środa, 12 listopada 2014

Episode 38: I call it Life


***
Dwa tygodnie później Noise otrzymuje wiadomość, że następna bitwa jest przewidziana na pierwszy weekend po Nowym Roku. Ekipa nie ma żadnych wieści od swojego lidera. Dean od tamtej afery nie pojawił się też w szkole. Jego przyjaciele zaczynają się o niego martwić.

- Myślę, że powinniśmy ciągnąć zapałki- odezwała się nagle Kate.
- Co?- spojrzała na nią Jo.
- No co?- rozłożyła ręce- Żadne z nas nie wie co się z nim dzieje, a nawet jeśli się dowie to nie wie jak się zachować i co powiedzieć. Dla żadnego to niezbyt komfortowa sytuacja. Ale trzeba to jakoś rozwiązać. Musimy kogoś wybrać.
- Powinienem być to ja- odezwał się Tony- Ale już próbowałem. Nie chce ze mną gadać.
- Tak szczerze to najbardziej należą mu się wyjaśnienia od Rose- oceniła Cassie.
- Cash!- upomniała ją Jo.
- No co?!
- Nie- odezwała się w końcu Rose- Ona ma rację. Dean zasługuje na więcej... o wiele więcej niż dostał kilka dni temu.
- Jak dla mnie- wtrącił się Win- Za bardzo dramatyzujecie. Nie jest przecież babą. Przełknie to.
- Co ty możesz o tym wiedzieć?- Kate rzuciła mu wrogie spojrzenie- Nie byłeś w takiej sytuacji.
- Skąd wiesz?
- Spokój- zarządziła Jo- Musimy jakoś do niego dotrzeć. Bo, nie wiem jak wam, ale mi wydaje się, że on nie zna całej waszej historii.
- Zareagował strasznie- posmutniała Rose- To do niego niepodobne. Zupełnie jakbyśmy zrobili coś na jego oczach.
- Myślę, że to wina Alice- rzuciła Cassie.

Wtedy wszyscy na nią spojrzeli. Postanowiła mówić dalej.

- Rozmawiałam z Deanem tego dnia. Był u mnie. Wypytywał o Rose i...- zatrzymała się na chwilę.
- I?- poganiała ją Kate.
- Jej rzekomą zdradę- dokończyła.
- Powiedziałaś mu coś?- zapytała Jo.
- Nie. Oczywiście, że nie.
- To skąd wniosek, że to Alice mu coś powiedziała?- dociekał Tony.
- Opowiadał mi jej wersję, waszej bójki- spojrzała na Rose- I brzmiała tak jakbyśmy to my ją zaatakowały.
- To nie prawda- oburzyła się dziewczyna- Może i pierwsza ją popchnęłam, ale to co mówiła było okropne.
- My to wiemy. On nie. I prawdopodobnie wierzy jej.
- Więc? Co robimy?- zacierał ręce Win.
- Myślę, że powinniśmy najpierw pogadać z Alice?
- No tak- westchnęła Jo- Tylko kto to zrobi?
- Ja- zdecydował Tony.
- Racja. W końcu był między wami mały epizod- skomentował z uśmiechem Win.

Rose spojrzała na niego z zażenowaniem. Tony tylko pokręcił głową.

- Zawsze otwierasz gębę kiedy nie trzeba- przewróciła oczami Kate.
- Ostatnio nie narzekałaś.
- Nie zniosę go dłużej- wstała od stolika- Idę na lekcję. Dziewczyny?
- Jasne- odpowiedziała Jo i wszystkie wyszły ze stołówki.
- Musisz?- spojrzał na niego Tony.
- Nigdy go nie lubiłem. Nie będę udawał, że mu współczuję.
- Czasem się zastanawiam czy ty w ogóle masz uczucia- pokręcił głową.

Wtedy Win zaczął przyglądać się na pupę jednej z uczennic.

- Mam uczucia- odezwał się nie odrywając wzroku od dziewczyny- W tej chwili nawet całkiem sporo.

***


Ostatnie zajęcia pana Shane'a w tym roku. Każdy z uczniów miał zrobić własnoręcznie, prezent dla osoby, którą wylosował. Nauczyciel jest ciekawy co jego uczniowie mogli wymyślić.

- Okej. To kto chce zacząć?
- Ja- zgłosiła się Tina.
- Proszę bardzo.

Dziewczyna wstała i stanęła na środku sali.

- Osobę, którą wylosowałam jest Derek. Jak wiecie kojarzy się on wszystkim z tym, że ciągle jest głodny. Tak więc dzisiaj do lunchu jako deser dostaniesz czekoladowy tort, który sama upiekłam. Wesołych świąt Derek!
- Okej. Świetny pomysł Tina- uśmiechnął się Steven- Może przestanie podjadać na moich zajęciach. Kto następny? Może lećmy po kolei. Tina wylosowała Dereka, więc teraz jego kolej. Zapraszam.
- Okej. Ja wylosowałem Kate i jedyne co mogłem dać ci w prezencie to oczywiście najnowsze słuchawki od BeatBounce. Jeszcze nie ma ich na rynku, ale mam swoje dojścia. Są jedyne w swoim rodzaju, bo sam zaprojektowałem wzór. Wesołych Świąt Kate!
- Super!- krzyknęła Kate i przytuliła kolegę- A więc- westchnęła- Ja wylosowałam Wina. Jak wszyscy wiemy jesteś chłopakiem, który może kupić sobie bardzo wiele. Ale są rzeczy nie do kupienia. Dlatego napisałam dla Ciebie utwór. Jest nagrany na tej płycie. Wesołych świąt!
- Wiedziałem, że mnie wielbisz- puścił do niej oko i wyszedł na środek klasy- Ja wylosowałem mojego ulubionego kolegę- uśmiechnął się szyderczo- Dean'a. Niestety nie ma go dzisiaj. Chciałem mu kupić bombę zegarową, ale Tony upomniał mnie, że to nie jest coś co chciałby dostać. Z drugiej strony to byłby dla mnie idealny prezent świąteczny. Szkoda, że Kate o tym nie pomyślała.
- Win?- upomniał go nauczyciel- Jak długo będzie trwała twoja przemowa?
- Sory. Już kończę. Nie mam przy sobie prezentu. Ale dostarczyłem go kanciapy, w której Dean i jego ekipa trenują. To nowe wzmacniacze. Są głośne jak cholera, bo sam w nich trochę poszperałem i ulepszyłem.
- Świetnie Win- pochwalił go Steven- Mama Deana zgłaszała mi, że go dzisiaj nie będzie. Wylosował Jo i powiedział, że prezent przekaże Ci osobiście, jak tylko będzie mógł.
- Jasne. Nie ma sprawy- uśmiechnęła się dziewczyna- Więc teraz moja kolej. Powiem, że dla tego gościa- wskazała na Tony'ego- znaleźć odpowiedni prezent to istna męczarnia. Zawsze mogłam kupić ci nowe buty. Buty zawsze się sprawdzają. Ale chciałam, żeby to było coś wyjątkowego- mrugnęła do Rose- i się udało. Dostajesz ode mnie album a właściwie kronikę. Zapełniłam już kilka stron zdjęciami i podpisami o tym co się do tej pory wydarzyło. Jednak jest tu o wiele więcej miejsca. Mam nadzieję, że cały będzie zapełniony wspomnieniami z liceum. A może nawet twoimi rysunkami. Wesołych świąt Tony!
- Dzięki- ucałował ją chłopak- A mój prezent jest przeznaczony dla Josha. Stary, wiem, że grasz trochę na bębnach, więc załatwiłem ci przesłuchanie. Paru moich znajomych chce utworzyć zespół i jestem pewien, że cię potrzebują. Tu masz namiary, no i gratis nowe pałeczki.
- Powinieneś jeszcze dorzucić notes i długopis, żebym już zaczął rozdawać autografy- zaśmiał się stając przed wszystkimi- Potem możecie się nie dopchać.
- Dobra, dobra- odezwała się Rose- I tak sławy Wina nie przebijesz.
- A chciałbym- lekko się do niej uśmiechnął- Dobrze, że się odezwałaś, bo właśnie ciebie wylosowałem. Dziewczyno, ile ja męczyłem siostrę, żeby mi pomogła coś wybrać- przewrócił oczami- Ale udało mi się znaleźć coś odpowiedniego. Co powiesz na nowego iPoda? Ma kilka fajnych gadżetów. Wiem, że biegasz ze swoim zwierzakiem. Nie pytaj skąd to wiem. Ale taki sprzęcik na pewno ci się przyda. A do tego masz tam nawigację i dodatkową obrożę z urządzeniem namierzającym. Więc jak ci zwierzak zwieje to i tak będziesz wiedziała gdzie jest. Przyjemne z pożytecznym. Wesołych świąt Rose!
- Ciekawe kto się wygadał, że mój pies czasem potrafi mi zwiać?- spojrzała na Jo i zwróciła się do Josha- Wielkie dzięki! Pomysłowe i z pewnością mi się przyda. Ja wylosowałam April- stanęła na środku sali- Mój prezent to własnoręcznie namalowany portret. Twój i Natalie. Wzorowałam się na zdjęciu, które mi dała, ale myślę, że wyszło całkiem fajnie. Wesołych świąt!
- Jeju! Dziękuję!- przytuliła ją dziewczyna- Z kolei ja sprawiłam prezent mojej koleżance z portretu. Natalie. To jest kaszmirowy sweter z wstawkami i szyciami mojego projektu. Wesołych świąt!
- Czego się mogłam spodziewać jak nie ciuchów?- zaśmiała się- Zawsze wiedziałaś co mi się podoba. Dziękuję! A jak wiadomo mi pozostała Tina. Wiem, że chcesz zostać malarką. A więc poszperałam trochę w internecie i kupiłam składniki aby zrobić... uwaga... farby olejne. Napracowałam się trochę i mam nadzieję, że będą się do czegoś nadawały. Wesołych świąt Tina!
- Dzięki wielkie. Postarałaś się. Pewnie tymi farbami namaluję swoje pierwsze arcydzieło.
- Okej dzieciaki- Steven klasnął w dłonie- Spisaliście się świetnie. Każdy z was dał coś z siebie, jedni mniej, drudzy więcej, ale każdy się postarał. Bardzo mi się to podoba.
- Chwila moment- odezwał się Win- Przecież został ktoś jeszcze.
- Słucham?
- Jedna osoba nie dostała prezentu- odezwała się Jo.

Nauczyciel patrzył zmieszany na każdego z uczniów po kolei. Cała grupa zaczęła się podnosić z miejsc. Josh wziął gitarę i zaczął grać dźwięki "Last Christmas". Klasa zaczęła śpiewać i chwytać się za ręce. Po chwili utworzyli krąg, w środku którego stał pan Shane. Każdy szeroko się uśmiechał i z radością śpiewał ten utwór. Steven kręcił się w koło, nie wiedząc na kogo patrzeć. Łzy zakręciły się mu w oczach. Nigdy nikt nie zrobił dla niego takiego występu. W żadnej szkole nie doznał takiej sympatii od swoich uczniów. Ten moment napawał go szczęściem i dumą, że stworzył coś tak ważnego wśród młodych ludzi. Jedność, przyjaźń, szacunek, wsparcie i miłość. Zaczął przytulać ich wszystkich po kolei. Kiedy piosenka się skończyła Kate postanowiła się odezwać:

- Dziękujemy za poświęcony nam czas panie Shane. Za rozmowę, za dobre rady, za życzliwość...
- Za wytrwałość i cierpliwość- dodała Tina.
- Za zrozumienie- rzucił Derek.
- Za ciepłe słowa- odezwała się Jo.
- Za pomoc w ciężkich chwilach- dodał Tony.
- Za poprawę humoru po całym tygodniu ciężkiej pracy w szkole- skomentował Josh.
- Za poruszanie trudnych tematów i możliwość ich zrozumienia- uśmiechnęła się Natalie.
- Za próbę wpojenia w nas tego, co w życiu jest najważniejsze- odezwał się Win.
- Za przekazane wartości- dorzuciła Rose.
- Za to, że mogliśmy się tu co tydzień spotykać i uczyć nawzajem się słuchać- dodał Tony.
- Za to, że jesteś- zakończyła April.
- Wesołych świąt!!!- krzyknęli wszyscy razem.

Stevenowi zaczęły płynąć łzy. Do tego z jego twarzy nie schodził uśmiech. Nie wiedział czy zdoła wydusić z siebie nawet małe dziękuję. Ta chwila jest jedną z najlepszych jakie tu przeżył. Zdecydowanie.

- Dzieciaki...- odezwał się w końcu, lecz po chwili przerwał.

Cała grupa zaczęła się śmiać. Nauczyciel również.

- Tak- kręcił głową- Zatkało mnie niesamowicie- wziął oddech i się wyprostował- Taki prezent dostałem pierwszy raz w życiu i kurcze powiem wam... Super uczucie! Nic tak nie cieszy człowieka, jak to, że został doceniony przez innych. Nic nie cieszy tak nauczyciela, jak uznanie w oczach jego uczniów. Dziękuję wam bardzo! To bardzo dużo dla mnie znaczy. Cieszę się, że mogłem tu być dla was. Może nie jestem do końca człowiekiem, którego opisaliście, ale to tylko oznacza, że będę się starał nim być. Cieszę się, że udało nam się stworzyć tak wspaniałą grupę. Cieszę się też, że wynieśliście coś wartościowego z tych zajęć. Cieszę się, że nasze spotkania były dla was świetnym przeżyciem i ciekawym sposobem na spędzenie wolnego czasu. Cieszę się, że mogłem z wami pracować. Nie! Nie pracować. Współpracować! Bawić się, rozmawiać, śmiać, smucić, żartować. Naprawdę. To co tutaj stworzyliśmy jest bardzo ważne. To co czujemy do siebie nawzajem jest jeszcze ważniejsze. Ale najważniejsze jest to, że tego co tu się wydarzyło- spojrzał na wszystkich po kolei- Nikt wam nie odbierze.
- Pan Shane Najlepszy Nauczyciel na Świecie!- krzyknął Derek.

Cała klasa zaczęła się śmiać i po chwili skandowali razem z kolegą. April spojrzała ciepło na Stevena. On skinął głową i się uśmiechnął.

***

Charlie codziennie odwiedza Andy'ego. Spędzają czas na czytaniu książek, oglądają filmy, grają w gry planszowe, uczą się, rozmawiają, żartują, chodzą na spacery. Jednak dzisiaj Andy zachowuje się dość dziwnie. Prawie nie ruszył obiadu. Później gdy oglądali film, ciągle patrzył w okno.

- Powiesz mi o co chodzi?- zapytała wprost Charlie.
- To znaczy?
- Jesteś jakiś nieobecny. Mam wrażenie, że nie ma z tobą kontaktu. Coś się stało?
- Dostałem serce- rzucił bez emocji Andy.
- Co?!- wytrzeszczyła oczy dziewczyna- Kiedy? Jak?
- Dziś rano dostałem telefon. Mogę mieć przeszczep za miesiąc.
- To świetna wiadomość- podniosła się Charlie- Dlaczego dopiero teraz mi to mówisz?
- Bo to nie jest świetna wiadomość.
- Nie rozumiem.
- Mówiłem Ci, że to wiąże się z ryzykiem- spojrzał na nią.
- Pamiętam. Zgodność tkankowa, odrzut. Mogą być komplikacje. Ale chyba najważniejsze, że masz to serce, nie?
- Lekarz powiedział mi dokładnie na czym stoję- westchnął- Mam 20 procent szans na przeżycie. Muszę zdecydować czy podejmuję to ryzyko i poddam się operacji.
- Andy...- podeszła do niego i usiadła mu na kolanach- Nawet gdyby szansa była jedna na milion. To zawsze warto jest wierzyć, że się uda. Wiara, nadzieja... pozytywne myślenie. One dają siłę. Dzięki nim możemy przetrwać wiele trudności i ciężkich chwil.
- Nie wiem jak to robisz, że zawsze myślisz pozytywnie.
- Bo w nas wierzę- spojrzała mu w oczy- Bo chcę, żeby wszystko było dobrze.
- Wiesz, że nie zawsze jest- Andy też patrzył na nią- Musisz się liczyć z tym, jakie są fakty. Musisz się liczyć z tym, że za miesiąc... może mnie nie być.
- Nie mów tak- jej głos stał się bardzo cichy- Nie zostawisz mnie. Nie wierzę, że los dał mi ciebie tylko po to, żeby za chwilę mi cię odebrać. To co mamy- łza zaczęła jej spływać po policzku- My... To ma jakiś większy sens- przytuliła się do niego- Na pewno.
- Obyś miała rację- wyszeptał.

***

-Będę tęskniła za panem Shane'em- stwierdziła Kate, wychodząc z przyjaciółkami ze szkoły.
- Ja też- westchnęła Rose.
- To pewne, że już nie będzie uczył?- zapytała czekająca na nich Cassie.
- Kilka dni temu złożył rezygnację- wyjaśniła jej Jo.
- Z tego co wszyscy o nim mówicie, to jest naprawdę spoko gość- skomentowała kuzynka- Szkoda, że nie będę miała okazji bliżej go poznać.
- My żałujemy, że już go nie będziemy widzieć. Te zajęcia były naprawdę super. Nie wierze, że tak szybko się skończyły- dodała Kate- W sumie to nawet nie wiem kiedy semestr się skończył. Sporo się  przez ten czas wydarzyło.
- Jak debiut Jo w teatrze- rzuciła Rose- Albo twój obóz dla dj'ów.
- Twoja sesja z Tonym i wystawa Dean'a- przypomniała Cassie.
- Ciąża Natalie- rzuciła Kate.
- A to co stało się z Jackie?- skomentowała Jo- Wydawałoby się, że to kiedy zapraszała nas na swoją pierwszą imprezę, było zaledwie wczoraj.
- Dokładnie- dodała Rose- Nieźle się porobiło.
- Hej- odezwała się Cassie- Mam pomysł. Co wy na to, żeby spędzić dzisiejsze popołudnie razem, hm? Poopowiadacie mi co się po kolei działo. Bo do tej pory znam tylko kawałki kilku historii a reszty muszę się domyślać.
- No tak. W końcu będziesz się tu uczyć- stwierdziła Kate- Musisz znać wszystkie szczegóły.
- Co racja to racja- stwierdziła Jo- Nawet ja nie jestem w stanie tego wszystkiego ogarnąć. A co dopiero ty.
- No to co?- wtrąciła Rose- Gdzie idziemy?
- Proponuję mój dom- uniosła palec w górę Kate- Pasuje?
- Jak najbardziej- przytaknęła Cassie.
- No i super. Idziemy!
- Chyba nie mamy nic do gadania- Rose szepnęła Jo na ucho i obie zaczęły się śmiać.

***

Alice zbiegła szybko po schodach jak tylko usłyszała dzwonek do drzwi. Od tamtej afery Dean przychodził do niej codziennie. Czasem Alice wpadała do niego pod głupim pretekstem, żeby jeszcze częściej się z nim widzieć. Przychodziła kiedy upiekła ciasto albo kupiła nową rzecz na wyprzedaży. Albo kiedy zepsuł jej się zegarek a nawet długopis. Dzisiaj postanowiła ruszyć na przód ze swoimi uczuciami. Chce powiedzieć przyjacielowi co do niego czuje i przekonać go, że bycie z nią jest najlepszą, rzeczą w życiu jaka mu się mogła przytrafić. Chwytając za klamkę wzięła głęboki oddech i po chwili dowiedziała się jak bardzo jej był potrzebny.

wtorek, 2 września 2014

Episode 37: No matter what


 Tego wieczoru "Noise" dało świetny popis na parkiecie. Jury nie miało wątpliwości, kto wypadł lepiej. Wszystkie wyszukane tricki i niespodzianki wprawiły widownię w zachwyt. A tancerze czuli się pewnie i swobodnie, wiedząc, że na sali są ich przyjaciele i fani. Druga drużyna nie miała żadnych szans. Zostali pokonani, ale powinni być w pewnym stopniu dumni z tego, że zostali wyeliminowani przez tak dobrą ekipę. Dean i jego paczka, po skończonej walce podziękowali rywalom za pojedynek. Zazwyczaj przegrani zmywają się z klubu nie chcąc słuchać ciągłych docinek na temat porażki. Jednak Dean postanowił to zmienić.

- Hej ludziska!- krzyknął, gdy już wbił się na konsolę- Dzięki, że jesteście tu dzisiaj z nami.

Na sali rozległy się okrzyki, brawa i gwizdy. Panował niezły chaos.

- Spokój tam na dole!- kontynuował z uśmiechem- Chcę też podziękować ekipie, która się z nami zmierzyła. Brawa dla Movers!

Widownia zaczęła buczeć i rzucać obelgi. Dean podniósł rękę do góry na znak, żeby przestali. Nastała cisza.

- Wyluzujcie- uspokajał tłum- Chyba nie do końca łapiecie o co tu chodzi. Ten turniej ma promować przede wszystkim taniec. Nie agresję. Ja jestem fanem tańca i jestem tancerzem. Moja ekipa też. Tak samo jak Movers. Wszyscy jesteśmy tu po to, żeby pokazać i zarazić was naszą pasją. Mam tylko jedną prośbę. Przyjmijcie nas miło- spojrzał na lidera rywali- Nas wszystkich. Hej Terry! Zbieraj swoich i usiądźcie z nami.

Ludzie w klubie spojrzeli po sobie. Na początku nie wiedzieli jak na to zareagować. Rose postanowiła coś z tym zrobić.

- Noise!- krzyknęła i wszyscy odwrócili się ku niej. Kiedy poczuła, że ma ich uwagę postanowiła ruszyć dalej- Movers! Noise! Movers!

Jo, Brian, Cassie, Kate, Win i nawet Alice podłapali ten rytm i przyłączyli się do dziewczyny. Następni byli tancerze z ekipy Dean'a. Potem dołączyli się członkowie Movers. Widownia również przyłączyła się do skandowania. Dean popatrzył na Rose i wyszeptał "Dzięki". Ona odesłała mu lekki uśmiech.

***
Rodzice Dylana przyjęli Natalie do swojego domu z ogromną radością. Pani van Beckhoven przyszykowała górę jedzenia i stertę czasopism dla młodych mam. Natalie zaczęła płakać.

- Złotko- odezwał się pan Beckhoven- Dobrze się czujesz?
- Najlepiej na świecie- wydusiła przez szloch.
- Jest bardzo zmęczona- skomentował Dylan- Chyba powinna się położyć.
- Oczywiście- przytaknęła matka- Pokażę ci twój pokój, a kolację przyniosę za chwilę.
- Dziękuję- uśmiechnęła się lekko dziewczyna.

Kiedy Dylan został z ojcem sam na sam, ten spoważniał.

- Wiesz, że to duża odpowiedzialność.
- Wiem, tato.
- Na pewno jesteś na to gotowy?
- Wiesz dobrze co do niej czułem. Nadal czuję.
- To zrozumiałe- westchnął ojciec- Jednak nie wiem czy jesteś do końca świadomy, że przez następne kilka lat nie będziesz mógł być zwykłym studentem. Zero imprez, zero kumpli, zero rozrywek. Tylko Natalie, dziecko i praca. To może być przytłaczające dla młodego człowieka.
- Chyba pozostaje mieć tylko nadzieję, że dam radę- uśmiechnął się lekko i ruszył do jadalni- Zwłaszcza, ze mam was.
- A ja mam nadzieję, że takie pozytywne myślenie cię nie opuści- pomyślał ojciec.

***
Charlie się obudziła. Wyjrzała za okno. Było już ciemno. Spojrzała na Andy'ego. Spał. Postanowiła delikatnie wyślizgnąć się z jego uścisku.

- Gdzieś się wybierasz?- zapytał otwierając oczy.
- Myślałam, że śpisz.
- Od 2 godzin tylko rozmyślam.
- Nad czym?
- Nad sobą. Nad tobą. Nad nami- spojrzał na nią czule i jego głos zadrżał- Myślałem, że nie wrócisz.
- Ja też- przyznała ze smutkiem- Ale zrozumiałam, że muszę, bo cię...
- Nie kończ tego zdania- przerwał jej zdecydowanym tonem i po chwili złagodniał- Proszę.
- Dlaczego?
- Nie chcę tego wiedzieć.
- Andy?
- Nie możesz tego robić- spojrzał na nią- Nie możesz mnie kochać. Nie mogę pozwolić, żebyś mnie kochała- wziął oddech- Jeśli coś mi się stanie będziesz strasznie cierpiała. Stracisz coś ważnego. Nie mogę ci zabrać tego uczucia wraz z sobą. Nie mogę. Rozumiesz?

Dziewczyna spojrzała na niego, potem za okno. Podniosła się i znów spojrzała w te jego ciemnoszare oczy.

- Chcesz, żebym była przy tobie, ale nie darzyła cię uczuciem? To nie ma sensu.
- Może i nie. Ale mimo wszystko potrzebuję twojej obecności.
- Zdajesz sobie sprawę, że to jest nie fair? Zrzucasz na mnie swój ciężar, dzielisz się sekretami, spędzasz ze mną czas, przytulasz, całujesz... Robisz to żeby ci było lepiej. Kim dla ciebie jestem? Pocieszeniem? Zabawką?
- Dobrze wiesz, że to nie tak.
- A jak?
- Charlie- popatrzył na nią ze smutkiem- Jesteś najcudowniejszą istotą, jaką w życiu poznałem. Nie chcę żeby moja choroba cię niszczyła. Nie wybaczyłbym sobie jeśli musiałabyś przeze mnie cierpieć.
- I dlatego mnie od siebie odpychasz? Chociaż chciałbyś mnie mieć przy sobie?
- Mniej więcej. Mam na uwadze w tej chwili twoje dobro.
- Dziękuję. Ale nie ty mnie do siebie przyciągnąłeś. Sama cię odszukałam. Sama tu przyszłam. Sama chciałam przy tobie zostać. Więc możesz chcieć, żebym odeszła, ale i tak tego nie zrobię.

Chłopak spojrzał w sufit. Charlie przyglądała się mu chwilę. Myślała nad tym, żeby wyjść. Ale wtedy dopiąłby swego. Nie mogła na to pozwolić, więc przytuliła się do niego.

- Kocham cię Andy- wydusiła.
- Och, Charlie- głos mu się załamał, a łza spłynęła po policzku.

***

Movers świetnie się bawili w towarzystwie Noise i ich przyjaciół. Już prawie zapomnieli o tym, że przegrali pojedynek. Może stracili szansę na wygraną, ale zyskali fajnych kumpli. W pewnym momencie koło ich stolików pojawia się wyczekiwany przez wszystkich tancerz.

- Siema Zack- krzyknął w jego stronę Dean.

Wtedy Rose obróciła głowę i zobaczyła przed sobą bardzo przystojnego chłopaka. Miał ciemne proste włosy i ciemnobrązowe oczy. Ubrany był w drogie, markowe ciuchy. Jak się na niego patrzyło miało się wrażenie, że jego ubranie układa się na nim idealnie. Jego włosy były idealne. Rysy twarzy również. Nawet to jak stał wyglądało... idealnie. Jakby się dłużej zastanowić to tak większość kobiet mogłaby wyobrazić sobie ideał mężczyzny. Z tych rozmyślań wyrwał ją dźwięk jego głosu. Był aksamitny, ale zarazem zdecydowany. Wprost... idealny.

- Imponujące- skomentował, gdy stanął bliżej nich wraz z kilkoma kolegami.
- Mówisz o układzie?- podniecił się lider.
- O tym co tu się dzieje. O atmosferze.
- Prawie zawsze tak to u nas wygląda- uśmiechnął się Dean- Na treningach też jest nieźle.
- Słyszałem o kilku waszych akcjach.
- I pewnie przypadły ci do gustu, co?
- Raczej tak. Są w moim stylu. Ale zastanawia mnie jedno- spojrzał na Rose- Laska sprawia, że więcej się dzieje, ale z wami nie tańczy. Nie zasłużyła, żeby być w ekipie?
- Laska ma imię- odezwała się Rose i zmroziła go spojrzeniem.
- Właśnie o tym mówię- puścił jej oko i rzucił uśmiech, który to lodowate spojrzenie roztopił- Masz w sobie ogień. Takie miejsca cię rozpalają i determinują. Już po twojej solowej bitwie zrobiło się o tobie głośno. Dzisiaj też coś się działo przed bitwą- uśmiechnął się szerzej- No i po. Stary- zwrócił się do lidera- Nie łapię tylko, czemu jej nie chcesz?

Dean nie wiedział co ma odpowiedzieć. Popatrzył na Rose, ona spojrzała na niego, a potem na Tony'ego. Chłopak przyglądał się nowemu i z miejsca go nie polubił. Bo niby za co miał go lubić? Za to, że jest arogancki czy za to że bajeruje jego dziewczynę?

- Ja...- zaczął Dean i rzucił co pierwsze mu przyszło do głowy- Nie werbuję pierwszaków.
- Ja jestem pierwszakiem- rozłożył ręce Zack- Przykro mi.
- Jesteś przecież 3 lata starszy.
- Jestem pierwszakiem na studiach- zaśmiał się lekko.
- Miałem na myśli, że nie młodszych od siebie- próbował się ratować Dean.
- Jestem młodszy- uśmiechnął się znowu- Duchem. Czuję się po prostu jakbym miał kilka lat mniej.

Na twarzy Deana i jego ekipy widać było zmieszanie. Zack i jego koledzy dobrze się bawili. Ciągle się śmiali.

- Daj sobie z nim spokój- wkurzyła się Rose- Pogrywa z tobą i jeszcze się napawa dumą- spojrzała na Zacka- Myśli, że jest pępkiem świata i bez niego nikt nie da rady.
- Bo to prawda- uśmiechnął się do niej i zwrócił do Deana- O której jutro próba?
- 17- odpowiedział z lekkim niedowierzaniem lider- Będziesz z nami tańczył?
- Jeśli ona tam będzie- rzucił jej ostatni uśmiech- Na razie.

Kiedy Zack i jego koledzy oddalili się do baru, Dean spojrzał pytająco na Rose. Od razu załapała o co mu chodzi.

- Nie ma mowy.
- No mała- odezwała się Gina- Daj spokój.
- No chyba was pogięło- oburzyła się.
- Nie wymagamy od ciebie wielkiego poświęcenia- odezwała się Jenna- Polubił cię i chce się zaprzyjaźnić. Czy to coś złego? Ja bym dużo dała, żeby chociaż chciał ze mną pogadać.
- Patrzył na nią jak na kawałek mięsa- odezwał się w końcu Tony i podniósł z miejsca.

Wszyscy śledzili jego ruchy. Tak jak się spodziewali, ruszył za Zackiem. Rose przestała na chwilę oddychać, nie wiedząc co się wydarzy.

- Hej- rzucił do Zacka- Nie powinieneś tak traktować ludzi.
- Słucham?
- Dobrze słyszałeś.
- Nie podskakuj, bo się rozmyślę. A wtedy twój kumpel nie będzie zadowolony.
- Myślisz, że mi na tobie zależy? Chcesz tańczyć w ekipie? Tańcz. Nie chcesz? To nie tańcz. Rób co chcesz, ale trzymaj się od niej z daleka.
- Aha. Tutaj zabolało- Zack szyderczo się uśmiechnął i popijał piwo. Tony zamówił whiskey i chciał się oddalić.

- Ona nie jest dla ciebie- rzucił  po dłuższej chwili Zack.
- Powtarzaj to sobie- podszedł i szepnął mu do ucha Tony- Codziennie przed lustrem.

***

Dean wpadł do Alice z samego rana. Postanowił jeszcze raz pogadać z przyjaciółką o wczorajszej bójce z Rose.

- Mówiłem ci już, że wyglądasz jak wystraszony kurczak?- oparł się o futrynę w jej pokoju.

Dziewczyna podniosła się i zaczęła palcami czesać włosy. Tylko lekko się uśmiechnęła.

- Cześć- powiedziała w końcu- Coś się stało?
- Nie. To znaczy tak- usiadł obok niej na łóżku i wskazał obite miejsce na jej twarzy- Chcę pogadać o tym co działo się wczoraj.
- Wiem- spuściła głowę- Przesadziłam.
- Gadasz?- zaśmiał się lekko i po chwili spojrzał na nią poważniej- Chcę wiedzieć co tam dokładnie się wydarzyło. Wywnioskowałem tylko tyle, że sprzeczałaś się z Cassie a biłaś z Rose. Jak do tego doszło?
- Nie pamiętam co dokładnie mówiłam, ale ostrzegłam tę nową, żeby się na ciebie nie śliniła. A ona zaczęła się wściekać.
- Cassie?
- Tak- spojrzała na niego- A potem Rose chciała ją odciągnąć i rzucała w moją stronę obelgi.
- Rose?- zdziwił się Dean- To do niej nie podobne.
- Harvey- położyła rękę na jego ramieniu- Jeszcze tydzień temu powiedziałbyś, że jest najlepszą dziewczyną na świecie. A tymczasem widzisz co się dzieje.
- To nie ma z nami nic wspólnego.
- Właśnie, że ma- oczy jej zapłonęły- Zostawiła cię dla Tony'ego.

Te słowa uderzyły w niego z niespotykaną siłą. Wczoraj Alice też to mówiła, ale nie chciał jej wierzyć. Później obserwował tę dwójkę i nic nadzwyczajnego się nie działo. Czy to możliwe?

- Cassie powiedziała, że to ty go całowałaś. Z resztą Tony to babiarz i casanova.
- Właśnie. I to on pocałował mnie- skłamała- Byłam tak samo zaskoczona jak ty teraz. Nie wiem o co mu chodzi.
- Nie wierzę, że Tony mógł zrobić coś takiego.
- Tony?- zdziwiła się Alice- Jak Rose mogła ci to zrobić? Jest fałszywa i bezuczuciowa. Owinęła was sobie wokół palca i się wami bawiła.
- Nie wiem co o tym myśleć- zmieszał się.
- Zapytaj ją.
- Nie wiem czy to dobry pomysł- patrzył na niedokończone malowanie ścian w jej pokoju.
- Chyba najlepszy- przytuliła się do niego- Dasz radę. Masz przecież mnie.
- Wiem- uśmiechnął się do niej- Ty nigdy mnie nie zawiodłaś.

***
Rose przykleja kolejny plaster na swojej wardze. Nieźle się urządziła. Najpierw nielegalne graffiti, a teraz bójka. Zaczynam chyba powoli zmierzać w stronę marginesu społecznego- pomyślała. Po chwili dostała wiadomość:

" Wpadnij dziś do dziupli. Wiem, że Zack jest uciążliwy, ale dla mnie ważne jest, żeby go zwerbować. Mówiłaś, że nie chcesz zrywać ze mną kontaktu. Niech to będzie krok w stronę, żeby go utrzymać. Dean"

- Świetnie- powiedziała do siebie- Muszę się zakumplować z nieznośnym palantem, co prawda przystojnym, ale wciąż palantem, żeby nie stracić Deana. Tony będzie zachwycony- zaśmiała się nerwowo.

***

Win wpadł do domu Carterów na obiad. Po tym jak skończył oczarowywać Tiffany poszedł razem z Tonym do jego pokoju.

- Co zamierzasz zrobić z tym gogusiem?
- A możesz być bardziej precyzyjny?- spojrzał na niego Tony.
- No z tym pięknisiem, którego chce u siebie Dean.
- Zack.
- Dokładnie. Zack-Cudna Gęba.
- Czy ty aby nie jesteś zazdrosny?- zaśmiał się kumpel.
- Niby o co?
- Może o to, że znalazł się koleś przystojniejszy od ciebie.
- Nie ma takich. Dobrze o tym wiesz- powiedział z dumą Win i dodał- A nawet jeśli, to ty bardziej powinieneś się tym przejmować. W końcu ślinił się do twojej dziewczyny.
- Po pierwsze to nie ślinił się tylko rzucał chamskie komentarze, a po drugie ona nie jest moją dziewczyną.
- Ślinił się, nie ślinił, Nie ważne. Ważne, że włazi na twoje terytorium- zastanowił się- Czekaj coś ty powiedział? Dobrze słyszałem?! Rose nie jest twoją dziewczyną.
- Teoretycznie nie- wzruszył ramionami- Nie uporała się, a właściwie nie uporaliśmy się jeszcze z Deanem. Dopiero kiedy się o nas dowie będziemy mogli zachowywać się jak normalna para. Bez napięć i stresu, że ktoś może nas zobaczyć.
- No to załatw to z nim- powiedział bez uczuć Win- Dacie sobie po gębie i załatwione.
- Myślę, że Rose jest warta więcej niż jedna strzała.
- Czyli wnioskujesz, że dostaniesz od Deana niezły łomot?
- Całkiem możliwe.
- W co ona cię wpakowała?- zaśmiał się Win.
- Jakby nie patrzeć, sam się o to prosiłem.
- Fakt- przyznał mu rację i po chwili dodał- Skoro "teoretycznie" jesteś singlem to możemy lecieć na jakąś małą imprezkę. Hm?
- Może i możemy, ale nie chcemy.
- Ja chcę- uśmiechnął się szyderczo Win.
- Drzwi otwarte- wskazał mu ręką Tony.
- Czyli tak to będzie teraz wyglądać? Już koniec z naszym balowaniem? Teraz będziesz żył w celibacie?
- Kocham ją i jeśli tego będzie ode mnie wymagać- spojrzał poważnie na kumpla- To tak właśnie będzie.
- Dlaczego ja wam w ogóle pomagałem?- przewrócił oczami.
- Bo nie mogłeś patrzeć jak chodzę przybity? Bo mnie uwielbiasz? Bo chcesz żebym dostał od życia to co najlepsze? Bo chcesz patrzeć jaki jestem z nią szczęśliwy? Bo chcesz być drużbą na moim ślubie? Bo chcesz być ojcem chrzestnym moich dzieci?- mówiąc to coraz szerzej się uśmiechał.
- Ślub? Dzieci?! Czy ciebie już do reszty pogięło?
- Całkiem możliwe- śmiał się Tony, patrząc na minę Wina.
- Nie no- wstał i otrzepał, czyste jak łza, ubranie- Muszę się napić.
- Czemu?- uśmiechnął się szeroko kumpel- Boisz się, że ciebie też to czeka? Z Kate.
- Co się tak jej uczepiłeś?
- Bo chcę, żebyś przyznał, że ci się podoba. I wiem czemu. Jesteście identyczni. Pomijając to, że ona jest kobietą no i nie sypia z nowo poznanymi kobietami.
- Lepiej zajmij się sobą- odwarknął Win i ruszył do wyjścia.
- Nie uciekniesz przed tym- rzucił na koniec i powiedział do siebie- Choćbyś nie wiem jak próbował.

***

- Cześć Cassie- uśmiechnął się chłopak, gdy tylko otworzyła drzwi.
- Dean?