niedziela, 21 lipca 2013

Episode 26: Robert



Natalie otwiera oczy i zastanawia się co jej się śniło. Wieczór, pukanie do drzwi, zaskoczenie... Dylan.
To był sen?- zapytała samą siebie, ale dobrze znała odpowiedź. Był tutaj. I to nie przypadkiem. Czyżby coś podejrzewał? A może po prostu się martwił. Cały Dylan.

Przemyślenia dziewczyny przerwał hałas dobiegający z kuchni. Natalie podniosła się i ruszyła na dół.

- Berta, wszystko w porządku?- zapytała służącą.
- Tak panienko Natalie. Dzień dobry. Śniadanie jest już gotowe. Zjesz w jadalni czy w pokoju?
- Nie jestem głodna. Napiłabym się wody.
- Tylko wody? Może chociaż soku albo mleka?
- Nie cierpię mleka.
- A to nowość- uśmiechnęła się Berta- Od kiedy?
- Od kiedy wywołuje u mnie chorobę żołądka.
- Źle się panienka czuje?
- Nie- odpowiedziała z wymuszonym uśmiechem.
- Coś jeszcze ci szkodzi oprócz mleka?
- Banany, jajka, ser, pomidory- wymienia po kolei licząc na palcach- no i czosnek. Strasznie cuchnie. Ostatnio nie miałam nawet ochoty na szarlotkę z lodami.

Berta przyjrzała się dokładniej Natalie. Była blada, ale zaokrąglona na buzi. Miała rozczochrane, ale wyglądające na zdrowsze włosy. Wyglądała na wyczerpaną, a zarazem zdrową.

- Co jest?- zapytała Natalie.
- Chyba wiem co ci dolega- uśmiechnęła się kobieta- Co powiesz na specjalny koktajl Berty?
- Co to takiego?- skrzywiła się dziewczyna.
- Magiczna mieszanka, dzięki której poczujesz się lepiej. Zaufaj mi.
- A co mi tam. Gorzej już nie będzie- usiadła przy stole i podparła twarz rękoma. Przyglądała się pracy Berty. Kobieta wrzucała do blendera oliwki, ogórek kiszony, cebulę, jogurt naturalny, sól, cukier i paprykę.
- Nie ma mowy, że to wypiję.

Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Berta postawiła szklankę przed nosem Natalie i poszła otworzyć. Dziewczyna przyglądała się tej "magicznej" miksturze z każdej strony. Zamieszała wszystko łyżeczką i postanowiła spróbować. O dziwo, nie było takie złe na jakie wyglądało. A można powiedzieć, że nawet smaczne.

Po chwili do kuchni wróciła Berta. A zaraz za nią wszedł Dylan.

- Cześć- przywitał się chłopak.
- Idę posłać łóżka- szybko zmyła się Berta, zanim Natalie zdążyła zareagować.
- Nie wiem dlaczego cię wpuściła- rzuciła dziewczyna.
- Ładnie dzisiaj wyglądasz- skomplementował Dylan.
- Och, proszę- przewróciła oczami Natalie- Jestem w pidżamie, umazana jakimś dziwnym koktajlem, z jednym kapciem na nodze i mopem na głowie. Zastanawiałam się czy nie zgłosić się do konkursu Miss Universe.

Chłopak zaczął się śmiać. Natalie mimo woli też lekko się uśmiechnęła.

- Widziałem cię w gorszym wydaniu- dodał.

Wtedy ich spojrzenia się spotkały. Faktycznie- pomyślała.

Natalie i Jennifer zeszłego lata spędzały wakacje w Alpach. Jazda na nartach, wspinaczki, kąpiele w gorących źródłach, imprezy w domkach górskich. To było coś odmiennego od leżenia plackiem na plaży czy picia drinków przy basenie w ekskluzywnych hotelach. Kuzynki uwielbiały śnieg oraz związane z nim zajęcia i atrakcje. Bawiły się oczywiście w towarzystwie bogatych dzieciaków, których rodzicie sponsorowali im takie wyjazdy. Z zewnątrz widziano ich jako rozpuszczoną grupę nastolatków, ale prawda była taka, że rodzice chcieli upchnąć gdzieś swoje pociechy, aby mieć czas na swoje rozrywki. Nawet jeśli kosztowało to ich duże pieniądze.
Dylan nie był jednym z nich. Jego rodzice nie byli biedni, ale nie posiadali też willi z basenem. Nie stać ich było, aby zafundować swojemu synowi taki wyjazd. Jednak Dylan bardzo chciał jechać w góry na wakacje. Dlatego zatrudnił się w jednym z ośrodków jako instruktor jazdy na snowboardzie. I tak poznał Natalie. Kolejną bogaczkę, która chciała nauczyć się jazdy na desce. Wtedy tak myślał. Okazało się, że dziewczyna szybko się uczy i bez reszty swojej paczki jest nawet...hmm... sympatyczna. Czas spędzony przy nauce pozwolił im lepiej się poznać. Polubili się. Na jednej z lekcji Natalie wywróciła się i stoczyła po stoku jak kulka. Gdy Dylan znalazł ją na dole, wyglądała jak zmokły bezdomny, który cudem przeżył huragan. Zgubiła czapkę i gogle. Kurtkę miała poszarpaną. Włosy tak mokre, jakby ktoś wylał na nią wiadro wody. Rozciętą wargę i skręcony nadgarstek. Z deski pozostała tylko środkowa część.Ta, do której przytwierdzone były buty. Tak, to jest to gorsze wydanie. Jej widok sprawił, że chciał ją przytulić i już nigdy nie puścić, żeby nic złego ją więcej nie spotkało.

- Mogę się przysiąść?- zapytał.
- Skoro musisz.
- Mogę prosić o coś do picia.
- Czy wyglądam na służącą?- zapytała unosząc brew.
- Nie- chłopak się uśmiechnął- W takim razie wypiję to co ty.
- Życzę powodzenia. To nie jest zbyt smaczne.
- To po co to pijesz?
- Bo muszę.
- Czemu?
- Przyszedłeś tu, żeby się pytać o to co piję z rana i dlaczego?
- Nie.
- A więc po co?
- Mówiłem wczoraj. Będę tu przychodził aż ze mną porozmawiasz.
- Przecież rozmawiamy.
- Ale nie o tym co jest istotne.
- Posłuchaj- westchnęła Natalie i spojrzała mu prosto w oczy- To co jest ważne dla ciebie, nic nie znaczy dla mnie. Ok?
- Dlaczego tak się zachowujesz?
- Zachowuję się jak zawsze.
- Traktujesz mnie jak przedmiot.
- Wydaje mi się, że to nie pierwszy raz i powinieneś się przyzwyczaić.

Po tych słowach Dylan wyprostował się i spojrzał przez okno. Wrócił myślami do jednego, ale jakże pamiętnego wieczoru w górach. Była impreza. Goście i pracownicy bawili się razem w jednym z domków. On i Natalie wymieniali częste, lecz krótkie spojrzenia. Czuli coś do siebie, to oczywiste. Chłopak zrobił pierwszy krok. Zabrał ją na spacer. Godzinami rozmawiali, śmiali się, patrzyli w gwiazdy, tarzali w śniegu. Wtedy Natalie zauważyła mały domek wśród drzew i pobiegła w jego stronę. Chłopak pobiegł za nią. Weszli do środka. Wyglądał na opuszczony, ale było w nim przytulnie. Dylan nazbierał drzewa i rozpalił w kominku. Natalie znalazła im jakieś koce i usiedli przy ogniu, aby się ogrzać. Cały ten wyjazd, wspólnie spędzony czas, ten moment. Wszystko to miało znaczenie. Tu, teraz, w tej chwili. Kiedy zaczęli się całować, nie mogli przestać. Natalie nigdy nie czuła niczego podobnego. Chodź miała wielu chłopaków, ta noc była chyba najlepszą w jej życiu. A Dylan? Nie mógł wyobrazić sobie, lepszego, pierwszego razu. Piękna dziewczyna i romantyczny domek w górach.  Myślał, że tak już pozostanie. Na zawsze. Był taki szczęśliwy i... tak bardzo się mylił. Następnego dnia do ośrodka dołączyli znajomi Natalie z jej szkoły. A w tym (prawdopodobnie) jej chłopak, Win. Był przystojny, ładnie ubrany, arogancki, a przy tym obrzydliwie bogaty. Natalie szybko urwała kontakt z Dylanem i przestała brać lekcje snowboardu. Cały swój czas spędzała ze znajomymi i zachowywała się tak, za jaką wziął ją na początku. Bezduszną i rozpuszczoną bogaczkę. Był zraniony i do końca wyjazdu męczył się patrząc na Natalie i Wina. Coś mówiło mu, że nadal się dla niej liczy. Czasem złapał jej smutne spojrzenie i chciał coś zrobić. Lecz ona znikała wśród bogaczy i pochłonięta była zabawą.
To nie była pierwsza sytuacja, kiedy tak postąpiła. Spotkali się jeszcze raz. Tu, w Nowym Jorku. Przyjęcie, na którym pojawiła się wraz z koleżanką. Nazywała się Jackie. Ciągle za nim chodziła i się oferowała. Wiecie co mam na myśli. Jednak Dylan widział tylko, tę niebieskooką, czarnowłosą piękność. Natalie, gdy tylko go zobaczyła, wystraszyła się i od razu ruszyła do baru. Gdy ją znalazł, była totalnie pijana. Jackie także. Wtedy Natalie się otworzyła i chciała z nim porozmawiać. Jednak jej stan nie do końca na to pozwalał. Dylan zabrał ją do hotelu. Kiedy poczuła się lepiej, zaczęła opowiadać o tym wyjeździe w góry. Oboje przypomnieli sobie, jak było im dobrze. To sprawiło, że znów siebie pragnęli. Stało się. Znowu. Dylan miał mieszane uczucia co do tej nocy. Jednak Natalie, wiedziała co robić. Pożegnała go zimno i powiedziała, żeby wyjechał, bo nie chce go więcej widzieć. Chłopak nie mógł sobie darować, że znów to zrobiła. Teraz postanowił, że nie da za wygraną. Odnajdzie ją, dowie się gdzie mieszka, gdzie się uczy. Będzie przy niej, aż przyzna, że jej go brakuje. Że go potrzebuje. Że chce z nim być.

- Jednak tym razem, chyba do mnie nie dotarło- uśmiechnął się i wstał- Wpadnę jutro.

Natalie patrzyła jak odchodzi. Nie wiedziała co o tym myśleć. Postępowała z nim tak, bo uważała, że jest słaby. Załamie się i wróci skąd przyszedł. Zostawi jej wspaniałe i bogate życie. Jednak jest inaczej. Jest silny. Bardzo silny. Tego u niego nie znała. Zaskakuje ją tak jak wtedy, w górach.
Dziewczyna podniosła się z krzesła i podeszła do wielkiego lustra. Obejrzała się od góry do dołu i stwierdziła, że niejedną osobę by dziś wystraszyła.

- Ładnie dzisiaj wyglądasz- powiedziała do siebie i się uśmiechnęła.

***

Kate wylądowała w Londynie. Myślała, że tylko w Nowym Jorku ludzie ciągle się spieszą. Myliła się. Złapała pierwszą lepszą taksówkę.

- Dzień dobry. Na Lincoln Street 71.
- To spory kawałek stąd. Może trochę zająć- odpowiada taksówkarz.
- Nie szkodzi- uśmiechnęła się Kate.

Potem chwyciła za komórkę i zadzwoniła do Rose i Jo.

- I jak tam jest?- zapytała Rose.
- Szczęśliwie doleciałam, nie zgubiłam bagażu, nikt mnie nie porwał i samochód też mnie nie przejechał. Dzięki, że pytasz.
- Nie zrzędź- dodała Jo- Jesteś już u Matta?
- Właśnie jadę i od razu daje wam znać. Żadnych telefonów przez najbliższe trzy godziny.
- Zapowiada się solidne powitanie- śmieje się Rose.
- Też byś takie planowała, jakbyś nie widziała tyle czasu Deana- komentuje Jo.
- Albo Tony'ego- dodaje Kate.
- Jesteś za oceanem a i tak dajesz popalić- śmieje się Rose- Jak się od ciebie uwolnić?
- Nie da rady- śmieje się Kate i dodaje- Odezwę się później.
- Pewnie. Baw się dobrze- rzuca Jo.
- Tylko nie za dobrze. Nie chcę jeszcze zostać ciocią- docina jej Rose.
- Chciałam powiedzieć, że będę tęsknić, ale chyba zmieniłam zdanie- zaśmiała się Kate.
- My też cię kochamy- dodaje Rose.
- Pewnie. Trzymaj się- żegna się Jo.
- Na razie wariatki.

Dziewczyna rozłącza się z uśmiechem na ustach. Uwielbia te dziewczyny. Zawsze ją wspierają, a do tego potrafią być nieznośne. Pozytywnie nieznośne. Doceniają jej talent i razem z nią cieszą się z tego wyjazdu. Zawdzięcza im bardzo dużo. Im i komuś jeszcze. Winowi. Nie wie dlaczego, ale od wylotu z Nowego Jorku nie może przestać o nim myśleć. Dlaczego zachował się tak... jak się zachował. To do niego niepodobne. Takie życzliwe i... niesamolubne.

- Jak się pani podoba Londyn?- spytał taksówkarz, żeby zacząć rozmowę.
- Nigdy tu nie byłam, ale może mi się spodobać.
- Na stałe?
- Słucham?
- Czy przyjechała pani na stałe?
- Nie. Na dwa tygodnie.
- Odwiedziny?
- Coś w tym rodzaju.
- O! Widzi pani ten budynek?
- Ten z wielkimi oknami?
- Tak- przytaknął taksówkarz- Mój syn tu pracuje. Solidna firma. Amerykańska.
- Jak się nazywa?
- Chambers Sold.

Kate uśmiechnęła się szeroko. Win- pomyślała- Nawet jak go nie ma, to i tak tu jest.

- Zna pani tę firmę?
- Tak.
- Stary Chambers to niezła szycha. Jednak rzadko tu przyjeżdża. Jego syn miał dzisiaj przylecieć, ale wypadło mu coś ważnego. Ten młody zapowiada się na biznesmana wszechczasów. Ludzie mówią, że szybko przebije swojego ojca.
- Znam tę rodzinę. Mój ojciec przyjaźni się z właścicielem. A ja z jego synem.
- Pewnie- zaśmiał się mężczyzna- A ja jestem Królowa Elżbieta. Ha, dobre. Przyjaźni się z młodym Chambersem.
- Sugeruje pan, że kłamię?
- Złotko. Ci ludzie, to arystokracja. Jeśli ktoś ich zna to już może czuć się wyjątkowy. Oni nie przyjaźnią się z kimś od tak sobie.
- Tak się składa, że Win nie przyjechał tu ze względu na mnie. Poprosiłam go, żeby został w Nowym Jorku.
- Oj, wy dzieciaki- pokręcił głową taksówkarz- Macie wybujałą wyobraźnię.
- Niech pan lepiej skupi się na drodze- odpysknęła Kate.

Zdziwiło ją, jak rodzina Chambersów jest tu postrzegana. Wyniesieni na piedestał jak rodzina królewska. Niech Elżbieta lepiej uważa, bo jeszcze koronę jej odbiorą- zaśmiała się w duchu Kate.

***

- Co będziemy dzisiaj robić?
- A leżenie w łóżku to nie wystarczająca rozrywka?

April obróciła się w stronę Stevena i spojrzała na niego zawiedzionym wzrokiem.

- Okej. Zaraz coś wymyślę. Tylko przestań już tak patrzeć.
- Dobrze wiedzieć, że to działa- uśmiechnęła się dziewczyna.
- Teraz masz tajną broń, jakbyś chciała dostań nową parę butów.
- Nie chcę butów. Chcę ciebie- przygryzła wargę.
- Jestem cały twój- pocałował ją namiętnie.
- W takim razie, jeszcze zaplanuj coś ciekawego na dzisiaj i będę całkowicie szczęśliwa.
- Ta noc nie wystarczyła?- uniósł brew Steven.
- Jakoś nie za bardzo ją pamiętam- przewróciła oczami, udając znudzenie.
- Zaraz sobie przypomnisz- schował się pod kołdrę i pociągnął ją ze sobą.

Po wyczerpującej, ale nie mniej nudnej powtórce, April postanowiła wziąć prysznic. Steven podniósł się i odpalił komputer. Wszedł na stronę z biletami samolotowymi i wykupił 2, na wieczorny lot.

- Co robisz?- zapytała dziewczyna wchodząc do pokoju.
- Pakuj się. Jedziemy do najpiękniejszego miejsca jakie znam.

April popatrzyła na niego i lekko się uśmiechnęła.

- A tak na serio?
- Myślisz, że żartuję? Nic z tych rzeczy- wziął walizkę z szafy i zaczął wrzucać ubrania- Chciałaś coś robić i robimy. Lecimy dzisiaj wieczorem.
- Ale gdzie?
- Tajemnica.
- Chyba zwariowałeś.
- Tak. Na twoim punkcie- podszedł i ją pocałował.
- Mam mokre włosy- stwierdziła dziewczyna- miną godziny zanim stąd wyjdę, pojadę do domu i się spakuję.
- Jak dla mnie, możesz lecieć z mokrymi włosami i bez ubrania.
- Zawsze wiedziałam, że z psychologami jest coś nie tak- zaśmiała się April i wróciła do łazienki.

***

- Dzień dobry. Tu Brian. Mogę prosić do telefonu Jo.
- Jo! Telefon do ciebie!- krzyczy pani Morgan.

Po chwili dziewczyna podnosi słuchawkę.

- Halo?
- Hej. Powiedz, że nie masz na dzisiaj planów.
- Nie mam na dzisiaj planów.
- Świetnie. Weź kartkę i długopis.
- Po co?
- Weź.
- Ok. Mam.
- Pisz. Śpiwór, koc, trapery, dresy, kurtka przeciwdeszczowa, termos z kawą, kanapki, latarka, czapka, spray od komarów, strój kąpielowy, ręcznik.
- Zgaduję, że zalało ci dom i nie masz gdzie mieszkać, co jeść i w co się ubrać.
- Chciałbym. To lista dla ciebie. Jak to spakujesz przyjeżdżaj do mnie.
- Ponieważ?
- Ponieważ mojej mamie zaświeciła dziś lampka "zacieśnianie więzi rodzinnych na łonie natury". Co oznacza wypad na biwak nad jezioro, ognisko, łowienie ryb i łażenie po górach.
- Wow! Nieźle- śmieje się dziewczyna.
- Nie nieźle, tylko źle. Dlatego cię potrzebuję.
- Nie wiem czy to dobry pomysł -zastanowiła się- W końcu sam powiedziałeś, że to zacieśnianie więzi rodzinnych. A jakbyś nie zauważył to nie jestem członkiem waszej rodziny.
- To się tylko tak nazywa. Jedzie też rodzina Melissy.
- Oczywiście- westchnęła Jo.
- Dlatego chcę, żebyś jechała- powiedział stanowczym tonem- Ostatnio błądziliśmy. Jednego dnia było dobrze, drugiego gorzej. Taki wypad może dobrze nam zrobić. I chcę, żebyś wiedziała, że chcę tam być z tobą. A nie z nią.

Jo uśmiechnęła się mimo woli.

- Okej.
- Super. Jak się spakujesz to możesz śmiało wpadać. Bo trochę nam zajmie umieszczenie wszystkiego w samochodzie.
- To ile nas będzie?
- Moi rodzice, Tony, Ty, ja, Melissa i jej rodzice. W sumie ósemka. Ale są jeszcze wolne 2 miejsca. Może Rose i Kate chciałyby pojechać?
- Kate własnie wylądowała w Londynie. Niedawno z nią rozmawiałam. Ale zapytam Rose.
- Okej. To ja czekam. Na razie.
- Pa.

Dziewczyna nie czekając długo wykręciła numer przyjaciółki.

- Tak?
- Szukamy dziewcząt, które chciałyby wystąpić w magazynie dla panów. Widzieliśmy pani ostatnią sesję i bez ubrania prezentowałaby się pani niesamowicie. Czy mamy przysłać fotografa?
- Czy mam przyjść i osobiście uderzyć cię w czoło?
- Na pewno by pomogło- śmieje się Jo.
- Niedawno rozmawiałyśmy, a ty już się stęskniłaś. Co jest?
- Potrzebuję cię na dzisiejszy dzień. I pewnie noc.
- Czy to jakaś propozycja?- śmieje się Rose.
- Owszem- powiedziała niskim głosem Jo i sama zaczęła się z siebie śmiać- A tak na serio. Jedziemy na biwak.
- Oho.
- I to dzisiaj.
- Co ty dzisiaj brałaś? Bo w co drugim zdaniu pleciesz głupoty.
- Nie. teraz mówię na serio. Rodzina Briana organizuje biwak. I nas zaprosili.
- Coś tu kręcisz. Mnie nie znają, więc...- zastanowiła się Rose- jak to możliwe?
- Dobra- westchnęła Jo- Brian zaprosił mnie. A ja pomyślałam o tobie.
- Tony jedzie?
- Nie wiem.
- Jo?
- Dobra- westchnęła znowu- Jedzie.
- No to ja podziękuję za udział w programie pod tytułem "Niezręczna sytuacja".
- Proszę. Zrób to dla mnie.
- Przestań. A do czego ja ci jestem potrzebna?
- Melissa też jedzie.
- Gadasz?!
- Do tego z rodzicami.
- No to widzę, że to raczej program "Witajcie teściowie".
- Właśnie. A ty pomożesz go zmienić na "Żegnajcie teściowie, witajcie Morganowie".
- Zaczynasz łapać moje metafory- skomplementowała ją Rose.
- To znaczy, że mi pomożesz?
- Nie wiem. Chciałam dziś spotkać się z Deanem.
- To bierz go ze sobą. I po problemie.
- Nie mogę, bo dzisiaj mają próby w kanciapie. Dean powiedział, żebym wpadła na godzinę, może dwie. Później idzie z mamą do tej Alice i jej mamy. Mają im w czymś pomóc, także nie ma za dużo czasu. A wieczorem, do późna, znowu mają trening.
- Rose, nie chcę cię martwić, ale podejrzewam, że twój chłopak coś ściemnia.
- Że co?
- Mówisz, że muszą dzisiaj ostro trenować? Do późna?
- Zgadza się. Przed nimi ważny turniej.
- I na tych próbach ma być cała ekipa?
- Zgadza się.
- No to powiedz mi jak Tony będzie jednocześnie rozpalał ognisko nad jeziorem i trenował z ekipą w kanciapie?
- Cholera!
- Spokojnie. Może coś przekręciłaś, albo źle zrozumiałaś.
- Zaraz się dowiemy. Oddzwonię.
- Tylko nie wyżywaj się na nim.
- Co ty tak się o niego troszczysz?
- No wiesz, każdy może popełnić błąd.
- Chyba trochę za dużo tych błędów.
- Mówię tylko, żebyś nie była zbyt krytyczna i ostra.
- Nie rozumiem.
- Pomyśl. Jak Dean zrobi coś źle, ty od razu się obrażasz, wybuchasz i odsuwasz od niego. Jednak jeśli robi to Tony, jesteś zła, ale tylko przez chwilę. Potem miękniesz i od razu mu wybaczasz. Nie oceniam cię, ale masz inny stosunek do Deana a inny do Tony'ego.

Zapadła cisza.

- Rose?
- Jestem. Oddzwonię.

Dziewczyna odłożyła słuchawkę.

Jo ma rację. Cholera, czemu ona tak dobrze mnie zna?- zapytała samą siebie- Jest jedna osoba, która z pewnością będzie wiedziała co zrobić. Tak, to jest to.

***

Jackie od rana biega po centrum handlowym ze swoimi przyjaciółkami. Wybierają sukienki na jutrzejszy wieczór. Jutro jest jakiś wyjątkowy wieczór? Nie. Po prostu bogaczka urządza przyjęcie. Po co? Głupie pytanie. Dla zabawy. Dlaczego przyjęcie? Bo niej jest to zwykła impreza, na którą mogą przyjść wszyscy. To przyjęcie, żeby nie powiedzieć bal, dla wybranych, elitarnych jednostek. Tak właśnie bawią się bogaci.

- Jackie, jakie atrakcje nam zaplanowałaś?- pyta Lidia.
- Co powiecie na występ Kelly Clarkson?
- Superaśnie!- wykrzyknęła Tammy.
- A zaprosisz Wina?- zapytała Carmen.
- Pewnie. Kogoś jeszcze sobie życzycie?
- Ja chcę jego kumpla- odezwała się Jessica.
- Przecież on chodził z Jennifer- skomentowała Lidia.
- I co z tego. I tak jest boski.
- Mi to się podoba Dean- stwierdziła Tammy.
- Jego też mogę zaprosić- stwierdziła Jackie- Mam go na szybkim wybieraniu.

Wyjęła telefon i zaczęła pisać wiadomość.

- Zaproszę całą ekipę. Z pewnością jeszcze dla nas zatańczą.
- Ekstra- podekscytowała się Jessica.
- To co dziewczyny? Kosmetyczka? Fryzjer? Sauna? Spa? Nowe buty? Sushi?
- Wszystko- odpowiedziały chórem.
- Uwielbiam moje życie- stwierdziła Jackie.
- A my uwielbiamy ciebie.
- Wiem.

Jackie już poczuła się jak liderka. Łatwo sterować tymi dziewczynami. Zwłaszcza, że Natalie już nie jest na tak silnej pozycji. A po tej imprezie z pewnością nie uda jej się wspiąć z powrotem na szczyt. Trudno, takie jest życie. Raz na topie, raz na wykopie.


***

- Pięć, sześć, siedem, osiem. Dobrze! Jedziemy!- Dean dopinguje swoich tancerzy, lecz po chwili przerywa-Nie, nie, nie! Muzyka stop! Co jest z wami?
- Harvey, to się nie klei- stwierdził Ron.
- Te przejścia są dobre, ale trzeba je inaczej rozmieścić- dodaje Gina.
- Spróbujcie zamienić się miejscami- odezwała się Alice- Nie znam się na waszym tańcu, ale wystąpiłam w paru klipach w Szwajcarii. To jak jesteście ustawieni jest bardzo ważne. A teraz nie wszyscy jesteście widoczni. Jak się patrzy na was z boku to wygląda to trochę chaotycznie.
- Okej piękna, to co proponujesz?- odezwał się Nate.
- Jeśli Scott, stanie na miejscu Tiny, Tina za Ginę, Tony do przodu i Gina z prawej Tony'ego, to będzie to lepiej wyglądać. Tyły zostają jak było.
- Możesz powtórzyć? Bo nie załapałem- odezwał się Ron.
- Ty durniu się nie ruszasz- rzucił w niego czapką Scott.
- Sam jesteś dureń, ty... durniu!
- Ale oryginalne- nabija się dalej Scott.
- Cicho głąby!- odzywa się Dean- Alice, może mieć rację. Spróbujmy.

Po zmianach, które zaproponowała dziewczyna faktycznie lepiej to wyglądało. Tancerze mieli większą swobodę ruchu i łatwiej wykonywali tricki.

- Nieźle, panno Robertson- skomplementował ją Dean- Teraz pewnie zostanie pani, producentem muzycznym.
- Chyba raczej reżyserem klipów muzycznych, panie Harvelle.
- Tym też- uśmiechnął się chłopak- Fajnie, że jesteś.
- Też się cieszę- odwzajemniła uśmiech Alice- Nieźle się tu urządziłeś. Pamiętam to miejsce jako, opuszczony magazyn, w którym graliśmy w chowanego. Kiedyś to było nasze miejsce. Teraz należy do was.
- Do ciebie też. Wiesz, że jeden boks zarezerwowałem dla ciebie?
- Serio?
- Wiedziałem, że wrócisz- wzruszył ramionami i się uśmiechnął- Nie wytrzymałabyś długo beze mnie.
- Trochę wytrzymałam. Dwa lata to jest jakieś osiągnięcie.
- Chcesz go zobaczyć? Co prawda nie jest skończony, ale parę wartościowych pamiątek tam zebrałem.
- Prowadź, władco tej budy.
- No, tylko nie budy!
- Dobrze wiedzieć, że ciągle wiem jak w sekundę cię wkurzyć.
- Brakowało mi tego. Innym zajmuje to co najmniej minutę.

Kiedy weszli do odpowiedniego pomieszczenia Alice zaczęła się rozglądać i uśmiechać. Stały tu szafki i regał z jej starego pokoju. Na półkach stały jej samochody, koparka, wóz strażacki i policyjny. Dalej figurki, które razem zrobili z plasteliny. Stary boombox, który Dean przynosił do jej domu i razem, jako pięciolatki, udawali największe gwiazdy, Madonnę i Michaela Jacksona. Dalej na ścianie wisiały rękawice bokserskie, dzięki którym Alice rozłożyła na łopatki największego łobuza w okolicy. Potem w ramce zauważyła rysunek z okazji 7 urodzin Deana.

- Jest tu całe nasze życie- powiedziała, nie odrywając wzroku od pamiątek.
- Ale chyba nie zaczniesz się teraz mazać?
- Spadaj- uderzyła go w ramię, lecz potem spojrzała na niego i rzuciła na szyję- Brakowało mi ciebie.
- Mi ciebie też, Robert.
- Wiesz- zaczęła się śmiać przez łzy- że nikt z mojej nowej szkoły nie wpadł na to, żeby tak do mnie mówić.
- Bo to zwykłe głupki- uśmiechnął się Dean- Chcesz obejrzeć resztę?- zapytał wskazując na pudła.
- Może później. Teraz masz robotę ze swoimi tancerzami.
- Chciałem cię z powrotem, no to teraz mam. Znowu będziesz mnie upominać na każdym kroku?
- Nie inaczej- uśmiechnęła się szeroko- A teraz jazda na parkiet, dać z siebie wszystko i zapodać taki performance, że jury szczęki poopadają!
- Się robi, szefowo.

Oboje ruszyli na główną salę. Szczęśliwi i roześmiani. Dean w końcu poczuł, że wszystko jest na swoim miejscu. Wróciła Alice, a raczej Robert, jak zwał ją nazywać w dzieciństwie. Ona dawała mu dużo motywacji i wiary w siebie, a także wsparcie. Rozumieli się bez słów i lubili swoje towarzystwo. Kiedy dwa lata temu wyjechała, czuł się opuszczony. Jednak rozstanie to nie był ich wybór. Ojciec Alice, dostał pracę w Szwajcarii i musieli się tam przeprowadzić. Dobry los, a właściwie dobry dla Deana, a zły dla mamy Alice, chciał, żeby wróciły. Okazało się, że Tata Alice ma kochankę. Kiedy to wyszło na jaw, nie było mowy o naprawianiu małżeństwa. Definitywny koniec. Powrót do dawnego życia.

- Hej, stary spójrz na to- krzyknął nagle Nate zza konsoli.

niedziela, 23 czerwca 2013

Episode 25: Exhibition



Uczniowie HS of Art & Desing byli ostatnio ciągle zapracowani. Każdy zajmował się swoimi sprawami, zarówno osobistymi jak i szkolnymi. Romanse, projekty, spotkania, prace domowe, treningi, sprawy rodzinne, zajęcia... Wszystko to sprawiło, że w piorunującym tempie przywitał ich koniec tygodnia. Piątek. Dzień, w którym kończą się obowiązki a zaczyna relaks i odpoczynek.

Steven wszedł do sali i przywitał swoich ulubionych uczniów.

- Cześć, jak się dziś mają moi artyści?
- Mój zbiornik energii jest na wyczerpaniu- odzywa się Josh.
- U mnie zbiornik kreatywności- mówi Dean.
- A ja mam dosyć prób w teatrze- wzdycha Jo.
- Ja mam pusty żołądek- uśmiecha się Derek.
- Ja pusty portfel- rzuca Win.

Wtedy cała grupa odwraca się i patrzy na najbogatszego chłopaka w szkole.

- Żartowałem- uśmiecha się szyderczo Win i rozsiada się wygodnie na krześle- Jakby to w ogóle mogłoby być możliwe.

Wtedy puszcza oko do Kate. Dziewczyna tylko przewraca oczami i odwraca się do przyjaciółek.

- Czy tylko mnie on tak denerwuje czy was też?
- W sumie to mi to zwisa- wzrusza ramionami Rose.
- Mi też- dodaje Jo- Przyzwyczaiłam się. Ale ty chyba nie.
- Czy ty coś sugerujesz?

- Halo? Drogie Panie- zwraca się do nich pan Shane- Skoro jesteście takie wygadane, to może się z nami podzielicie problemem? O czym tak dyskutujecie?
- Strzelam, że kłócą się o mnie- uśmiecha się do nich Win.
- Ktoś go walnie czy ja mam to zrobić?- wzdycha Kate.
- Okej. Spokój- łagodzi sytuację nauczyciel- Ja zacznę. Pamiętacie, że dzisiaj  w szkole mamy wystawę fotografii jednego z naszych uczniów. Okazało się, że jego projekt jest najlepszy. Pogratulujmy gorąco Deanowi!

Na sali rozległy się brawa i gwizdy. Słychać też pojedyncze pochwały: "Dobra robota stary!", "Gratulacje!", "Brawo!".
- Dzięki- uśmiechnął się chłopak- Ale nie poradziłbym sobie bez dwójki wspaniałych ludzi. Tony i Rose. Dzięki wielkie.
- Taa, brawo za utworzenie pokręconego trójkąta miłosnego- powiedziała do siebie Kate.
- Co?- spojrzał na nią Dean.
- Nic- przestraszyła się Kate- Powiedziałam, dobra robota pokręconego trenera tanecznego. Gratulacje.
- Dzięki.
- Dobra, dobra, dobra. Starczy tego- przerwał poruszenie Steven- Bo jeszcze nam się Dean zrobi próżny i dumny jak paw.
- Użyłabym innego porównania ,ale niech będzie- spojrzała na Wina Kate.

Uczniowie zaczęli się śmiać.

- Okej, koniec z wygłupami- powiedział powstrzymując śmiech nauczyciel- Mam nadzieję, że dziś wszyscy pojawicie się na wystawie, żeby wspierać kolegę. Szkoła wydaje to przyjęcie z okazji wizyty naszych zagranicznych sponsorów i inwestorów. Musicie pokazać, jakie to miejsce jest dla was ważne no i oczywiście obejrzeć prezentacje, prace i występy waszych starszych kolegów. A teraz, może w końcu uda nam się przejść do zajęć. Macie jakieś propozycje o czym chcielibyście porozmawiać?

- Jak sprawić, żeby lekcje nie trwały tak długo?- rzuca Derek.
- Zacząć się uczyć- odpowiedziała mu Tina.
- Ten problem mamy rozwiązany- uśmiechnął się Steven- Coś innego. Tylko tym razem na poważnie.
- Jak poradzić sobie ze stratą kogoś bliskiego?- odzywa się Rose- Jak pomóc sobie, jak zmniejszyć ból i tęsknotę?
- Okej- przytakuje jej nauczyciel- Każdy z nas kiedykolwiek doświadczył straty. Członka rodziny, przyjaciela, ulubionego zwierzaka albo szansy na osiągnięcie sukcesu lub zdobycie czegoś czego zawsze chcieliśmy. Strata jest wpisana w los każdego z nas. Czasami tak się dzieje i nie do końca mamy na to wpływ. Pozostaje pytanie jak sobie poradzić z taką sytuacją? Jaką powinniśmy przyjąć wobec tego postawę? Jak się zachowywać? Jak sobie pomóc? Czy pozwolić komuś nam pomóc? Hmm, co o tym sądzicie?
- Myślę, że w takiej sytuacji z pewnością powinniśmy pozwolić komuś się do nas zbliżyć. Trzeba wyrzucić z siebie trochę cierpienia- zaczyna April.
- Jednak niektóre rzeczy lepiej, żeby pozostały nienaruszone. Bo jeśli się o tym mówi może to sprawiać jeszcze większy ból- stwierdza Josh.
- No, ale skąd możesz wiedzieć, że rozmowa z kimś innym nie pomoże, jeśli nawet nie spróbujesz- dodaje Jo.
- Właśnie- przerywa im Steven- Największym pytaniem jest czy powinniśmy się otworzyć czy tłumić w sobie nasze cierpienie. Chcę, żebyście opowiedzieli się za którąś ze stron.
- Ja uważam, że nie z każdym można o tym porozmawiać- odzywa się Win- Ta druga osoba może nie zrozumieć przez co teraz przechodzisz lub przechodziłeś.
- Czyli nie warto mówić o sobie innym?- pyta nauczyciel.
- Nie. Nie to mam na myśli. O wiele łatwiej się porozumieć z osobą, która doświadczyła tego samego- mówiąc to spojrzał na Kate- Jeśli ona ma podobne przeżycia, to cię zrozumie. Poczujecie swego rodzaju więź, wspólną rzecz, która was łączy. Tragiczną i smutną rzecz, ale wspólną. Wtedy, razem, łatwiej jest sobie z tym poradzić.
- Świetnie. Dziękuję za wypowiedź Win. Kto jeszcze chce zabrać głos? Może Tony?
- Ja myślę, że czasem zdarza się coś o czym po prostu nie chcemy mówić. Dobrze jest jak inni to uszanują i nie będą ingerować w czyjeś osobiste sprawy.
- I uważasz, że jesteśmy w stanie sami sobie z tym poradzić?- docieka Steven.
- To możliwe. Są różne sposoby na to, żeby zapomnieć o bólu.
- Jak zatracić się w jakiejś czynności?- zapytała Rose- Być tak bardzo pochłoniętym swoim zajęciem, żeby nie myśleć o tym co sprawia ci cierpienie? To twoim zdaniem jest rozwiązanie?

Tony zdziwił się, że tak na niego naskoczyła, ale postanowił bronić swojej idei.

- Tak. W pewnym sensie tak. Możesz wyrazić swoje emocje poprzez swój talent, hobby, rzeczy, które sprawiają, że czujesz się lepiej. To też pomaga.
- Okej. Jeśli moim zainteresowaniem jest gastronomia, to z pewnością garnek czy łyżka powiedzą mi w trudnej chwili: "Wszystko będzie dobrze Rose. Poradzisz sobie"? Nie, nie powiedzą.
- Widzisz, nie rozumiesz tego. I zgodzę się tu z Winem. Nie każdy może pomóc, bo tego po prostu nie rozumie. Jeśli nie byłaś w takiej sytuacji, to nie wiesz, jak to jest.
- A może ten ktoś chciałby pomóc, hm? Tylko jeśli nie pozwalamy się do siebie zbliżyć, to jest to równoznaczne z tym, że nie pozwalamy sobie pomóc. A powinniśmy. I gadanie: "Nie chcę twojej pomocy" czy "Nie potrafię się otworzyć" jest tylko wmawianiem sobie, że potrafimy sobie z tym poradzić. Otóż nie. Nie znam osoby, która sama przeszła przez swoje cierpienie i teraz jest szczęśliwa. Czemu kogoś takiego nie znam? Bo takich ludzi nie ma. Są tylko tacy, którzy wyrzucili z siebie ból, cierpienie, problemy i dopuścili kogoś innego. Są też tacy, którzy twierdzili, że sobie poradzą, ale dalej są w tym samym miejscu i tylko udają, że wszystko jest w porządku. W trudnych chwilach drugi człowiek jest potrzebny jak nic innego. I myślę, że słowa "Wszystko będzie dobrze" są proste, ale wypowiedziane z ust osoby, której na nas zależy, mają największą moc. Bliskość drugiego człowieka nie jest czym czego powinniśmy się bać i unikać, ale czymś o co powinniśmy walczyć z wszystkich sił.
- To były piękne słowa i myślę, że każdy się z nimi zgodzi- przytakuje dziewczynie pan Shane- Przynajmniej ja się zgadzam. Ktoś coś ma jeszcze do dodania? Bo za kilka minut powinniśmy skończyć. Niedługo zaczną się przygotowania do przyjęcia. Więc jak?
- Myślę, że Rose wyczerpała temat- ocenia Derek.
- I nie mówisz tego, bo chcesz już iść do domu na obiad?- unosi brew Steven.
- Absolutnie nie- uśmiecha się chłopak.
- Dobra. Spadajcie i do zobaczenia wieczorem.
- Do widzenia- mówili po kolei uczniowie, wychodząc z sali.
- April, możesz zostać na moment?
- Oczywiście panie Shane- uśmiechnęła się lekko dziewczyna.

Steven poczekał aż wszyscy uczniowie wyjdą.

- Co powiesz na kolację?
- A nie powinniśmy być na szkolnej wystawie?
- Będziemy, ale tutaj musimy się pilnować. A wiesz, że chciałbym spędzać z tobą czas jak normalna para.
- Ach, tak?- przygryzła wargę April- Czy to nie jest aby nieodpowiednie, panie Shane?
- Przestań, jesteśmy w szkole- uśmiechnął się Steven.
- Okej. Już mnie nie ma- dziewczyna rusza do drzwi.
- No a kolacja?
- Nie mogę się z panem umówić, przecież jesteśmy w szkole- śmiejąc się, udaje poważną April.
- April?- spojrzał na nią z udawaną złością.
- Zastanowię się. Pa.
- Doprowadza mnie do szału- powiedział do siebie i się uśmiechnął.

***

- Hej, spakowana już?- zagaduje Win.
- Nie twój interes- odpowiada Kate.
- Mój, bo ja będę ci pomagał dźwigać walizkę jak wylądujemy w Londynie.
- Mówiąc "ja" masz z pewnością na myśli swoich służących. Nie możesz przecież pozwolić, żeby ręce ci się zmęczyły. A raczej, żeby "piękne i wypielęgnowane" ręce Wina Chambersa się zmęczyły.
- Podoba mi się jak używasz rozbudowanej ironii.
- Pff.
- Czemu ciągle jesteś taka wkurzona?
- Czemu? Zawsze jak dzieje się coś dobrego, pojawiasz się ty i wszystko legnie w gruzach. Zawsze musisz mi uprzykrzyć życie. Ten obóz to spełnienie moich marzeń i możliwość odwiedzenia Matta. Wszystko byłoby idealnie, gdybym nie musiała znosić tam ciebie.
- Wow!
- Co?
- Nie wiedziałem, że jestem aż takim utrapieniem i niszczę ci życie- spojrzał na nią z żalem i odrobiną złości- Myślałem, że to będzie zabawa. Ja lubiłem z tobą przebywać. Ale teraz widzę jaka jesteś. Samolubna i wredna.
- Słucham?
- Ale skoro tak. To ja też będę się zachowywał wobec ciebie tak jak ty wobec mnie. Miłego dnia.
- Win!- krzyknęła za nim dziewczyna.

Chłopak nie zareagował i się nie odwrócił. Patrzyła jak odchodzi. Poczuła coś jakby poczucie winy. Mogła przecież, tak od razu na niego nie naskakiwać. Ale nic nie może poradzić, że on tak ją irytuje. Wszystko co robi wywołuje u niej emocje. Dlaczego?

***

Natalie usłyszała pukanie do drzwi i postanowiła je otworzyć. Skoro jej rodzice są w delegacji to prawdopodobnie przyszedł ktoś ze szkoły. Dziewczyna ma nadzieję, że to Jackie. Jej przyjaciółka nie odzywała się od kilku dni, jakby w ogóle nie obchodziło ją co się z nią dzieje.

- Witaj Natalie, mogę wejść?
- Dylan?

Dziewczyna nie może uwierzyć w to co widzi. Dlaczego on tu jest? Musi jak najszybciej się go pozbyć.

- Czego chcesz?
- Porozmawiajmy.
- Nie mamy o czym.
- Chyba mamy.
- Posłuchaj- westchnęła dziewczyna- To był nic nieznaczący epizod, ok? Zwykła zabawa, nic więcej. Także odpuść.
- Natalie, znam cię. Dobrze wiem, że to coś znaczyło. Dlatego pozwolisz mi wejść i porozmawiamy.
- Skoro tak dobrze mnie znasz, to dobrze wiesz, że to było nic. Zupełnie nic. Bo taka właśnie jestem. Bawię się i żyję imprezami. Więc zapomnij o mnie i wracaj skąd przyszedłeś.
- Zapomnę, kiedy będę wiedział, że ty zapomniałaś- spojrzał jej w oczy- Dzisiaj uszanuję twoją prośbę i odejdę. Ale wrócę jutro. Będę przychodził codziennie, aż w końcu mnie wpuścisz. Chcę, żebyś wiedziała, że się nie poddam. Nie tym razem.

Dziewczyna zamknęła drzwi i oparła się o nie. Łzy zaczęły spływać jej po policzkach. Osunęła się na ziemię i skuliła. Czuła się bezbronna i słaba. Nikogo przy niej nie ma w momencie, w którym potrzebuje bliskości. A jedyną osobę, której na niej zależało właśnie odesłała. Dlaczego wrócił? W głębi duszy pragnęła tej chwili. Chwili, w której zobaczy go znowu. Ale wszystko się skomplikowało. Jak sobie z tym poradzi? Czy powinna się pozbyć problemu i zapomnieć? Chciałaby poznać odpowiedź na to pytanie. Powinna zdecydować do będzie dla nich najlepsze. Lecz to właśnie jest najtrudniejsze.

***

Charlie przymierza sukienki ze swojej szafy i nie może się zdecydować, którą z nich włożyć. W takiej sytuacji najlepiej się kogoś poradzić. Robi kilka fotek sukienkom i wrzuca je do komputera.

-"Hej, potrzebuję porady".
-"W jakiej sprawie?"- za chwilę odpisuje Andy.
-"Po tym jak ostatnio pomogłeś mi z fryzurą do szkoły, zostałeś oficjalnie moim stylistą ;). Potrzebuję teraz żebyś wybrał mi sukienkę na przyjęcie"
-"To szkolne przyjęcie? Z wystawą i występami starszaków?"
-"Dokładnie to. Pomożesz?"
-" Tobie zawsze"
-"Ok. Wysyłam ci zdjęcia sukienek"

Po kilku minutach Andy się odzywa

-"Zielona. Jeśli mi dobrze siebie opisałaś to stwierdzam, że podkreśli kolor twoich oczu i dobrze będzie współgrała z ciemnymi włosami"
-"Jesteś mistrzem ;)"
-"Wiem"
-"Dumny jak zwykle"
-"Staram się"
-"A jak idzie pisanie?"
-"Nawet nieźle. Pierwszy rozdział prawie gotowy. Pewnie go skończę, jak ty będziesz się bawić na przyjęciu . Jakie życie jest nie fair, jedni się bawią a inni pracują"
-"Pisałam ci, że możesz iść ze mną to nie chciałeś"
-"Daj spokój, droczę się tylko ;). A z resztą nie pasowałbym do twojego środowiska"
-"Jesteś jakiś przewrażliwiony. Ja cię lubię i inni by też cię polubili. Wszyscy są tam sympatyczni. Tam się nie da nie pasować"
-"Dobra już dobra, następnym razem się wybiorę"
-"Trzymam za słowo"
-" Koniecznie perłowe cienie"
-"?"
-"No do sukienki"
-"Haha, myślałam już, że piszesz z kimś jeszcze i wysłałeś nie do tej dziewczyny co trzeba"
-"Nie. Jesteś moim jedynym romansem ;)"
-":))"
-"Powiem ci, że się rozpisałaś z odpowiedzią ;p"
-"Wiesz, uczę się talentu pisarskiego od ciebie"
-"Auć, zabolało"
-"Miało zaboleć ;) A tak serio to nie mogę się doczekać rozdziału. Ma być dobry!"
-"Się robi szefowo. A ty masz się dobrze bawić na przyjęciu"
-"Tak jest, sir!"
-"No to dobrze, że się rozumiemy ;)"
-"Jak zwykle z resztą. Do później. Idę się szykować"
-"Pa"

***

- Dzień dobry pani Morgan, przyszedłem po Jo- przywitał się Brian, gdy tylko otworzyły się drzwi.
- Witaj Brian, wejdź proszę. Już ją wołam.

Po kilku minutach Jo schodzi na dół. Mama powiedziała, że ktoś na nią czeka. Niby nic dziwnego, tylko, że tak się składa, że z nikim się nie umawiała. Kiedy znalazła się już w holu, to co zobaczyła nie za bardzo ją zdziwiło.

- Co tutaj robisz?
- Pomyślałem, że możemy pójść razem.
- Wiesz, że nie wszystkie pomysły zawsze są dobre.
- Jo- westchnął Brian- zachowujesz się tak od kilku dni. Staram się to naprawić, ale ty nie wykazujesz żadnej inicjatywy. Zaczyna mnie to męczyć.
- Szybko się poddajesz.
- Nie poddaje się. Dlatego właśnie tu dzisiaj stoję, skruszony, załamany, zdesperowany i błagający o drugą szansę. Co jeszcze mogę zrobić?

Dziewczyna popatrzyła na niego ciepło. Musi przyznać, że też jest już zmęczona tą sytuacją i za nim tęskni.

- Chyba nic nie możesz zrobić.
- Jasne- spuścił głowę chłopak i otworzył drzwi.
- No może poza podarowaniem mi wspaniałego wieczoru na przyjęciu.

Spojrzeli na siebie i zaczęli się uśmiechać. Jo podeszła do drzwi, wzięła go za rękę i oboje wyszli.

***

- Jeszcze raz powiedz mi dlaczego przyszłaś bez Deana?- pyta Kate swoją przyjaciółkę.
- Dzwonił, żebyśmy spotkali się na miejscu, bo do jej mamy przyjechała przyjaciółka i narobiła trochę zamieszania. W ostatniej chwili próbują jej zdobyć zaproszenie na wystawę.
- Jasne. A nas wysłał, żeby pomagać przy rozwieszaniu zdjęć?
- Niestety nikt inny oprócz mnie nie ma pojęcia, jak to powinno być rozmieszczone. To nie są pojedyncze, nic nieznaczące zdjęcia, tylko spójna całość opowiadająca historię. Wyrażają coś ważnego, emocje, pasję...
- Bla, bla, bla. Łapię. Bzdety- przewraca oczami Kate- Bierzmy się do pracy. O której przychodzą rodzina, przyjaciele i inwestorzy?
- o 8. Więc mamy tylko godzinę i dwie pary rąk.
- Może być trzy- uśmiecha się podchodzący do nich Win.
- Ty? Chcesz pomóc?- dziwi się Kate.
- Mówiłem do Rose- spojrzał na nią i zwrócił się do jej przyjaciółki- Nudzę się i z chęcią się ponabijam z Tony'ego na tych fotkach. To jak?
- Każda pomoc mile widziana- przytaknęła mu Rose.
- Idę po resztę folderów- stwierdziła Kate i odeszła.
- A więc- zaczął Win biorąc pierwszą z fotografii- o co w tym chodzi? No wiesz, bujasz się z Deanem, a odstawiasz niezłe tango z Tony'm. To chyba nie w twoim stylu. Wyglądasz na spoko dziewczynę.
- To tylko sesja. Pomagam Deanowi, tak jak Tony. Wspólny projekt. To jedyne co nas łączy.
- Pewnie- zaczął przyglądać się kolejnym fotografiom Win- Możesz się oszukiwać, ale to nic nie da.

Rose spojrzała na niego. Win przyjrzał się jej, potem podał jej jedno ze zdjęć. Przedstawiało ją i Tony'ego w partnerowaniu. Piękna sceneria, ich emocje i świetnie uchwycona chwila.

- Chyba nie wiesz do końca o czym mówisz- stwierdziła dziewczyna.
- Czyżby?- uśmiechnął się Win- Nie jestem przypadkiem najlepszym przyjacielem tego gościa?- wskazał na zdjęcie.
- Okej, to jakaś pokręcona sytuacja- zmarszczyła brwi Rose- Nigdy ze mną nie rozmawiałeś, a teraz odstawiasz tu jakieś prawienie morałów?
- Tylko mówię, że widzę co się dzieje. Znam Tony'ego i jak coś go zainteresuje, to go pochłania bez reszty. A ty...- przybliżył się do niej i powiedział do ucha- Jesteś tym co go interesuje.

Dziewczyna się odsunęła.

- To dlaczego...
- Nie analizuj- przerwał jej Win- Po prostu zaakceptuj to co jest. Łatwiej ci będzie to zrozumieć.

Chłopak wziął pudła z rupieciami i ruszył do klasy.

- Win- zatrzymała go dziewczyna i lekko się uśmiechnęła- Dziękuję.
- Przyniosę nam coś do picia- odpowiedział chłopak.

- Strzelam, że cię też podrywał- zaczęła Kate, gdy wróciła ze zdjęciami.
- Właściwie to...- zamyśliła się na chwilę- Zaczynam się chyba do niego przekonywać.
- Zwariowałaś, tak?- uniosła brew przyjaciółka.
- Chyba zwariowałam- zaczęła się śmiać Rose- Naprawdę zwariowałam.

***

Wybiła 8.00. Przyjęcie w High School of Art & Design oficjalnie się rozpoczyna. Wszyscy zaproszeni przybyli już na miejsce. Kobiety wyglądają zjawiskowo, a mężczyźni zasługują na miano prawdziwych gentlemanów. A to wszystko po to, aby zobaczyć osiągnięcia uczniów tego wspaniałego liceum. Wieczór oczywiście rozpoczyna się przemową dyrektora szkoły, podczas, której mniej zainteresowani goście idą spróbować specjałów cateringu i skosztować szampana. Wszyscy jednak czekają na występy i prezentacje. Bo nikogo nie trzeba przekonywać, że to jest główną atrakcją wieczoru. Na pierwszy ogień idzie wystawa sesji fotograficznej Deana Harvelle. Kiedy chłopak pojawia się na sali, wszystkie oczy zwrócone są ku niemu. Reporterzy i fotografowie od razu reagują i ruszają w stronę Deana. Rose nawet nie próbuje się tam przedrzeć. To może grozić kilkoma siniakami i oślepieniem od fleszy aparatów.

- Jest i nasza gwiazda wieczoru- podchodzi do przyjaciółki Jo w towarzystwie Briana.
- Jego wielki wieczór- uśmiecha się dziewczyna i odwraca w stronę przyjaciół- I widzę, że wasz też.
- Można tak to nazwać- uśmiechnął się Brian.
- Hej, kto to jest?- nagle zapytała Jo wskazując na Deana i tajemniczą dziewczynę obok niego.

Rose się odwróciła i nie mogła uwierzyć w to co widzi. Obok jej chłopaka stała przepiękna dziewczyna. Miała kasztanowe, długie włosy, duże, granatowe oczy, wydatne kości policzkowe i ponętne usta. Nie wyglądała na fankę, która chce zrobić sobie zdjęcie z Deanem. Trzymała go pod rękę i słodko się uśmiechała. Jakby wiedziała, że to właśnie jest właściwe dla niej miejsce.

- Nie mam zielonego pojęcia- odpowiedziała Rose.
- Przyznam, że to dosyć dziwne- stwierdza Jo.
- To pewnie jakieś nieporozumienie. Nie ma się czym martwić. Chodźmy się czegoś napić.

***

April, gdy tylko się pojawiła od razu wypatrzyła wśród gości Stevena. Mężczyzna też ją zauważył. Przez chwile, nie mogli oderwać od siebie wzroku. Było w nim pożądanie, namiętność i zero poczucia, że ktoś może to zauważyć. Ich wspaniałą chwilę przerywa Louis.

- Całą drogę, byłaś jakaś rozkojarzona.
- Wydaje ci się- uśmiecha się dziewczyna- Lepiej poszukajmy Charlie.
- Pewnie z kimś przyszła. Nie chciałbym się jej narzucać.
- Oj, przestań. Dziewczyny lubią jak im się ktoś narzuca.
- Nie Charlie.
- W takim razie, nie jest dziewczyną- zaśmiała się April.
- Bardzo śmieszne.

Wtedy Louis wypatrzył piękną zieloną suknię w tłumie. Dziewczyna, która ją nosiła stała tyłem, ale coś mówiło mu, że to właśnie ta której szuka. Postanowił do niej podejść.

- Przecudnie wyglądasz.
- Louis!- ucieszyła się Charlie na jego widok- Co ty tu robisz?
- Przyszedłem z April. A gdzie twój partner?
- Przyszłam sama.
- O!- zastanowił się Louis- Myślałem, że kogoś zaprosiłaś.
- Bo tak było. Ale nie mógł przyjść.
- To mi przykro.
- Niepotrzebnie. Myślę, że świetnie się będę z wami bawić- dziewczyna się rozejrzała- A gdzie jest April?
- Stoi tam- chłopak wskazał miejsce, gdzie przed chwilą rozmawiali- Stała- uśmiechnął się- Więc chyba zostaliśmy we dwoje.
- Nie ukrywam, że się cieszę- odwzajemniła uśmiech dziewczyna.

Oboje ruszyli w tłum zebrany wokół wystawy Deana. Chcą obejrzeć jego projekt i pogratulować sukcesu.

***

Rodzice Rose są bardzo podekscytowani sesją, w której wystąpiła ich córka. Oczywiście pani Evans, jako wielka fanka Deana, nie może oderwać wzroku od fotografii i dyskutuje o nich z każdym kogo pozna. Ted i Sam przyszli tu za prośbą Rose, bo sztuka nie za bardzo ich interesuje. Jednak dla niej się poświęcili i ubrali w garnitury, chociaż obaj z pewnością woleliby luźne dresy i telewizor.

- I jak wam się podoba?- pyta rozpromieniony Dean.
- Kochany, Rose nie wspominała, że potrafisz robić takie zdjęcia. Są przepiękne, gratuluję- uściskała go Emily.
- Tak, całkiem fajne, gdzie jest bufet?- pyta Ted.
- Prosto i w lewo- pomaga mu córka- Jak możesz to zabierz stąd mamę, bo wszystkich zamęczy.

Rodzice odchodzą. Sam zostaje razem z Deanem i Rose.

- A tobie, jak się podoba?- pyta Sama Harvey.
- Rose wygląda na nich niesamowicie- komplementuje dziewczynę przyjaciel.
- Dzięki talentowi Deana- mówi podchodząc do nich piękna nieznajoma, która towarzyszyła Deanowi przy zdjęciach.
- O! Poznajcie Alice- przedstawia ją chłopak- To Sam i Rose.
- Miło poznać- podaje jej rękę Sam.
- Cześć- wita się Rose.
- Przyznacie, że Harvey jest niesamowity- dziewczyna całuje go w policzek- Już prawie zapomniałam jaki jesteś cudowny.

Rose spojrzała pytająco na Deana.