piątek, 18 stycznia 2013

Episode 9: Talkin' about Win



Godzina 13.00. Brian czeka na Jo w sali teatralnej. Ma nadzieję, że dziewczyna się zjawi. Widział ją dzisiaj na stołówce, ale nawet na niego nie spojrzała. A chce jeszcze raz z nią porozmawiać. Wtedy górę wzięły emocje a to nie wyszło im na dobre.

Jo wchodzi do sali pewnym krokiem. Stara się zachowywać jak najbardziej normalnie.

- Cześć. Wypożyczyłam „Makbeta”. Spotkałam panią Lewis i powiedziała, że coś z tego powinniśmy przerobić.
- Cześć Jo- zaczyna chłopak- Może zanim się zabierzemy do ćwiczeń to zrobimy coś innego?
Dziewczyna spojrzała na niego pytająco.
- Chyba powinniśmy porozmawiać, nie sądzisz?
- Sądzę- powiedziała podchodząc do przodu i stając zaledwie 30 centymetrów od niego. Patrzyła mu się prosto w oczy.

To trochę zaniepokoiło Briana. Miał już gotowy tekst, który chciał wyrecytować i szybko to wyjaśnić. Lecz gdy tylko się zbliżyła, zapomniał co chciał powiedzieć. Jej bliskość sprawiła, że jedyne o czym myślał to wziąć ją w ramiona i pocałować. Dziewczyna zobaczyła, że nie może wydusić z siebie słowa. Dlatego postanowiła pierwsza się odezwać.

- Pamiętam- zaczęła- Pamiętam każde słowo, które wypowiedziałeś. Każdą wspólną chwilę. Każde spojrzenie. Pamiętam jak dobrze się wtedy czułam. Ale pamiętam też to jak wpłynęła na mnie sytuacja z Melissą. Jak uderzyło, jak zabolało…
- Jo, naprawdę mi przykro- wydusił Brian.
- Niepotrzebnie- powiedziała dziewczyna- Gdybym nic nie czuła to by znaczyło, że nic dla mnie nie znaczysz. A skoro czuję, to znaczy, że jesteś dla mnie ważny.
- Ty…
- Wiem. Powiedziałeś mi to. Pamiętam. Ja też jestem dla ciebie ważna- wzięła oddech- Ale Melissa również. Dlatego nie rozwiążę tego problemu za ciebie. Nie rozkażę ci zerwać z nią kontaktu. Nie rozkażę poświęcić twoich przyjaciół dla mnie. Chcę abyś sam zdecydował czego lub kogo teraz potrzebujesz. Chcę abyś był sobą. Jeśli jednak coś robisz, pomyśl najpierw czy to może kogoś zranić. A jeśli okaże się, że tak, to zastanów się czy warto zagrać na czyichś uczuciach.
- Jo- zaczął Brian- Wiem, że źle zrobiłem. I za to cię przepraszam. Na razie chyba nie potrafię ci powiedzieć co jest między nami. Myślałem nad tym długo i cokolwiek bym nie postanowił ktoś by ucierpiał. A nie chcę, żebyś cierpiała. Nie chcę, żeby żadna z was cierpiała. Dobrze wiesz, że mnie od razu oczarowałaś. Stałaś się moją fascynacją, inspiracją, świetnie się z tobą czuję…
- Ale…
- Ale chyba się pośpieszyliśmy. Nie znamy się zbyt długo i przez szacunek do ciebie chcę w tym miejscu to zatrzymać. Nie zrozum mnie źle. Nadal chcę spędzać z tobą czas. Lecz może najpierw postaramy się zbudować relację opartą na wzajemnym poznaniu.
Dziewczyna nie do końca tego się spodziewała. Postanowiła jednak, że zaciśnie zęby i jakoś to zniesie.
- To wydaje się chyba najlepszym rozwiązaniem- zgadza się Jo.
- Wiem, że jedna rozmowa niczego nie załatwia. Ale musimy sobie jakoś z tym poradzić. Od czegoś zacząć. Mogę cię teraz przytulić?- proponuje chłopak.
- Nie- decyduje dziewczyna, chociaż bardzo by tego chciała- Tak będzie lepiej.
- Jasne. Rozumiem- mówi Brian, chociaż też bardzo tego pragnął- No to chyba możemy się teraz zabrać za utwór.
- Tak. Chyba tak. Bo robi się niezręcznie- uniosła kącik ust Jo, próbując się uśmiechnąć.

Oboje czuli się trochę dziwnie. Ale byli świadomi, że za szybko wszystko się potoczyło. Może z czasem dojdą do tego co naprawdę ich łączy. Lecz na razie muszą zacząć tę znajomość od nowa. Powoli, spokojnie, bez nagłych emocji. Czas pokaże czy warto było się w to angażować.

***

- Hej Dean, hej Rose- wita się Jackie.
- Cześć młoda- mówi chłopak.
- Gdzie się wybieracie?
- Właściwie to, do ciebie. Po poradę. A może raczej pomysł- odzywa się Harvey.
- No to macie mało czasu, bo zaraz mam zajęcia. O co chodzi?
- O nie!- wykrzykuje Dean- Ja też. Breakdance. A pierwszy prezentuję solówkę. Muszę się przebrać i rozgrzać.
- No to leć- pogania go Rose.
- Wyjaśnisz jej wszystko? Potem mi powiesz na co wpadłyście, ok?- pyta chłopak.
- Jasne. Idź już, bo cię Generał zabije- śmieje się dziewczyna popychając go w stronę korytarza.
Dean uśmiecha się do dziewczyn, odwraca i biegnie do szatni.
- Generał? Jaki Generał?- dziwi się Jackie.
- Długa historia- odpowiada Rose.
- O! A więc macie już długie historie. Czuję romansik w powietrzu- uśmiecha się szyderczo dziewczyna.
- Uspokój się. To mój kumpel. Lepiej mi pomóż, a nie się bzdurami zajmujesz.
- Dobrze już, dobrze. Co jest?
- Harvey ma projekt z fotografii. Musi zrobić sesję, która ma opowiadać jakąś historię. No i w tym problem, że nie ma pojęcia jaką.
-  Ciekawe zadanie. A kogo będzie fotografował? Zwierzęta, przyrodę, człowieka?
- Dwójkę ludzi. Chłopaka i dziewczynę.
- O! A wybrał już modeli? Bo bym się chętnie zgłosiła. To musi być niesamowite doświadczenie.
- Tak, już wybrał.
- Kogo?
- Nie wiem. Nie mówił mi- skłamała Rose, aby nie rzucać Jackie kolejnych podejrzeń co do ich „romansu”.
- Aha. No to jak to parka, to historia miłosna. Proste.
- Co wyście się tak uparli na tę miłość? Nie możecie wymyślić czegoś mniej banalnego- komentuje Rose- Na przykład przyjaźń.
- Przyjaźnić to się możesz z psem. Ale nie z facetem.
- A nie sądzisz, że to będzie nudne? Romantyczna historia w przepięknej scenerii. Nuuudaaa.
- Czy ja dobrze słyszę? Właśnie powiedziałaś, że miłość jest nudna? Chyba w życiu nie byłaś zakochana.
- Odczep się. Wyrażam tylko swoje zdanie.
- Okej. Nie denerwuj się. Pomyślmy. Co może byś interesujące?
- Mam!- wykrzykuje Rose.
- Co? Mów!
- Talent.
- Super. Ale jakbyś łaskawie rozwinęła tę wypowiedź to byłabym wdzięczna- uśmiecha się Jackie.
- Oj! Chodzi mi o wspólny talent albo hobby, które łączy dwoje ludzi o odmiennych poglądach.
- Mów dalej.
- Będą totalnie różni. Najpierw fotografie osobno. W ulubionych miejscach kiedy robią to co kochają. Potem się spotkają. A na zdjęciach tworzą harmonijną lecz kontrastową mieszankę. To może być całkiem fajne, nie?
- Ty to masz głowę. To strzał w dziesiątkę- uśmiecha się Jackie- Wcale mnie nie potrzebowałaś.
- Wręcz przeciwnie. Jakbyś mnie nie wkurzyła to bym na to nie wpadła.
Obie się śmieją.
- W takim razie zawsze do usług- mówi Jackie- Ale teraz to muszę lecieć na zajęcia. Na razie.
-  Dzięki. Zapamiętam. Pa.

Kiedy Jackie się oddala, do Rose podchodzi Win.

- A co ja mam zrobić, żebyś mnie zapamiętała?- zagaduje.
- Na początek możesz przejść się po korytarzu na rękach. Potem zobaczymy.
- Mogłaś wymyślić coś trudniejszego. Przecież wiesz, że jestem w stanie to zrobić.
- Mogłam ci kazać przejść po suficie. Ale stanął byś jak wryty i wtedy nie miałabym czasu na ucieczkę- mówiąc, odwraca się i idzie w kierunku swojej szafki.
- Ale nie kazałaś. Jak chcesz to zrobię to na jutrzejszej randce- krzyczy Win w kierunku odchodzącej dziewczyny.
- Zapomnij- odpowiada Rose, nie odwracając się.
- Jeszcze się zdziwisz- pomyślał chłopak.

***

-Hej Jen- wita się April.
- Czego chcesz?
- Niczego. Tak pogadać.
- A o czym?
- No może o tym, że doszły mnie słuchy jak tak mała cię potraktowała podczas lunchu.
- I co? Przyszłaś się ponabijać?
- Kuszące. Ale nie dzisiaj. Tak się składa, że ona też działa mi na nerwy. I chcę ją trochę przytemperować- uśmiecha się do Jennifer- A zakładam, że ty z chęcią też się na niej odegrasz.
- Jasne. Ośmieszyła mnie przed Tonym. Co proponujesz?
- Spójrz- wskazuje na Rose rozmawiającą z Winem- Coś mi się wydaje, że nasza dziewczynka ma słabość do przystojniaka.
- W sumie to nie ona jedna. Cała szkoła do niego wzdycha- odpowiada jej Jennifer- Więc co dokładnie chcesz zrobić?
- Umów się z nim. Niech w całej szkole o tym gadają. To powinno dać jej nauczkę.
- To by mogło się udać. Tyle, że mamy mały problem. Natalie umawia się z Winem. Nie mogę jej tego zrobić.
- Spokojnie. Powiem jej o naszym planie. Na pewno nie będzie miała nic przeciwko –skłamała.
- Skoro tak, to wchodzę w to. Mała się dowie, kto tu naprawdę się liczy.
- Świetnie- uśmiecha się April- Naprawdę świetnie.

***

Po zajęciach Natalie łapie Tony’ego przed wyjściem ze szkoły. Martwi ją sytuacja pomiędzy nią a Winem. Chce się czegoś dowiedzieć. A najwięcej może jej powiedzieć jego najlepszy kumpel.

- Możemy pogadać?- zagaduje Natalie.
- Jasne. O co chodzi?
- Powiedz mi czy Win ma kogoś?
- Natalie…- zaczyna chłopak- Znasz go. On zawsze kogoś ma. Taki już jest.
- Wiem. Ale chodzi mi o to czy jest jakaś dziewczyna, którą się interesuje. Wiesz, tak na poważnie.
- Nic mi o tym nie wiadomo.
- Okej. Dzięki- odpowiada dziewczyna i chce się oddalić.
- Nat?
- Co?
- Daj sobie z nim spokój.
- Niby czemu?
- Bo on nigdy nie potraktuje cię poważnie, jeśli będziesz za nim biegać.
- To co twoim zdaniem powinnam zrobić?
- Nic. Zupełnie nic. Daj mu kilka wolnych dni. Pozwól mu, aby chociaż zatęsknił.
- Nie ma mowy. Wtedy rzuci się w ramiona innej.
- Dobrze wiesz, że i tak to zrobi. Ja ci tylko dobrze radzę.
- Dzięki. Ale poradzę sobie. Moje metody zawsze działają. Na razie.
- No jak uważasz. Na razie.

Co on w sobie ma, że tak się ta dziewczyna dla niego poniża?- pomyślał Tony -Właściwie to większość się poniża. I oby to nie przeniosło się na Rose. Żadna dziewczyna nie zasługuje na takie traktowanie. Chyba będzie musiał z nim o tym pogadać.

***

Upragniony, ostatni w tym tygodniu, dzień szkoły. Piątek.

Kate przyszła parę minut wcześniej, aby mieć czas na układanie książek w swojej szafce. Na drzwiczkach przykleja plakat i ulubione zdjęcia. Do środka wkłada też zapasową parę słuchawek i ubrania na treningi. Kiedy kończy,  zagląda do swojego planu. Ma breakdance za 15 minut. Przed nią mają zajęcia drugoklasiści. Rozgląda się po korytarzu, aby zapytać kogoś o drogę do sali treningowej. Zauważa schludnie ubraną, wyprostowaną dziewczynę w okularach. Kujonica. Świetnie. Na pewno wie co gdzie jest.

- Hej, powiesz mi gdzie odbywają się zajęcia z breakdance?
- Jasne. Zaprowadzę cię jeśli chcesz. Jestem Charlie.
- Kate- przedstawia się nowa- Czemu rodzice dali ci męskie imię? Żeńskich zabrakło?
- Nie jest męskie- uśmiecha się dziewczyna- To skrót od Charlotte.
- Aaa. Trochę dziwny- komentuje Kate- Z resztą, nieważne. Gdzie ta sala?
- Niedaleko. Pokażę ci. Przy okazji spotkam się z Winem. Kończy zaraz trening.
- Z kim?
- Najpopularniejszy chłopak w szkole. Spotykamy się.
- Co?- z niedowierzaniem pyta dziewczyna- Jako para?
- Może jeszcze nie tak poważnie. Ale to zmierza w dobrym kierunku- uśmiecha się.
- Powiedz jeszcze raz, jak on ma na imię?
- Win. Win Chambers.
- Aha- Kate przypomniała sobie, że już go poznała. To dziwne, że taki laluś spotyka się z taką dziewczyną. Co to za szkoła?
- Hej! Idziesz?- pogania ją Charlie stojąc już parę metrów przed nią.
- Tak, tak.

***

Do Rose wczoraj zadzwoniła trenerka Richardson. Zaproponowała dziewczynie, że może przyjść dziś na zajęcia ze starszą grupą. Zobaczy jak się w niej czuje i czy poziom jej odpowiada. Rose postanowiła spróbować.

- Dzień dobry dziewczęta- wita ich nauczycielka- Miło was widzieć. Zanim zabierzemy się do rozgrzewki mała informacja. Macie nową koleżankę w grupie. To jest Rose. Dziś będzie z nami ćwiczyć. Przywitajcie ją ciepło, dobrze?
- Cześć Rose. Jestem Elena- wita się jedna z uczennic.
- Hej- odpowiada dziewczyna.

Za przykładem Eleny inne dziewczyny witają Rose. Natalie i April nie mogą zrozumieć, co ona tu robi. Przecież jest młodsza. To jakiś test albo sprawdzian ze strony pani Richardson? Czy może jej widzimisię?

- Przepraszam- zaczęła Natalie- Co robi z nami pierwszoklasistka?
- Ćwiczy.
- No tak. Ale przecież ma swoją grupę.
- Zgadza się. Ale postanowiłam to zmienić. Rose ma potencjał i może więcej się nauczyć tutaj. Dzisiejszy dzień jest tylko na próbę. Jeśli przetrwa…- uśmiechnęła się do dziewczyny- to zostanie tu na stałe.
- A to tak można?- pyta się Natalie.
- Prawniczką jesteś? Zamiast zadawać pytania lepiej się rozgrzewaj- zarządza pani trener.
- Jasne- od razu słucha się dziewczyna, wraca do grupy i mierzy Rose zimnym spojrzeniem.
- Dzisiaj dalej powtarzamy figury. Kombinacje będą w następnym tygodniu- mówi do grupy nauczycielka- I plan jest taki, że co 2 tygodnie będą treningi w parach. Piątkowe zajęcia będą łączone z zajęciami chłopców. To tyle ogłoszeń. Rozgrzewamy się! Solidnie!

***

Kate po szybkim prysznicu, jeszcze z lekko wilgotnymi włosami, biegnie na kolejną lekcję. Tym razem to śpiew. Dowiedziała się od Charlie, że sala jest w drugim skrzydle szkoły. Gdy wybiega zza roku wpada na kogoś i o mało nie upada. Poszkodowany łapie ją w ostatniej chwili.

- No ty to masz wejście, dziewczyno- odzywa się chłopak.

Kate podnosi wzrok i widzi przed sobą Wina.

wtorek, 15 stycznia 2013

Episode 8: Challenge



Rose zabiera swojego pupila na wieczorne bieganie. Jednak tym razem postanawia najpierw wpaść do Jo. Chce się dowiedzieć dokładnie co jest między nią a Brianem i o co chodzi z tamtą dziewczyną ze stołówki. Dziwna sprawa.
Dziewczyna dzwoni do drzwi swojej najlepszej przyjaciółki. Lecz otwiera je jej mama.

- Dobry wieczór, pani Morgan.
- Cześć Rose. Proszę wejdź do środka.
- Jestem z Kapitanem i jest trochę brudny. Lepiej będzie jak zostaniemy na zewnątrz. Jest Jo?
- Tak. Już ją wołam- uśmiechnęła się pani Morgan- Jo! Rose przyszła! Proszę zejdź na dół!- krzyczy z holu.

Jo schodzi po schodach. Wygląda normalnie. Jakby się nic nie wydarzyło. To chyba nie dobrze, bo oznacza, że jeśli mniej daje po osobie poznać tym mocniej ją to dotknęło.

- Hej. Co jest?- mówi Jo wychodząc z domu i siadając na schodach obok przyjaciółki.
- No, to ja się pytam co jest? Rozmawiałaś z Brianem?
- Tak.
- I?
- Nic.
- Jak to nic? Coś musiał powiedzieć, wyjaśnić.
- Niewiele.
- Jo, przestań. Mów co się działo.
- Nie męcz mnie, dobrze? Nie chcę o tym gadać. Przeszłość. Zamknięte. Zapomniane.
- Okej. Nie to nie- odpowiedziała Rose i spojrzała przed siebie- A więc podsumuję. Nie pamiętasz tego jak na ciebie patrzy. Co ci mówi i jak się uśmiecha kiedy cię widzi. Tego jakie połączenie czujecie kiedy rozmawiacie. Nie pamiętasz też tego, że macie podobne hobby i zainteresowania oraz, że świetnie spędzaliście razem  czas. Jeszcze nie pamiętasz jak ci mówił, że jesteś wyjątkowa i dla niego bardzo ważna. Jak ci pomagał rozwijać twoje umiejętności, jak się starał. A no i pocałunek. To wszystko nic- powiedziała stonowanym glosem- Rozumiem. W takim razie nic tu po mnie- Rose podnosi się i idzie w stronę bramy- Idę pobiegać z Jackiem.
- Rose?- powiedziała Jo drżącym głosem, wstała i ruszyła w stronę przyjaciółki.

Rose od razu się odwróciła i ją przytuliła. Wiedziała, że jak przypomni Jo rzeczy łączące ją z Brianem, ta od razu pęknie. I lepiej, żeby to zrobiła przed kumpelą niż przed całą szkołą.

- Wiesz, że jesteś zołzą? Zrobiłaś to specjalnie.
- To chyba oczywiste. Od tego się ma przyjaciół- uśmiechnęła się dziewczyna- A teraz powiesz mi co się stało? Czy mam ci jeszcze pogadać nad uchem?
-Nie, dziękuję. Powiem to w najkrótszym możliwym skrócie. Melissa to jego była dziewczyna a obecna przyjaciółka, lecz Brian ciągle jej się podoba. Nie powiedział jej o nas, bo nie chciał jej zranić.
- Pokręcone- stwierdziła Rose- Ale i tak zachowywał się jak idiota. Szkoda, że nie pomyślał jak ty się poczułaś, kiedy oni się tak świetnie bawili- skomentowała.
- To samo mu powiedziałam. I że byłam naiwna, że mu uwierzyłam. Potem szybko stamtąd pobiegłam. I gdyby mu zależało, ruszył by za mną. Ale tego nie zrobił. Więc muszę go sobie chyba odpuścić.
- Chyba potrzebny ci jest mały wykład- uśmiechnęła się- Kochana to jest facet. On nie myśli co powinien zrobić, albo co my dziewczyny oczekujemy, że zrobi. Dla niego wydawało się, że zrozumiesz dlaczego tak się zachował. Za to dla ciebie liczyło się, że powinien za tobą pobiec. Macie różne punkty widzenia- opisała ich dziewczyna- Ale to nie znaczy, że nie dojdziecie do porozumienia. Wystarczy powiedzieć czego się od tej drugiej osoby oczekuje. Tyle. Z niedomówień i słów wypowiedzianych pod wpływem chwili wynikają czasem błędne wnioski. Więc radzę ci, żebyś z nim porozmawiała. Spokojnie i szczerze. Tylko wtedy dowiesz się czy watro w to brnąć dalej czy może dać sobie spokój.

Jo spojrzała na przyjaciółkę.

- Masz rację. Całkowitą rację- lekko uśmiechnęła się dziewczyna- Zawsze mi potrafisz pomóc. Jak ty to robisz?
- To proste. Patrzę na sprawę obiektywnie. Nie z punktu widzenia którejś ze stron. I po prostu wyjaśniam przyczynę problemu, a potem analizując wasze osobowości wymyślam dobre rozwiązanie. Trzeba stosować jedną, prostą zasadę. Odstawić uczucia na bok i kierować się rozumem.
- Ale nie zawsze się da pominąć uczucia. Kiedy jest coś tak dla ciebie ważne, coś co wpływa na ciebie, twoje samopoczucie, humor. To nie da się tego po prostu odrzucić.
- Ja potrafię. Dlatego nie mam takich problemów.
- Mówisz tak, bo nie byłaś w takiej sytuacji.
- I nie będę, bo nie daję uczuciom pełnej kontroli nade mną.
- Yhym. Zobaczymy- uśmiecha się Jo.
- Kochanie! Kolacja!- wychyla się zza frontowych drzwi pani Morgan- Rose zjesz z nami?
- Nie, dziękuję. Mama robi dziś lasagne i ciasto czekoladowe. Nie mogę tego przegapić. A żeby móc to zjeść to muszę trochę pobiegać- uśmiecha się dziewczyna.
- Jasne. Rozumiem- mówi mama Jo- Joanno, zaraz będzie tata. Jakbyś mogła…
- Oczywiście. Już idę- odpowiada mamie dziewczyna- Dzięki za rozmowę. Naprawdę się cieszę, że przyszłaś i mogłam to z siebie wyrzucić- mówi, żegnając Rose.
- Nie ma za co. Z resztą, wiem czego ja bym potrzebowała, gdybym była na twoim miejscu- powiedziała i przytuliła przyjaciółke-  Tak teoretycznie, bo w praktyce to przecież niemożliwe.
- No tak. Kobieto bez uczuć- zaśmiała się Jo- Do zobaczenia w szkole.
- Do zobaczenia.

Rose ruszyła truchtem w stronę bramy. Jack od razu pobiegł za swoją panią. A Jo przyglądała się biegnącej przyjaciółce, aż zniknęła za rogiem. Jest najlepsza- pomyślała- Najlepsza z najlepszych. Nigdy się od niej nie odwrócę. Zostaniemy razem na zawsze. A może i dłużej- spojrzała na zachodzące słońce, uśmiechnęła się i weszła do domu.

***

Win relaksuje się w jacuzzi i popija whiskey. Towarzyszy mu jego najlepszy przyjaciel. Dyskutują na temat zakładu.

- Dean zapisał nas już na zajęcie u Shane’a- odzywa się Tony.
- I dobrze. Szybciej się przekona, że nie ma ze mną szans.
- Wydaje mi się, że chyba jednak ma.
- Co ty pleciesz? Dean Har… Hariv… Haril… Jak on się w ogóle nazywa?
- Harvelle.
- No właśnie. Jakiśtam Dean Harvelle ma się równać ze mną?
- Tak tylko mówię. On ją zna. Często rozmawiają, opowiada jej dowcipy i ogólnie spędza z nią czas. A ty nie.
- Bo jest między nami pewna różnica. Taki ktoś jak on musi nad nią skakać i się podlizywać. A ja jedyne co muszę robić to być sobą. I świetnie mi to wychodzi- usmiecha się Win- Wystarczy, że ona zna mnie.
- Mówiłem ci już, że jesteś najbardziej próżną osobą jaką znam?
- Nie próżną, tylko…
-Świadomą swojej wartości- dokończa za niego Tony.
- Dokładnie.
- Masz taką wartość, że gdyby ktoś chciał cię kupić to złota by na świecie nie starczyło.
- Widzę, że mnie cenisz przyjacielu- śmieje się Chambers- Strzelam, że ten tekst jest z jakieś opery mydlanej.
- Tak powiedział Hilario do Miguela, kiedy się kumplowali. Potem się znienawidzili, bo obaj chcieli tę samą kobietę. Ostatni odcinek trzymał w napięciu, gdy Celestina powiedziała, że jest w ciąży. Ale nie wie z którym, a Jose poprosił ją o rękę.
- Wprost uwielbiam, kiedy przyjeżdża twoja ciotka. Tyle wnosi do twojego życia. Jestem pod wrażeniem.

Obaj wybuchają śmiechem. Po chwili, leżąca na blacie komórka Wina, zaczyna dzwonić. To Natalie.

- Tak?
- Hej co robisz? Może masz ochotę trochę zaszaleć?
- Wiesz teraz nie mogę. Przyszedł do mnie Tony i mu pomagam.
- W czym? Co mu jest?
- Ma problem. Nie przeszkadzaj nam, bo to ważne. Odezwę się jak będę wolny. Cześć- pozbywa się dziewczyny Win i odkłada telefon.
- Ja mam problem?- odzywa się Tony.
- Jasne i to bardzo poważny- uśmiecha się chłopak- Nie wiesz z kogo zabrać na przyjęcie mojego ojca z okazji jego kolejnych zaręczyn. I ja ci muszę doradzić.
- Twój ojciec się żeni? Gratuluję. To chyba fajnie, nie?
- Raczej nie- krzywi się kumpel- Nie po raz piąty. Nie znoszę tych spędów nadętych bogaczy i ich żon. Wiesz, że większość z nich miało przynajmniej po 3 śluby? W zarządzie jest ich 10, co daje 30 przyjęć zaręczynowych i 30 wesel. Tacy to potrafią znaleźć sobie rozrywkę. Nie ma co.
- Nie chcę nic mówić, ale jesteś taki sam. Z tym, że nie bierzesz jeszcze ślubów- śmieje się Tony.
- Bardzo zabawne. A tak serio to nie zostawisz mnie z tym stary, co? Sam tam nie wytrzymam.
- Jasne. Darmowa, świetna wyżerka i alkohol. Myślę, że to przeżyję. Kiedy?
- Za tydzień w sobotę. Jak będziesz wychodził dam ci zaproszenie dla dwóch osób.
- Okej- przytakuje kumpel- Zaprosisz Natalie?
- Nie ma mowy. Zaraz zwariuję od jej telefonów i czepiania się mnie w szkole.
- Ale przecież ci się podoba.
- Jest ładna. Ale nie jest dziewczyną, którą mogę przedstawić ojcu. Moja partnerka musi być delikatna, skromna, subtelna a przy tym zachwycająca i pociągająca. No i oczywiście mądra, żeby każdy mógł z nią porozmawiać o czymś interesującym. Bo nie da się cały wieczór stać i tylko uśmiechać.
- Myślę, że Natalie potrafi- nabija się Tony.
- Ja też- śmieje się Win.
 - To masz już kogoś konkretnego na myśli?
- Jeszcze nie. Ale mam na to ponad tydzień. Da się zrobić. A ty?
- Nie mam pojęcia kogo zabrać.
- Więc teraz widzisz, że masz problem- uśmiecha się Win- Nie mogłem opuścić cię w takiej chwili.
- Może zabiorę ciotkę Sylvię.
- O, tak! Wszyscy z chęcią dowiedzą się czyje jest dziecko Celestiny.
- Na pewno sam chciałbyś wiedzieć.
- Nie będę dziś mógł przez to zasnąć. Ta niewiedza mnie zabija.

Chłopcy zaczynają się śmiać.

***

- Kochana co ty robisz w kapciach?!- dziwi się Jennifer.
- Jestem w domu. W swoim pokoju. I zimno mi w stopy- odpowiada Natalie.
- Wychodzimy.
- Co? Gdzie? Z kim? I po co?
- Carmen robi przyjęcie. Dała mi dzisiaj zaproszenie. Podobno odbędzie się w jakimś ekskluzywnym klubie.
- To dlaczego ja nic o tym nie wiem?!
- Pewnie zapomniała ci powiedzieć.
- Ale o mnie nikt nie zapomina- przeraziła się Natalie.
- Może do niej zadzwonię i jej przypomnę- proponuje kuzynka.
- Wymieniłyście się już numerami? Kiedy? Jesteś tu dopiero od dwóch dni?
- Dzisiaj jak z nią rozmawiałam o weekendowym wypadzie do centrum handlowego.
- Czy ja dobrze słyszę? Umawiasz się z jedną z najbogatszych i najlepiej ubranych dziewczyn z mojej elity?
- Hej przestań. Co w tym złego? Możesz iść z nami.
- Mogę?!- zdenerwowała się Natalie- Oh, dziękuję. Potrzebowałam twojego pozwolenia.
- Nie wiem co cię ugryzło. Zrób sobie lepiej świetny makijaż, to ci pomoże. Ja zadzwonię do Car- mówi Jennifer wychodząc z pokoju.
- Zadzwonię do Car- przedrzeźnia ją Natalie- Przyjaciółeczki od pierwszego wejrzenia się znalazły.
Dziewczyna łapie za komórkę i dzwoni do April.
- Hej! Idziesz na przyjęcie do Carmen.
- Tak. A czemu pytasz? Myślałaś, że spędzę wieczór z tobą skoro nie dostałaś zaproszenia?
- Co?! Skąd wiesz, że nie dostałam?
- Wszyscy wiedzą. Carmen miała ograniczoną liczbę miejsc. Dzisiaj rozdała wszystkie wejściówki. I miała tylko jedno zaproszenie z nazwiskiem Lawrance. A skoro po pokazie wszyscy gadali tylko o Jen jej wybór był prosty.
- Wszyscy o niej gadają?!
- Zgadza się. Słyszałam, że Win też się tam wybiera. Podobno wpadła mu w oko.
- To jakieś brednie!- wykrzykuje Natalie- April musisz oddać mi swoje zaproszenie.
- Słucham? Chyba żartujesz!
- Czy ja wyglądam jak bym żartowała?!
- Skąd mam wiedzieć? Przecież cię nie widzę.
- O! No tak. Musisz tu szybko przyjechać i mi pomóc.
- Chyba mnie potrzebujesz, co?
- Tak i to bardzo.
- Okej- powiedziała z radością April- Zaraz będę.

***

Sam biega w parku. W pewnym momencie widzi biegnącą Rose i jej psa. Postanawia zagadać.
- Hej piracie i Kapitanie.
- Cześć Sam.
- Długo już biegasz? Wyglądasz na zmęczoną.
- Co? Niemożliwe. Niedawno zaczęłam.
- Tylko mówię jak jest. Może forma ci spada- nabija się chłopak.
- Ah, tak. To może masz ochotę się pościgać?- rzuca wyzwanie Rose.
- Dobra. Ale miej świadomość, że ta porażka cię zniszczy.
- Nie martw się o mnie. Pomacham ci z mety, żebyś nie czuł się źle.
- Ha, ha. To gdzie biegniemy?
- Mam pomysł. Będziemy biec za Jackiem. Tam gdzie on to i my.
- Okej. Podejmuję wyzwanie.
- Jack!- przywołuje psa dziewczyna- Teraz pobawimy się w policjantów i złodziei. Uciekaj!

Pies rusza jakby go goniło coś strasznego. Sam i Rose od razu ruszyli za Kapitanem. Dobrze im szło. Biegli równym tempem, lecz nie mogli dogonić Jacka. Po 10 minutach pies zatrzymuje się koło jeziorka. Odwraca głowę i spogląda na swoich towarzyszy. Oni też się zatrzymują, parę metrów dalej. Jack wygląda jakby chciał powiedzieć „Ciekawe co powiedzie na to?” i wskakuje do wody. Rose patrzy na Sama, a on na nią.

- Ja nie mam zamiaru przegrać- mówi chłopak.
- Ja też- odpowiada dziewczyna i popycha lekko Sama, aby go spowolnić. Potem rusza za psem.
- Oszukujesz!- krzyczy Sam rzucając się w pościg- Szykuj się na przyjęcie kary!

Cała trójka świetnie bawi się w wodzie. Rzucają Jackowi piłkę, nurkują i ochlapują się nawzajem. Śmiechom i radosnym okrzykom nie ma końca. Kapitan świetnie się czuje w towarzystwie Sama. Rose tak samo. Nagle chłopak łapie dziewczynę i bierze na ręce.

- Czy mi się wydaje, czy właśnie złapałem syrenę?- mówi patrząc na nią.
- No nie!- wykrzykuje dziewczyna- znowu jakiś straszny pirat. A gdzie mój książę z bajki?
- Ja jestem księciem i piratem jednocześnie. A do tego mam psa. Chyba nie jest najgorzej, co?
- Yyy… no wiesz- Rose patrzy się Samowi w oczy, dopiero teraz zauważa, że są bardziej niebieskie niż woda- Jakby ci to powiedzieć… Człowiek pirat i książe? Może i nie jest źle, ale nie mogę wyjść za człowieka z rozdwojeniem osobowości- śmieje się dziewczyna.
- Czy ty mnie właśnie obraziłaś?
- No, nie! I do tego głupi.

Oboje zaczynają się śmiać. Nie zauważyli, że Jack wyszedł już z wody i szczeka do nich z brzegu.

- Zachowuje się jak przyzwoitka. Nie podoba mi się to- uśmiecha się chłopak wynosząc dziewczynę z wody.
- To w końcu mój ochroniarz.
- Zapomniałaś dodać ulubiony.
Dziewczyna się uśmiechnęła, bo przypomniała sobie jak się z Samem poznali.
- Mój ulubiony ochroniarz- poprawiła się Rose.
- Mój ulubiony kompan do biegania- mówi chłopak.
- Mój też- śmieje się dziewczyna.
- Ale ja mówiłem o tobie- uśmiecha się Sam.
- O, dzięki.
- Bo wiesz, zawsze fajnie jest popatrzeć jak się zamęczasz, żeby mi dorównać.
- Och, ty!- dziewczyna uderza go lekko w ramię.
- Żartowałem. Tylko mnie nie bij. Naprawdę świetnie spędza mi się z Tobą czas.
- Mi też- odpowiada Rose i zaczyna trochę się trzęść z zimna.
- Zimno ci? Trzeba było dać się pokonać to byś nie była teraz mokra.
- Ja nigdy się nie poddaję- wyprostowała się dziewczyna.
- No dobrze już, dobrze. Waleczna kobieto. Ale chyba powinnaś już wracać. Możesz się przez to przeziębić. Jak chcesz to cię odprowadzę.
- No dobra. Ale to nie będzie spacerek. Pobiegniemy.
- Z tobą nigdy nie ma łatwo- wzdycha chłopak.

***

Charlie jak co wieczór przygotowuje rzeczy na kolejny dzień. Wszystko musi mieć zaplanowane i w idealnym porządku. Kiedy kończy wskakuje do łóżka i wyciąga z szafki pamiętnik.

„Kochany pamiętniczku,
Dzisiaj spędziłam cały poranek z Winem. To było świetne. Tak przystojny i popularny chłopak jest mną zainteresowany. Fajnie, że mamy o czym pogadać. Myślę, że on też mnie lubi. Ale teraz to mam problem. Przecież jest jeszcze Brian. On też mnie lubi. Tylko którego teraz wybrać. Liceum jest świetne. Może niedługo będą się o mnie bić. Tak. To by była scena jak z filmu. Obaj zakochani we mnie i walczą o moja uwagę. A głupie, popularne dziewczyny się nie liczą. Po prostu świat idealny.”

Dziewczyna się rozmarzyła co do tego jak wygląda w oczach tych chłopaków. Oby się tylko nie zawiodła, bo to źle się może dla niej skończyć. Powinna mniej się przejmować innymi ludźmi i brać tak wszystkiego do siebie. Niektóre rzeczy, które nie znaczą dla kogoś nic, ona obdarza wielką wagą. Ciekawe gdzie ją takie nastawienie doprowadzi.

***

Kolejny dzień.
Natalie była wczoraj na przyjęciu Carmen razem z April i Jennifer. Nie było tam Wina i Tony’ego, jednak i tak się dobrze bawiły. Królowa już zapomniała, że była zła na kuzynkę i znów odepchnęła April. Siostry Lawrance przyjeżdżają do szkoły.

- Idziemy znaleźć chłopaków?- odzywa się Jennifer.
- Najpierw kawa. Potem faceci- decyduje Natalie.
- Podoba mi się kolejność- uśmiecha się kuzynka- Może do tego tiramisu?
- O 10 rano?
- Nie ważne, która jest godzina. Jeśli czegoś chcesz, to bierzesz bez względu na porę.
- Widzę, że moje nauki nie poszły w las.
- Nie. Wyruszyły prosto do bufetu- uśmiecha się Jennifer.
- To idziemy.
 Dziewczyny wchodząc do środka zauważyły Wina i Tony’ego. Postanowiły się do nich przysiąść.
- Cześć. Wolne?- pyta Natalie.
- Pytasz o miejsce czy moje serce?- zagaduje Win.
- Jedno i drugie.
- To tak i nie.
- Znaczy co?- pyta się szeptem Jennifer swojej kuzynki.
- Znaczy miejsce wolne a serce nie- wyjaśnia Tony z zażenowaną miną.
- Dobry dowcip- próbuje obrócić sytuację w żart Natalie- Co robicie w jutro? Bo robię imprezę nad basenem o 16.
- Mamy zajęcia- odpowiada Win.
- O tej porze?
- Dodatkowe. Z panem Shane’em.
- A no tak, zapomniałam. Przecież ja też- kłamie Natalie.
- Zapisałaś się? To dopiero będzie wyzwanie –śmieje się chłopak.
- Tak, już w pierwszym dniu szkoły- udaje dziewczyna- Chodź Jen. Mam sprawę do załatwienia. Na razie chłopaki- bierze kuzynkę pod rękę i wychodzi.
- Czy mi się wydaję czy sama się zmyła i nie musiałeś jej spławiać?- pyta Tony
- Nie wydaje ci się. Ale bardzo mi to pasuje- uśmiechnął się Win.

***

-Dzień dobry panie Shane- wita April przechodzącego nauczyciela.
- Dzień dobry April. I co rozmawiałaś z koleżanką żeby się zapisać na zajęcia?
- Jeszcze nie. Miałam dzisiaj to zrobić, ale nigdzie nie mogę znaleźć Natalie.
- Natalie? Natalie Lawrance?
- Tak. Zna ją pan?
- Właśnie przed chwilą była u mnie w gabinecie i się zapisała.
- Co?- dziwi się April- To dziwne. Nigdy nie robi niczego beze mnie.
- No to ty też się powinnaś zapisać.
- Tak. Z pewnością.
- To świetnie. Zapraszam jutro o 16.
- Oczywiście- uśmiecha się dziewczyna- A jak z pana orientacją w terenie? Bez problemu pan trafia do odpowiednich drzwi?
- Tak. Raczej tak. Dziękuję za pomoc.
- Polecam się na przyszłość.
- Zapamiętam. Do zobaczenia jutro.
- Do widzenia.

April czuje się naprawdę dobrze w towrzystwie tego faceta. Może z nim swobodnie rozmawiać i nie musi nikogo udawać. Po prostu zachowuje się naturalnie. I bardzo jej się to podoba, Ciekawe czy Natalie pozwoliłaby jej być sobą zamiast grać nadętą bogaczkę.

***

- Potrzebuję zrobić coś odlotowego. Bo zaraz oszaleję- żali się kumplowi Win.