
- Melissa- chłopak siada na jej łóżku- jesteś wspaniała.
Uwielbiam spędzać z tobą czas. Ale cię nie kocham. Nie w sposób jaki byś
chciała. Przykro mi, że nie pogodziłaś się z naszym rozstaniem. Ale musisz to w
końcu zrobić. Teraz jestem z Jo. Tak jest i mam nadzieję, że pozostanie.
Przepraszam, że sprawiłem ci przykrość, ale nie mogę inaczej.

Chłopak wstaje i kieruje się do drzwi.

- Chcesz, żebym do ciebie dziś wieczorem zadzwonił?
- Idź sobie do niej. Nie chcę cię widzieć!- wykrzykuje do
niego.
- Przepraszam- rzuca i wychodzi.

Brian czuje się naprawdę źle, że ją skrzywdził. Ale w innym
wypadku skończyłoby się to tak jak wcześniej. Zraniłby Jo, a drugi raz by nie
przeżył jej smutku i łez. Za to teraz cierpi Melissa. Podejmowanie właściwych decyzji
nie jest takie łatwe jak się mogło wydawać.

***

April i Steven spędzili miło czas przy obiedzie. Potem
poszli do domu dziecka, gdzie zabawiali rozbrykane maluchy. Świetnie się przy
tym bawili. April postanowiła przyjąć ofertę wolontariatu, a pan Shane
przeprowadził kilka rozmów z dziećmi, które wykorzysta w swojej pracy. Po
całym, pracowitym popołudniu Steven postanawia odprowadzić towarzyszkę do domu.
Po drodze opowiadają sobie różne zabawne historie.

- Nie?! Naprawdę pan to zrobił?
- Na studiach robi się wiele dziwnych rzeczy- śmieje się
Shane- I April… mówiłem ci, że możesz mi mówić po imieniu.
- Okej. A więc Steven, nigdy bym nie pomyślała, że taki szalony
chłopak zostanie psychologiem.
- Życie czasem cię zaskakuje. A ja lubię niespodzianki-
uśmiecha się do dziewczyny.

Wtedy April się zatrzymuje. Steven odwraca się w jej stronę.
Nagle dziewczyna zbliża się i próbuje go pocałować.

- Co ty robisz?- pyta odsuwając się.
- Powiedziałeś, że lubisz niespodzianki. Myślałam, że…
- To chyba źle myślałaś- powiedział stanowczo Steven- Chyba
powinniśmy się już pożegnać. Mam pracę do napisania- mówi chcąc jak najszybciej
odejść.
- Zaczekaj- dziewczyna łapie go za rękę- Przepraszam, nie
powinnam. Poniosło mnie. To się już więcej nie powtórzy. Obiecuję.

 Mężczyzna patrzy na
nią. Pięknie wygląda kiedy tak się przejmuje. Jednak zrobiła coś
nieodpowiedniego. To mogłoby im obojgu zaszkodzić. Powinien wygłosić jej teraz
wykład na temat moralności. Lecz chyba nie potrafi się na nią złościć.

- Już dobrze. Nie ma sprawy. Zapomnijmy o tym- mężczyzna
patrzy na nią ciepło- Ale nigdy więcej tego nie próbuj.
- Jasne. To było głupie- uśmiecha się wstydliwe dziewczyna-
Dokończymy spacer?
- Chciałbym, ale lepiej będzie jeśli tu się rozstaniemy.
- Rozumiem- posmutniała April- W takim razie do zobaczenia w
szkole.
- Do widzienia.

Steven patrzy jak odchodzi. Co on wyprawia? Jakieś schadzki
z uczennicą? To niedorzeczne. Musi obiecać sobie, że już nigdy się na cos
takiego nie zgodzi.

***

Kate czeka na Gary’ego pod gabinetem pielęgniarki. Chce
poznać powód jego zachowania. Kiedy chłopak wychodzi i widzi Kate od razu
postanawia rzucić się do ucieczki.

- Hej! Zaczekaj!
- Żebyś mnie jeszcze bardziej poturbowała? Nie, dziękuję.
- Nic ci nie zrobię. Spokojnie.
- To czego chcesz?
- Po co się włamałeś do moje szafki, ukradłeś moje rzeczy i
potem je rozdawałeś? Co ja ci zrobiłam?
- Nigdzie się nie włamałem i nic nie ukradłem. Jakiś koleś
podszedł do mnie z workiem tych rzeczy i powiedział, że da mi 100 dolców jak to
rozdam uczniom.
- Jaki koleś?
- Nie znam go. Ale gdybym wiedział, że to twoje rzeczy i że
tak bijesz to nigdy bym się na to nie zgodził.
- Umiem walczyć o swoje- uśmiecha się i dodaje- Jak wyglądał
ten chłopak?
- Wysoki, blondyn, świetnie ubrany. Ja bym stawiał, że jest
jakimś modelem.
- Win- zgaduje Kate i odchodząc dodaje- Uduszę go. Dzięki kolego.
- Nie ma za co- odpowiada zszokowany chłopak- Możesz mu też
przywalić ode mnie.
- Uwierz, że to zrobię.

Dziewczyna wybiegając ze szkoły widzi jak Win i Tony kierują
się do jego limuzyny. Postanawia ich dogonić i wyjaśnić całą sytuację.

- Co ty sobie wyobrażasz?!

Episode 15: What is this?




Niedzielny poranek. Jo dzwoni do swojej najlepszej przyjaciółki, aby zdać jej relacje z wczorajszej randki i dowiedzieć się co się działo w klubie.

- Haaaalo?- odbiera Rose ziewając.
- Dzwonię, bo pewnie cię już skręca z ciekawości co się wczoraj działo.
- Nie, dobranoc- chce odłożyć słuchawkę.
- Nawet nie próbuj, bo wtedy przyjdę osobiście i będę ci wrzeszczała nad uchem. A tego byś nie chciała.
- Dobra. Dawaj- odpowiada Rose otwierając jedno oko.
- A więc oglądaliśmy film. A propos, strasznie dobry. I jedliśmy popcorn i gadaliśmy…
- Uhu! Ale frajda. Mogę już dalej spać?
- Zabiję cię za to lenistwo. Poczekaj zaraz będzie najlepsza część. Jak to ja, roztrzepana, oczywiście musiałam się oblać sokiem wiśniowym. I cała moja sukienka była w plamach. Poleciałam od razu do łazienki to zaprać. Brian za to dał mi swoją koszulę. I wtedy ktoś zapukał do drzwi. Brian nie myśląc otworzył drzwi i zgadnij co?
- Gozzilla?
- Wiesz, jak jesteś zaspana to twoje żarty nie są śmieszne- skomentowała Jo- To była Melissa.
- Nie?!
- Tak. I zgadnij co sobie pomyślała skoro otworzył jej tylko w samych spodniach, a za chwilę wyszłam ja w jego koszuli?
- Ha, ha. Chciałabym zobaczyć jej minę.
- Oj chciałabyś.
-A co na to Brian?
- W sumie to zapytał co tu robi i po co przyszła. Pogadali chwilę i ją pożegnał. Podobno chciała jakąś książkę pożyczyć.
- Yhym. Z pewnością. I Pewnie wspólnie się pouczyć- ironizuje Rose- Tania zagrywka.
- Tania nie tania. Dobrze, że Brian się na nie, nie łapie.
- Myślisz?
- Inaczej siedziałaby wczoraj z nami. A tak nie było. Mieliśmy cały wieczór tylko dla siebie.
- Ale pikantnych szczegółów mi nie zdradzaj, ok?
- Spoko- zaśmiała się Jo- A jak wczoraj klub?
- Fajnie. Pogadaliśmy, potańczyliśmy i spędziliśmy przyjemnie czas. Chociaż Matt na pewno będzie to chciał powtórzyć. Tylko tym razem sam na sam z Kate.
- Serio? Czyli coś się jednak działo?
- No, powiem ci, że ostro flirtowali.
- Ale wiesz jaka jest Kate, niedostępna i twarda. To mogła być tylko zabawa.
- Matt wydaje się być pewny siebie i dobry w te klocki- stwierdza Rose- Może mu się uda ją rozgryźć.
- Zobaczymy. A jak ty i Sam? Romansik kwitnie?
- Przepraszam, czy przypadkiem głowa cię nie boli?
- No co? Przecież widać, że mu się podobasz. Na pewno też cię niedługo zaprosi na randkę.
- Nie, bo nie może- śmieje się Rose.
- A to niby czemu? Z czego się śmiejesz?
- Pamiętasz, wczoraj jak dostałam telefon po meczu? Zgadnij kto dzwonił i zaprosił mnie do dziupli?
- Nie!?
- Tak- śmieje się dziewczyna- Wyjaśniłam mu całą sprawę i powiedziałam, że miejsce mojego chłopaka jest wolne i może się o nie postarać. I tak wyszło, że jesteśmy parą. Znaczy, tak myślę…
- Nie!?
- Umiesz cos jeszcze powiedzieć oprócz nie?
- Tak- powstrzymuje się od śmiechu Jo.
- Jak ty mnie denerwujesz- wzdycha dziewczyna- No powiedz coś.
- Jedyne co mi teraz przychodzi do głowy to : „A nie mówiłam?”. Bo przecież mówiłam, że to świetny chłopak. A ty się jeszcze zastanawiałaś. Nawet sobie nie wyobrażasz ile dziewczyn w szkole za nim szaleje.
- No teraz to mnie pocieszyłaś- śmieje się Rose.
- Przestań i tak był od początku w ciebie wpatrzony. Kurde, ale będzie jazda jutro w szkole. Ogłoszą was parą roku, jak nic.
- Już się nie podniecaj. Jak masz tyle energii to zabieraj się za pracę domową. Bo ja właśnie mam zamiar to zrobić.
- No i wracamy do rzeczywistości. Dobra. No to do roboty. Widzimy się jutro. Pa.
- Pa.

***

- Dzień dobry, gwiazdo!- wita kumpla Win, gdy ten wychodzi z pokoju.
- Ciszej. Głowa mi zaraz eksploduje- odzywa się Tony- Gdzie masz wodę?
- W szafce po prawej- wskazuje kumplowi i dodaje z uśmiechem- Ale się wczoraj zrobiłeś. Szkoda, że ci fotki nie strzeliłem.
- Pewnie, śmiej się z biednego człowieka.
- Mam taki zamiar- szczerzy się Win- Dobrze, że chociaż dzisiaj jesteś w stanie, żeby wyjaśnić, dlaczego się upiłeś. Wczoraj próbowałeś, ale nie za bardzo ci wychodziło.
- Coś konkretnego powiedziałem?
- Tak, jeśli kilka haseł jak groszek, pocałunek i ślub to coś konkretnego.
- Ślub?!- pyta zdziwiony Tony.
- Może wziąłeś wczoraj ślub?- nabija się Win- Z dziewczyną z uprawy grochu. Albo królewną na ziarnku grochu. Ty to masz wymagania stary.
- Taa, księżniczka na ziarnku gruchu- mówi po cichu do siebie chłopak i na głos dodaje- Totalnie nic nie pamiętam z wczorajszego wieczoru.
- Nie dziwię się.

Wtedy z pokoju Wina wychodzi bardzo ładna dziewczyna i kieruje się do łazienki.

- Tony. To jest Jessica.
- Cześć Jessica- wita się chłopak- A ty gdzie wczoraj byłeś?
- W niebie.
- Wszystko jasne- uśmiecha się Tony.
- A dzisiaj idziemy do Gold House.
- Nie ma mowy. Jutro szkoła. Muszę doprowadzić się do porządku.
- No jak tam chcesz- wzrusza ramionami Win- Coś się ostatnio z tobą dzieje. Nie imprezujesz jak dawniej, kobiety cię nie interesują, upijasz się jak stary mąż z problemami. Wiesz co to oznacza?
- Co?
- To, że musi stać za tym jakaś dziewczyna. Zakochałeś się co?
- Co? Nie! Zwariowałeś?- od razu zaprzecza Tony i potem dodaje- Wiesz, w sumie to pójdę z tobą do Gold House.

Win patrzy na niego podejrzliwie.

- No co?- pyta Tony.
- Nic. Okej. Spoko- odpowiada Win- Idę się wykąpać.
- Przecież w łazience jest…- zaczyna przyjaciel.
- Wiem- uśmiecha się szyderczo Chambers- Dlatego mam taką ochotę na kąpiel.
- Chyba już sobie pójdę. Z pewnością sam dasz sobie radę.
- Nie inaczej. Do wieczora.

***

Matt od razu po przebudzeniu pomyślał tylko o jednej rzeczy. A raczej o jednej osobie. Kate. Postanowił, że zaprosi ją dzisiaj na randkę. Tylko skąd ma dowiedzieć się gdzie ona mieszka? Komputer brata. Tam musi coś być. Chłopak przegląda foldery i w końcu trafia na dane uczniów. Kate Brenwick: pierwsza klasa, zajęcia breakdance i śpiew. Zamieszkała z rodzicami przy Mountain Street 20. Bingo.

***

Natalie słyszy dzwonek do drzwi. Czemu kamerdyner ich nie otwiera? Ach, tak. Niedziele ma wolne. Dlatego dziewczyna schodzi na dół i otwiera.

- Dzień dobry. Czy to dom państwa Lawrance?- mówi elegancko ubrana kobieta.
- Zgadza się. O co chodzi?
- Nazywam się Donna Willis. Zajmuję się sprawami socjalnymi uczniów High School of Art & Design. Uprzedzałam państwa Lawrance’ów, że dzisiaj przyjdę. Czy są obecni?
- Niestety nie. Lecz niedługo powinni się zjawić. Proszę wejść. Może pani tu na nich zaczekać.
- Dziękuję. Ty jesteś pewnie Natalie.
- Tak- odpowiada dziewczyna- Napije się pani czegoś?
- Nie, dziękuję- odmawia z uśmiechem kobieta i dodaje- Jak się domyślasz jestem tu w sprawie twojej kuzynki. Jennifer Lawrance.
- Ach, tak. Coś się stało?
- Nie. Przy przenoszeniu każdego ucznia, z innej szkoły i z innego miasta, musimy zrobić kilka wywiadów. Oczywiście obejrzeć miejsce, w którym będzie teraz mieszkała. To ważne, aby spełniało godne warunki do nauki. Jednak decydujące znaczenia mają rozmowy z pracownikami poprzedniej szkoły, rówieśnikami i rodziną. Zostało nam tylko to ostatnie i dlatego dziś tutaj jestem- uśmiechnęła się kobieta- Skoro jeszcze nie ma twoich rodziców to może zacznę od ciebie. Co możesz mi powiedzieć na temat Jennifer?
- Czyli wywiad z rodziną może zaważyć na decyzji o przeniesieniu?
- Absolutnie.

Wtedy do Natalie dotarło, że ma swoją kuzynkę w garści. Kilkoma zdaniami może pokrzyżować jej plany i z przyjemnością to zrobi.

- Niech mi pani wierzy, ale jestem osobą, która może o niej najwięcej powiedzieć- mówi z poważną miną dziewczyna- Powiem wszystko co wiem. Całą prawdę o Jennifer Lawrance.
- Proszę zaczynać.
- Dziękuję. A więc…

***

- Halo?- podnosi słuchawkę Jane Brown.
- Pani Brown? Mówi Nina O’Donnell. Zastałam Charlie?
- Niestety. Jest w miejskiej bibliotece. Coś jej przekazać?
- Właściwie to tak. Mogłaby pani powiedzieć jej, że dzieci są strasznie zainteresowane tą hojną dziewczyną, która odwiedziła nas wczoraj. Wiem, że April i Charlie się znają i chciałabym, aby obie odwiedzały nasz dom dziecka. Najlepiej będzie jak się obie do mnie zgłoszą w najbliższym czasie na rozmowę.
- Oczywiście. Powiem jej.
- Dziękuję bardzo. Do usłyszenia.
- Do widzenia.

***

Matt jedzie tramwajem już 20 minut i, z nudów, przez okno podziwia uroki miasta. Dlaczego ta Kate musi mieszkać tak daleko o od mieszkania jego brata? Kiedy tramwaj się zatrzymuje, chłopak dostrzega, za przystankiem, sklep muzyczny. Niby nic specjalnego, lecz na wystawie jest ostatnia płyta jego ulubionego zespołu. To wydanie specjalne ze zdjęciami i autografami w środku. To niewiarygodne. W Anglii wszystkie wyprzedano już miesiąc temu. A ona tutaj jest i dosłownie czeka na niego. Chłopak wyskakuje z tramwaju w ostatniej chwili i idzie do sklepu. Od razu rusza do kasy. Kolejka jest niewielka. Stoi przed nim tylko jedna osoba. Chłopak nie może wytrzymać.

- Przepraszam, ile kosztuje płyta z wystawy?- pyta Matt.
- Nie mamy płyt na wystawie- odpowiada kasjer.
- Macie. Widziałem. I chciałbym ją kupić.
- Nic z tego, właśnie ją sprzedałem- mówi sprzedawca wskazując na osobę przed nim.
- Za słaby masz refleks- odzywa się klient i obraca w stronę Matta.
- Kate?
- Matt? Ale jazda- śmieje się dziewczyna.
- Nie wierzę. Wczoraj pokonałaś mnie na parkiecie i w grę na rymy. A teraz to?- śmieje się chłopak- Wisisz mi randkę.
- Nie ma mowy.
- Skoro słucha takiej muzyki to nawet ja bym się z nim umówił- odzywa się sprzedawca wskazując na płytę i potakując głową.
- Dziękuję- odpowiada chłopak i dodaje szeptem- Chociaż to trochę dziwne, że koleś na mnie leci.
- Odrobinkę- uśmiecha się dziewczyna i dodaje- Ja wybiorę miejsce.
- Czyli się zgadzasz? Super.
- Co powiesz na koncert nieznanej kapeli? Jeden gość, który mieszka niedaleko mnie, ma zespół. Poznałam ich jak się tu przeprowadziłam. Nieźle czasem hałasują w nocy. Ale to raczej przyjemny hałas.
- Brzmi fajnie. O której po ciebie wpaść?
- O 6?
- Okej.
- Mieszkam na…
- Wiem- uśmiechnął się do niej- I nie pytaj skąd.
- No dobra- odpowiada nieco zdziwiona- To… do zobaczenia.
- Do wieczora.

***

Poniedziałek. Nowy tydzień. Nowe plany. Nowe możliwości. Nowe problemy i nowe plotki.

***

Rose i Jo właśnie wysiadają z autobusu. Od razu zauważają Deana czekającego pod murami szkoły.

- Twój Romeo czeka- wskazuje na chłopaka Jo.
- Romeo? Serio?- unosi brew Rose- To chyba ty powinnaś nazywać tak Briana.
- Coś w tym jest- odpowiada przyjaciółka i wita się z Harvey’em- Cześć Dean.
- Cześć- odpowiada  i zwraca się do Rose- Hej. Jak samopoczucie?
- Dobrze- dziewczyna uśmiecha się do niego.
- Czekajcie!- wykrzykuje Jo- Pójdę zająć sobie dobre miejsce na placu i dopiero wtedy możecie wejść. Chcę dobrze widzieć reakcję wszystkich jak was razem zobaczą- i biegnie w kierunku szkoły.
- Zwariowała- śmieje się Rose- To będzie aż takie wydarzenie?
- Bardzo możliwe- potakuje Dean i się śmieje- W końcu jestem gwiazdą szkoły.
- Zaczynasz gadać jak Win.
- Wiesz kochana, sława robi swoje- naśladuje Wina Harvey.
- Chodźmy już, bo dłużej z tobą nie wytrzymam- śmieje się dziewczyna.
- Już masz mnie dość?- udaje zasmuconego Dean i łapie Rose za rękę.

Razem, ciągle się rozśmieszając, ruszają na główny plac. Kiedy przekraczają główną bramę szkoły, każdy kto ich mija nie może oderwać wzroku. Wydaje się, że ten niewiarygodnie utalentowany i przystojny, lider świetnej grupy tanecznej, Dean Harvelle jest zajęty. Ta wiadomość rozchodzi się w ekspresowym tempie. Niedługo cała szkoła będzie o tym mówiła. 

***

Win ma dzisiaj wspaniały humor z powodu niedzielnego wieczoru. Przed lekcjami wspomina przyjemne wydarzenia z weekendu.

- Ale zaszaleliśmy wczoraj- zwraca się do Tony’ego- Gold House było nasze.
- Nie musisz mi mówić. Bawiłem się jak nigdy.
- A te tancerki były ekstra. Chyba wynajmę je na twój wieczór kawalerski.
- Na co?
- W sobotę chciałeś przecież brać ślub.
- No daj spokój. Ile czasu minie zanim przestaniesz się z tego nabijać?- pyta kumpel.
- Aż mi się znudzi- śmieje się Win- Jeszcze ciekawi mnie, która byłaby tą szczęściarą?

Wtedy Win zauważa jak wszyscy uczniowie o czymś rozmawiają, jedni drugim coś opowiadają i są odrobinę zszokowani wiadomościami, które dostają. Ciekawe jaka informacja wywołała takie poruszenie? Wtedy razem z Tonym zauważają parę wynurzającą się z tłumu. Dean i Rose. Wyglądają na naprawdę zadowolonych całym tym zamieszaniem. Potem chłopak całuje dziewczynę i rozchodzą się w różne strony, do swoich klas.

- Chwila moment! Stop! Poproszę czas- odzywa się Win- Co to ma być?
- A na co wygląda?- pyta go Tony jakby z pretensją.
- Czy ona przypadkiem nie miała chłopaka? Cholera, szybka jest. Nie wygląda na taką… no wiesz.
- Nie jest taka.
- A skąd ty niby możesz to wiedzieć?
- Idę na lekcję- rzuca Tony, nie chcąc już myśleć o tej dwójce.
- Przecież mamy w drugim budynku- zwraca się do niego Win.
- Muszę jeszcze coś załatwić.
- To idę z tobą- proponuje kumpel.
- Nie. Zrobię to sam!- głośno i stanowczo odmawia Tony.
- No, jak tam chcesz. Ale nie rozumiem czemu w ogóle się wkurzasz? Chyba nie zdenerwowali cię… oni, co?
- Czemu ciągle zadajesz mi jakieś głupie pytania?
- Może nie do końca takie głupie. Chcę wiedzieć czy muszę się o coś martwić?
- Nie. Nie musisz. I jak jeszcze raz o coś takiego usłyszę to…- zatrzymał oddech- Po prostu odpuść.
- No dobra. Jak coś się będzie działo to z pewnością mi powiesz, nie?
- Dokładnie.
- Świetnie. To załatw to co tam masz do załatwienia i czekam na sali.
- Yhym- odpowiedział Tony i potem pomyślał- Żeby dało się to tak szybko załatwić.

***

- Dzień dobry panie Shane.
- Witaj April.
- Jak humor w poniedziałek?- pyta dziewczyna.
- Świetny. Mam dużo zapału do pracy i setki spraw do załatwienia. A ty?
- Nie aż tak fantastycznie, ale myślę, że przetrwam- odpowiada April z uśmiechem- Mam jeszcze pytanie? Czy znalazłby pan dla mnie czas? Na rozmowę.
- Jasne. Mam okienko około 11. Możesz wpaść do gabinetu.
- Właściwie to wolałabym się raczej spotkać na neutralnym gruncie. W szkole będę się czuła raczej jak u terapeuty niż psychologa.
- Rozumiem. Ale wiesz jakie są zasady. Teoretycznie nie mogę pracować z uczniami poza terenem szkoły.
- A praktycznie?- pyta z niewinną miną dziewczyna.

Nagle podchodzi do nich Charlie.

- Cześć April. Dzień dobry panu- wita się i dodaje- Przepraszam, że przeszkadzam, ale zajmę tylko minutkę. April, dzwoniła do mnie pani O’Donnell z domu dziecka i chce się z nami spotkać. Znaczy z tobą i ze mną.
- Ale po co? Coś się stało?
- Właściwie to tak- uśmiecha się dziewczyna- Dzieciaki oszalały na twoim punkcie i chciałyby żebyś wpadała tam co jakiś czas. Wydaje mi się, że dyrektorka zaproponuje ci wolontariat.
- O! To chyba dobrze, nie?
- Jeśli ci na nich zależy to tak-mówi z powagą Charlie - Najlepiej sama z nią porozmawiaj.
- Jasne. Dzięki za informację.
- Nie ma za co. I mam nadzieję, do zobaczenia.
- Pa- żegna się April.
- Wiesz- zaczyna Steven- Chyba mam dla nas rozwiązanie.
- To znaczy?
- Spotkam się z tobą poza szkołą. Lecz powiadomię o tym dyrekcję. Razem pójdziemy do tego domu dziecka. W ten sposób nie będą robić problemów. Oboje na tym skorzystamy. Ty spokojnie, w milej atmosferze, opowiesz mi o swoim problemie, a ja odbędę zajęcia z dzieciakami.

April patrzy na niego pytająco.

-Ach, tak. Potrzebne mi to do mojej pracy, którą piszę- tłumaczy nauczyciel- Z resztą za długo by opowiadać. Zgadzasz się na taki układ?
- Podoba mi się- uśmiecha się dziewczyna- Może spotkajmy się od razu po zajęciach.
- Dobrze. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.

April się odwraca i uśmiecha. Lubi go. Chciała porozmawiać o sobie z kimś kto jej wysłucha. Psycholog jest dobrym wyborem. Inną historią już jest to, że to także pociągający mężczyzna. Steven za to odprowadza dziewczynę wzrokiem. Miło się z nią rozmawia. Chyba ją lubi. To chyba nic złego. Może przyjaźnić się z uczennicą. Jednak czy spotkanie poza szkołą jest właściwą decyzją? Chyba tak, przecież to w ramach pracy.

***

- Tony, musisz się przyłożyć- radzi mu pan Davis- Powiedziałeś, że jesteś gotowy narysować pracę semestralną. Ale nie wydaje mi się, żeby to było to.
- Będzie dobre. Obiecuję.
- Okej. Powiesz mi po co tu przyszedłeś? Bo wyraźnie nie dla sztuki. Mam rację?