W momencie, kiedy znajdziecie link do piosenki, odtwórzcie ją i przeczytajcie ostatnią scenę. Można się lepiej wczuć w atmosferę i to nieźle działa na wyobraźnię.
- Dlaczego ten widok mnie nie dziwi- powiedział Brian stojąc przed celą, w której Tony spędził noc- Chociaż zawsze myślałem, że to Win albo Dean wpakują cię w tarapaty.
- Będziesz się tak nade mną pastwił czy może pomożesz mi stąd wyjść?- uniósł głowę.
Wtedy Brian zobaczył jego podbite oko i spoważniał.
- Jak się czujesz?
- Boli mnie głowa, ale to pewnie od tego przeklętego miejsca.
Wtedy przyszedł strażnik, otworzył celę i powiedział:
- Chciałbym już cię tu nigdy nie widzieć.
- I wzajemnie- rzucił Tony.
Kiedy obaj wsiedli do auta Brian pierwszy się odezwał:
- Masz szczęście, że jestem pełnoletni i nie musiałeś wzywać rodziców.
- Rodzica- poprawił go Tony.
- Co?
- Nieważne- spojrzał przez okno- Będę miał przez to jakieś problemy?
- Nie. Założyli ci co prawda teczkę, ale masz w niej tylko ten wybryk. Poręczyłem za ciebie, że się w nic nie wpakujesz. Podpisałem jakieś papierki i tyle.
- Dzięki.
- Tony, co ty właściwie tam robiłeś?
- Nie powiedzieli ci?
- Tak. Powiedzieli. Niszczenie mienia, zakłócanie porządku i napad na policjanta.
- No właśnie.
- A jak było naprawdę?
- Możemy o tym teraz nie rozmawiać?- Tony spojrzał na brata.
- Jasne. Jak chcesz.
- Gdzie jedziesz?
- Wiozę cię do szpitala.
- Po co? Przecież nic mi nie jest.
- Po tym co widzę, to dostałeś niezły łomot. A do tego boli cię głowa. Możesz mieć wstrząs mózgu.
- Daj spokój... Mamo- uśmiechnął się Tony- Zawieź mnie do domu.
- Nie ma opcji. Ja cię stamtąd wyciągnąłem, więc ja decyduję co z tobą zrobić, jasne?
- Jak chcesz.
Gdy przejeżdżali przez centrum, Brian skręcił w uliczkę, którą Tony dobrze znał. A właściwie znał ją od wczoraj. To tutaj tworzyli graffiti. Jednak coś się zmieniło. Rysunek Rose był dokończony. Wczoraj, kiedy przyjechała policja była go tylko połowa. Dzisiaj jest cały. Niemożliwe, żeby była tak nierozsądna, żeby tu wrócić i go dokończyć. Był zły a zarazem zafascynowany. Tylko czym? Odwagą? Lekkomyślnością? Wtedy wyobraził sobie, co by było gdyby przyjechał kolejny patrol i ją zgarnął. Czułby się niewyobrażalnie winny. Tak też czuje się teraz. Bo to on ją do tego namówił. Jest zły na siebie i na całą tę sytuację. Zastanawia się też co Rose teraz przeżywa.
***
Wieści o ciąży Natalie roznoszą się w piorunującym tempie. Każdy o tym mówi i nie dziwne, że ta wiadomość dotarła też do dyrekcji szkoły. Natalie została zaproszona na rozmowę.
- Panno Lawrance, doszły mnie słuchy o wielkiej zmianie w twoim życiu. Wiesz o czym mówię?
- Nie inaczej.
- Potwierdzasz tę informację?
- Tak- powiedziała z pewnością dziewczyna, co trochę zdziwiło dyrektora.
- Rzadko mamy takie przypadki w naszej szkole. Dlatego poszukamy odpowiedniego rozwiązania.
- A dokładniej?
- Natalie, twój stan nie będzie ci pozwalał na uczestniczenie w zajęciach wymagających sprawności fizycznej. Dlatego myślę, że powinnaś zrobić sobie rok przerwy. A kiedy już wszystko sobie poukładasz to wrócisz do szkoły.
- Jednak chciałabym skończyć ten rok.
- Rozumiem. A jak chcesz to zrobić?
- Część zajęć zaliczę po prostu szybciej. Nie oszukujmy się, ale poziom mojego tańca jest o wiele lepszy niż reszty mojej klasy. Z pewnością kilka egzaminów mogę zaliczyć do przodu. A te, których nie zdążę, zaliczę po urodzeniu dziecka i oczywiście odpoczynku. Prawdopodobnie w 3 klasie.
- Myśli pani, że to rozsądne?
- Rozmawiałam o tym z lekarzem, termin mam na początek lipca, ale z uwagi na to, że jestem bardzo młoda to urodzę wcześniej. Więc pewnie będzie to czerwiec. A przez wakacje wydobrzeję i będę mogła normalnie zacząć 3 klasę.
- No skoro jest pani pewna i wierzy w swoje możliwości, nie pozostaje mi nic innego jak tylko się zgodzić.
- Dziękuję.
- Tak więc proszę już dowiedzieć się, które egzaminy jest pani w stanie zaliczyć. Ja również porozmawiam z nauczycielami i trenerami, aby rozpatrzyli twój przypadek jako szczególny.
- Dziękuję raz jeszcze.
- Zmykaj już na zajęcia.
- Do widzenia.
- Do widzenia.
***
- Wyglądasz jak siedem nieszczęść- komentuje Kate, siadając przy stoliku.
- Dosłownie- dodaje Jo- Co ci jest?
- Wczoraj- zaczęła Rose- Miałam najgorszy dzień w historii najgorszych dni.
- To znaczy?
- Tony'ego zgarnęła policja. Przeze mnie- spuściła głowę.
- Boże! Dlaczego?
- Podwoził mnie do domu i wpadł na pomysł, żebyśmy zrobili gdzieś graffiti. Ja go namówiłam, żeby zrobić to w centrum. Uprzedzał mnie, że jest tam dużo policji. Jednak nie dałam za wygraną- westchnęła- No i nas złapali. Właściwie to mnie. Tony był kilka metrów przede mną i zdążyłby uciec, ale po mnie wrócił. Przyłożył policjantowi, który mnie trzymał i wtedy się wyrwałam. Ale drugi za to złapał jego. Tony kazał mi uciekać. No i zwiałam- łza spłynęła jej po policzku.
- Chodź tu- przytuliła ją Jo.
- Widziałam jak go biją i bałam się cokolwiek zrobić.
- Czy ty postradałaś rozum?!- krzyknęła Kate, aż kilkoro uczniów spojrzało w ich stronę.
- Przestań. Nie widzisz, że jest przybita.
- Co ci strzeliło do głowy? Przecież ty jesteś ta rozsądna, pamiętasz? Ja jestem od bójek i pyskowania. Nie ty.
Wtedy przysiada się do nich Brian.
- Nie uwierzycie jaki miałem dziś poranek.
- Musiałeś pojechać po Tony'ego, który był w pace- odpowiedziała Kate.
- Skąd to wiesz?- zdziwił się.
Wtedy dziewczyna wskazała na załamaną Rose.
- Co z nim?- zapytała.
- Zawiozłem go do szpitala. Powiedzieli, że zrobią parę badań, ale wypuszczą go do wieczora do domu- odpowiedział i spojrzał na nią podejrzliwie- Ciekawi mnie, skąd ty wiesz, że go zamknęli?
- Byłam tam.
- Co? Tony nic o tobie nie mówił.
- Byłam tam razem z nim.
-To dlaczego ty jesteś tu a on tam? W dodatku z podbitym okiem.
- Bronił mnie.
- Przed kim? Przed policjantami?- zaśmiał się w złości Brian.
- Przestań- próbowała uspokoić go Jo.
- Co robiliście?
- Słucham?
- Pytam się co robiliście, że pojawił tam się radiowóz?
- Graffiti.
- Poszliście sobie pobazgrać po budynkach, jacy wy jesteście odważni- spojrzał na nią złowrogo.
- Brian, przecież nie wiedziałam, że tak będzie- tłumaczy Rose.
- Nawet jeśli nie wiedziałaś, to kiedy już po was przyjechali, mogliście się po prostu poddać. Zamiast tego, ty uciekłaś, a jego pobili. Bardzo mądrze.
- Dobrze ci jest mówić, bo cię tam nie było.
- Ważne, że jestem jak mu trzeba pomóc. Na mnie przynajmniej może liczyć.
Te słowa uderzyły w nią jak najmocniejszy cios pięścią. Łzy zakręciły jej się w oczach, lecz zacisnęła powieki i wstała od stołu. Zarzuciła torbę na ramię i wybiegła ze stołówki.
***
Charlie chciała przedstawić Andy'ego rodzicom, dlatego zaprosiła go do siebie. Kiedy państwo Brown go zobaczyli, nie byli zbytnio zachwyceni, że ich córka spotyka się z niepełnosprawnym chłopakiem. Co prawda są życzliwymi i bardzo pomocnymi ludźmi. Udzielają się w fundacjach i pomagają biednym. Ale dla swojej córki, chcieli czegoś innego. Pełnej, zdrowej rodziny, a ten chłopak może być przeszkodą. Jednak, gdy tylko zasiedli do stołu znaleźli wspólny język z Andym. Wydawał się być taki rozważny i przede wszystkim sprawiał, że na twarzy ich córki pojawiał się promienny uśmiech. Wtedy uświadomili sobie, że może to ich nazywają ludźmi o wielkim sercu, ale Charlie ma je dziesięciokrotnie większe.
- Chyba nie było tak źle- powiedział chłopak, gdy byli już sami w pokoju Charlie.
- Wiedziałam, że cię polubią.
- Nie udawaj. Byłaś równie przerażona jak ja.
- No i to straszne- zaczęła się śmiać z samej siebie- Ale daliśmy radę.
- Mimo wszystko, cieszę się, że tu przyszedłem. I wiesz co?
- Co?- zapytała z uśmiechem.
- Chyba jestem gotowy poznać twoich przyjaciół.
- Czy to oznacza, że pojedziesz z nami w góry?
- Dokładnie to.
Dziewczyna podeszła do niego i usiadła mu na kolanach. Popatrzyła na niego z tą fascynacją z jaką miała zwyczaj to robić i go pocałowała. Wtedy usłyszeli pukanie do drzwi.
- Tak?
- Kochanie, masz jeszcze jednego gościa- powiedziała mama.
- Mogę?- zapytał znajomy głos.
Charlie zerwała się na równe nogi i podeszła do drzwi. Kiedy je otworzyła, stał w nich uroczy chłopak z bukietem kwiatów.
- Louis!- krzyknęła i rzuciła mu się na szyję.
- Cześć Charlie.
- To jest Andy- przedstawiła ich sobie dziewczyna.
- Czyli to ten Louis, o którym się tyle nasłuchałem?- podał mu rękę Andy.
- We własnej osobie. A ty pewnie jesteś tym chłopakiem z czatu.
- Dokładnie.
- Fajnie, że już ustaliliście, który jest który- uśmiechnęła się Charlie i dodała- Co tutaj robisz?
- Przypominam ci, że jesteś organizatorem zbiórki świątecznej.
- Pamiętam o tym.
- Jasne- przewrócił oczami Louis.
- Pamiętam- śmieje się sama z siebie Charlie.
- Chyba ktoś za bardzo zaprząta ci głowę.
- Masz z tym jakiś problem?- spojrzał na niego poważnie Andy.
- Wyluzuj, żartuję sobie.
- Nie podoba mi się twoje poczucie humoru.
- Andy!- upomniała go Charlie.
- No co? Mówię co myślę.
- Nie musisz być przy tym taki niemiły.
- Mogłaś powiedzieć, że masz randkę z jakimś gogusiem. Nie potrzebnie tu przychodziłem- chłopak się zdenerwował i ruszył do drzwi.
- Jeśli myślisz, że za tobą pobiegnę, to się grubo mylisz- rzuciła Charlie.
Andy nic nie odpowiedział i wyjechał z pokoju.
- Co się właśnie stało?- zapytał skołowany Louis.
- Ma trudny charakter i podejrzewam, że jest zazdrosny.
- O mnie?
- Wpadasz tu taki ładnie ubrany, twoje perfumy czuć wszędzie i do tego z bukietem- spojrzała na niego Charlie- Każdy byłby zazdrosny.
- Chcesz mi w ten sposób powiedzieć, że jestem przystojny?- uśmiechnął się chłopak.
- Przestań- spojrzała na niego.
- Mogę o coś spytać?
- Jasne.
- Dlaczego ci na nim zależy? Bo z tego co widać to jest, użalającym się nad sobą, dupkiem.
- Nie jest. Po prostu strasznie przeżywa to, że nie jest dla mnie odpowiedni. Postaw się na jego miejscu. Dzisiaj poznał moich rodziców i co prawda przekonał ich do siebie, ale oni bardzo często wspominali o tobie. Widziałam jak go to boli. A teraz przychodzisz tu taki odpicowany i...
- Na nogach?
- Tak- odpowiedziała, ale śmiech sam cisnął jej się na usta.
Oboje spojrzeli po sobie.
- Widocznie coś w nim jest, że tak go lubisz.
- Jest. Dużo dobrych rzeczy, ale schowanych za bólem i żalem. Powoli staram się to odkrywać.
- Nie czujesz, że bierzesz na siebie zbyt wiele?
- Halo? Poznałeś mnie? Zawsze tak robię. Biorę na siebie tyle rzeczy, że potem ledwo potrafię je udźwignąć.
- Zdążyłem się przekonać- uniósł kącik ust.
Charlie podeszła do szały i wzięła płaszcz.
- Powiedziałaś, że za nim nie pobiegniesz.
- Tak. Bo tym tempem, którym on jeździ, to wystarczy, że pójdę- uśmiechnęła się szeroko.
- To powodzenia- rzucił gdy wyszła z pokoju.
Potem spojrzał na kwiaty które jej przyniósł. Leżały na biurku. Nawet na nie nie spojrzała. Nie mówiąc już o nim. Potrafi patrzeć na niego tylko jak na przyjaciela. Więc jak ma wyznać najcudowniejszej dziewczynie jaką zna, że się w niej zakochał?
***
- Witam gwiazdora- Alice wpadła do pokoju Deana jak burza.
- Cześć Robert- spojrzał na nią i dodał- Czy kiedykolwiek przyjdzie tak wspaniały i radosny dzień, w którym twoja osoba pomyśli, że warto czasem spróbować wykorzystać taką cechę jaką jest kultura i postąpić jak cywilizowany człowiek i... zapukać?
- Dobrze się czujesz?- uniosła brew kumpela i skoczyła na łóżko.
- Całkiem nieźle.
- To dobrze, bo mam ochotę coś zrobić.
- Co?
- Całować się- wyszczerzyła zęby.
- A tak serio?
- A tak serio, to cholernie mi się nudzi. Siedziałam w swoim pokoju i sobie pomyślałam: " Boże, jaka nuda. Wiesz co Alice? Z pewnością Dean jest twoim lekarstwem na nudę". No i oto jestem.
- Czy ty coś brałaś?- popatrzył na nią.
- Jeszcze nie- uśmiechnęła się dziewczyna- Ale jestem otwarta na propozycje.
- Niestety żadnych nie mam.
- Chodź tu- poklepała ręką łóżko.
Chłopak się podniósł z krzesła i położył obok. Alice się do niego przytuliła.
- I jak?
- Całkiem, całkiem.
- Widzisz- spojrzała na niego- Ja zawsze wiem co jest dobre.
Wtedy dziewczyna położyła się na boku i mu się przyglądała. Patrzył w sufit. Był taki piękny w tej wyciągniętej koszulce, w dresie i poczochranych włosach. Kiedy o nim myślała, serce zaczynało jej bić mocniej.
- Dean?
- Co?
Alice nic się nie odezwała. Wtedy on obrócił się w jej stronę.
- Co?- powtórzył.
- Myślę, że...tak jakby się w tobie...
Wtedy usłyszeli krzyk mamy Deana.
- Dean! Ktoś do ciebie!
- Zaraz wracam- rzucił i wyszedł z pokoju.
- Serio? Teraz?- pomyślała Alice, w momencie gdy chciała powiedzieć co do niego czuje.
Wtedy do pokoju wpadła mała Katie i wskoczyła na łóżko.
- Hej śliczna.
- Cześć Alice. Pobawisz się ze mną lalkami?
- Jasne. Tylko najpierw pogadam z twoim bratem, ok?
- On wychodzi na randkę, ale ciiii- wyszeptała Katie i położyła palec na ustach.
Do pokoju wrócił Dean i ruszył od razu do szafy. Zaczął przerzucać ubrania. Wyciągnął dwie koszulki. Zaczął przykładać do siebie.
- Katie- zwrócił się do siostry- Ta czy ta?
- Biała.
- A bluza?
- Czarna.
- Dzięki.
- Mogę wiedzieć co się tu dzieje?- Alice uniosła dwa palce w górę, jak w szkole.
- Wychodzę.
- Dokąd?
- Do kina.
- I chcesz mnie tu zostawić samą?
- Nie- uśmiechnął się Dean- Z Katie.
- Zabawne. A z kim idziesz?
- Przepraszam, czy my braliśmy ostatnio ślub? Bo zachowujesz się jak zazdrosna żona.
- W sumie to braliśmy. W piaskownicy. 10 lat temu.
- Ten się nie liczy- podszedł i pocałował Katie- Na razie.
- A szkoda- powiedziała do siebie Alice- Katie- zwróciła się do niej- leć na zwiady i zobacz z kim wychodzi.
Dziewczynka pobiegła i wróciła po kilkunastu sekundach.
- I co?
- Uuuuuuu- zaśmiała się Katie.
- Aż taka ładna?- skrzywiła się Alice.
- Bardzo ładna.
Alice podbiegła do okna, żeby zobaczyć jak wsiadają do samochodu. Zobaczyła ładną dziewczynę, która wdzięcznie uśmiechała się do Deana. Spostrzeżenie pierwsze: To nie Rose. Spostrzeżenie drugie: Musi być tu nowa, bo Alice przecież zna wszystkie fanki Deana.
- Wiesz jak się nazywa?- Alice odwróciła się do Katie.
- Jak ci powiem to pobawisz się ze mną?
- Tak.
- Cassie.
***
Sam i Matt mają ostatni mecz w tym roku. Obaj świetnie się dogadują, zarówno na boisku, jak i poza nim. Jako wierny kibic na meczu pojawia się też Kate.
- Hej- podbiega do niej Matt- Gdzie reszta?
- Jo z Brianem dzwonili, że zaraz będą.
- A Rose?- pyta podchodząc Sam.
- Rose ma dzisiaj ciężki dzień, więc raczej się nie pojawi.
- Przez to aresztowanie- stwierdził Sam.
- Skąd o tym wiesz?
- Dzwoniła do mnie wczoraj. Zawsze dzwoni jak ma problemy. Szkoda, że jestem jej tylko potrzebny jak ona czegoś chce. Kiedy ja o coś proszę, zawsze jest coś ważniejszego ode mnie.
- Na pewno tak nie jest.
- Tak? A widzisz ją gdzieś tutaj?
- Zrozum, że to naprawdę jest poważna sprawa.
- Wiem. Ale mogłaby czasem pomyśleć o przyjacielu.
- Zasugeruję jej to. Spokojna twoja głowa.
Wtedy do nich zbliżają się Jo, Brian i nikt inny jak Melissa.
- Dotarliśmy na czas- odezwał się Brian.
- Macie szczęście- odpowiedział mu Matt.
- Shane! Larsen! Do mnie!- krzyknął trener.
- Chyba musimy się zbierać- powiedział Sam i puścił oko do Melissy- Miło cię widzieć.
- Powodzenia- odpowiedziała dziewczyna.
- Nie ma Rose żeby to powiedziała- Kate zaczęła szeptać na ucho Jo- Więc ja to powiem: Zaraz zwymiotuję.
Jo ze śmiechem, złapała Briana za rękę i ruszyli na trybuny. Kiedy znaleźli miejsca, Kate zapytała:
- Co ona tu robi?
- Była u Briana jak wychodziliśmy, więc zabraliśmy ją ze sobą.
- Och, wy dobre dusze. A co z Cassie?
- Wyszła.
- Wow. A z kim?
- Nie chciała powiedzieć- przymrużyła oczy Jo- To trochę podejrzane.
- Myślę, że trzeba będzie to z niej wyciągnąć- stwierdziła Kate.
- I nawet wiem jak. Zorganizuję nocowanie. To zawsze sprzyja zwierzeniom.
- O tak. Jest o czym gadać.
- A propos gadania. Rozmawiałaś z Rose?
- Nie odbiera ode mnie telefonów- pokręciła głową Kate.
- Ode mnie też nie.
- Nie dziwię się jej. Też bym nie chciała z nikim gadać, jakbym coś takiego przeżyła.
- Do tego strasznie przejmuje się Tonym.
- Gdyby to przeze mnie zamknęli Matta na nockę to...-zastanowiła się i dodała- W sumie to nie chcę myśleć co bym zrobiła. Albo co on by zrobił.
- Tony jest inny -stwierdziła Jo- Skoczyłby za nią w ogień i jeszcze powiedział, że jest mu tam ciepło.
- Zakochany kretyn- skomentowała Kate i spojrzała na przyjaciółkę- Ale cudny kretyn.
- Nie musisz mi mówić, chodzę z jego bratem- uśmiechnęła się Jo.
- Nie mają może jeszcze jednego brata?
- Tak szczerze to można by podpiąć Wina do rodziny, jak tak bardzo chcesz- zaczęła się śmiać.
- Ty i te twoje żarciki- Kate uszczypnęła ją za policzek.
- Przyszłyście na mecz czy na plotki?- odezwał się Brian.
- Pozwól, że nie odpowiem na to pytanie, bo odpowiedź z pewnością cie zawiedzie- wyszczerzyła zęby Kate.
- Nigdy więcej, meczu z babami- westchnął.
- Wiesz Jo, twój facet to szowinista.
Brian popatrzył na Kate z zażenowaniem. Potem spojrzał na Jo i z uśmiechem powiedział:
- Jak ty możesz ją lubić?
- Ja ciebie też Brian- Kate wysłała mu buziaczka.
Wtedy pod trybuny podbiega Matt:
- Kate! Ta bramka była dla ciebie!
- Super! Świetna! Jesteś najlepszy!
-Czy ty w ogóle widziałaś jak zdobył te punkty?- zapytał Brian.
Wtedy wszystkie, łącznie z Melissą, spojrzały na niego i powiedziały chórem:
- A kogo to obchodzi?!
***
Rose łapie telefon i wykręca numer Wina.
- Cześć kryminalistko.
- Cześć. Co robisz?
- Wybieram się do twojego wspólnika z mafii.
- Jak wyjdziesz od niego, to możesz do mnie zadzwonić?
- Po co?
- Powiesz mi co z nim. Jak się czuje i jak bardzo mnie teraz nie cierpi.
- A co stoi na przeszkodzie, żebyś osobiście to sprawdziła?
- Wydaje mi się, że nie chce mnie widzieć.
- No ja ci tego nie powiem.
- Win, proszę?
- Co Win? Albo przyjdziesz albo nic nie będziesz wiedziała?
- To przyjedź po mnie i pojedziemy razem.
- O nie, nie, nie kochanie. Nabroiłaś, to teraz to napraw.
- Chyba się boję.
- Kogo? Tony'ego? Czy kiedykolwiek był na ciebie zły? Albo krzyczał?
- No w sumie nie.
- No właśnie. To dzisiaj się przekonasz jak potrafi się drzeć- zaśmiał się Win.
- Możesz mnie nie dobijać?
- Dam ci znać, jak od niego wyjdę. Sama zdecydujesz, czy chcesz tam iść.
- Dobra. Na razie.
- Pa. A! Rose?
- Co?
- Przestań już handlować w szkole, bo ktoś cię sypnie glinom.
- Pa Win!- uśmiechnęła się do słuchawki.
***
- Jak ci się podobało?- zapytała Cassie, gdy wyszli z kina.
- Powiem ci, że mnie zaskoczyłaś.
- Czemu?
- Kiedy uparłaś się, że wybierasz film, spodziewałem się raczej komedii romantycznej. A to- wskazał na jeden z plakatów- było ekstra.
- To teraz twoja kolej.
- Na co?
- Możesz wybrać miejsce, gdzie spędzimy resztę wieczoru.
- Wiesz, chyba na dzisiaj mi wystarczy.
- Jak chcesz- wzruszyła ramionami dziewczyna- W takim razie zostawiam cię z nimi.
- Że co?
- Siema Harvey!- klepnął go w plecy Scott.
Dean odwrócił się i zobaczył członków swojej ekipy. Wszyscy się z nim witali i byli podekscytowani.
- Co wy tu robicie?
- Robimy wjazd całą ekipą do jakiegoś klubu- wyjaśnił mu Nate i przyłożył palec do jego klatki piersiowej- A ty idziesz z nami.
- Ostatnio byłeś przybity i chcieliśmy cię pocieszyć- dodała Gina.
- A że nie dało się wyciągnąć cię z domu, nawet siłą, użyliśmy podstępu- uśmiechnął się Ron.
- Więc jak? Idziesz?- zapytała Jenna.
Wszyscy tancerze mu się przyglądali. Dean się zastanawiał, budząc napięcie wśród grupy.
- No dobra- zgodził się.
- Yeeeeeaaahh! Harvey! Dziś będzie Noise!- krzyczeli jeden przez drugiego.
Dean był roześmiany jak nigdy. Przypomniał sobie ile mu ci ludzie sprawiają radości. Zawsze z nim są. Jak członkowie rodziny. Wtedy obrócił się w stronę Cassie. Stała po drugiej stronie ulicy i im się przyglądała.
- Zaraz wracam- rzucił i pobiegł do dziewczyny- Hej. Nieźle to uknuliście.
- Nie zaprzeczę.
- Chwila? Ten cały bajer w szkole to był podstęp?
- Może...
- Ale skąd wiedziałaś, że się z tobą umówię?
- Nie wiedziałam- uśmiechnęła się- Liczyłam na to, że może jestem dziewczyną, która jest w stanie zainteresować takiego chłopaka jak ty.
- Jak widać jesteś- spojrzał na nią z ciekawością- Dołączysz do nas?
- Nie. Wiesz, chyba na dzisiaj mi wystarczy- powtórzyła jego słowa, wywołując u niego uśmiech.
- Na pewno?
- Tak. Na pewno. To twoja ekipa, która za tobą tęskni. Nie jestem osobą, która powinna stawiać barierę między tobą a nimi. Oni to twoje życie. Które szanuję i którym powinieneś się cieszyć.
- Dzięki.
- Powiedz im, że jakby mnie jeszcze kiedyś potrzebowali to z chęcią pomogę.
Wtedy podjechała taksówka i Cassie do niej wsiadła. Dean patrzył jak odjeżdża. Dziwne. Myślał, że to jedna z tych lasek, która pragnie być jego dziewczyną, tylko dla popularności no i jego ładnej buzi. Okazuje się jednak, że zależy jej na tym, żeby był szczęśliwy. A co więcej, jest kimś, kto jednoczy go z ekipą, gdy Rose była tą, która go od nich oddaliła. Może jest jeszcze szansa na wyleczenie się z Rose?
- Hej Harvey! Rusz się!- krzyki tancerzy rozmyły jego myśli.
***
Rose postanowiła przyjechać do Tony'ego. Strasznie się bała w jakim stanie i nastroju go zastanie. Może łatwiej jej będzie jeśli Win będzie razem z nimi. Na podjeździe stała jego limuzyna. Dobry znak. Kiedy podeszła pod drzwi, nie mogła zmusić się, żeby nacisnąć dzwonek. W tym momencie drzwi same się otworzyły. Staną w nich Win.
- O proszę, kogo tu przywiało. Przyszłaś omówić kolejny skok?
- Tak bardzo cię to bawi?
- Nawet sobie nie wyobrażasz- śmiał się dalej Win.
- Jak on się czuje?
Win przesunął się na bok i wskazał ręką wnętrze domu.
- Jest cały twój. Sama zapytaj. Powodzenia- rzucił i ruszył w stronę samochodu.
Dziewczyna powoli przekroczyła próg. Czuła się niepewnie. Widziała ten dom z zewnątrz, lecz nigdy nie była w środku. Właśnie, więc skąd ma wiedzieć, który to pokój Tony'ego. Odwróciła się, żeby zapytać Wina, ale ten już odjechał. Zamknęła drzwi i zaczęła wchodzić po schodach. Kiedy już była na piętrze usłyszała muzykę(Ron Pope- A drop in the ocean). Idąc za dźwiękiem trafiła pod odpowiednie drzwi. Zapukała i przestała na moment oddychać. Po chwili drzwi się otworzyły.
- Cześć- przywitała się.
- Cześć- odpowiedział bezuczuciowo, jakby rozmawiał z drzewem.
- Chciałam sprawdzić jak się czujesz?
- Dobrze.
- To oko tak nie wygląda.
- Jest w porządku- odpowiedział opierając się o futrynę.
- Słyszałam, że robili ci badania w szpitalu? Na pewno wszystko okej?
- Ze mną tak.
- Okej- westchnęła- To chyba nie był najlepszy pomysł.
- Zależy o czym mówisz? O przyjściu tutaj, o naszym malowaniu w centrum czy o tym, że tam wróciłaś i dokończyłaś rysunek?
Rose spojrzała na niego pytająco.
- Widziałem go, kiedy jechałem do szpitala. To było głupie- powiedział zdenerwowany- Mogli cię znowu złapać i wtedy nikt by ci nie pomógł.
- Dobra, nie będę z tobą rozmawiała, kiedy jesteś na mnie wkurzony- rzuciła i ruszyła po schodach na dół.
Lecz przy drzwiach się zawróciła i pobiegła znowu na górę. Tym razem weszła do pokoju bez pukania i trzasnęła drzwiami. Tony stał przy oknie.
- Albo nie. Porozmawiamy- powiedziała zdecydowanie i rzuciła kurtkę na ziemię- Rozumiem, że to moja wina, że nas złapali. Chciałam malować w centrum za wszelką cenę, chociaż mnie ostrzegałeś. Kiedy zjawiła się policja bałam się jak nigdy. Nie wiedziałam co mam robić. Kiedy kazałeś mi uciekać, zrobiłam to. Schowałam się za budynkiem i patrzyłam jak cię ładują do tego cholernego radiowozu- łza spłynęła jej po policzku- Byłam tak wystraszona, że ledwo kojarzyłam co się dzieje. Po kilku minutach zebrałam się do kupy i wzięłam do ręki spray. Czemu?! Nie mam pojęcia. I zaczęłam rysować. Po prostu czułam, że muszę. Musiałam dokończyć ten rysunek. Dla ciebie. Dla siebie. To nie ma znaczenia- wzięła głęboki oddech- Wczorajszy dzień był straszny. Ale dzisiaj? Każdy, dosłownie każdy wytyka mi, że to co ci się stało to moja wina. Ciągle mi to powtarzają, jakbym sama o tym nie wiedziała. Każdy jest na mnie zły. Łącznie z tobą. Ich złości jeszcze jestem w stanie znieść? Ale ty...
Wtedy Tony odwrócił się od okna i zdecydowanie ruszył w jej kierunku. Złapał ją obiema rękami i namiętnie pocałował.
- To nie twoja wina- powiedział patrząc jej prosto w oczy- To ja zatrzymałem się, żeby cię ze sobą zabrać. To ja podpuściłem cię, mówiąc, że nie potrafisz się bawić. To ja namówiłem cię na to cholerne graffiti. To ja pozwoliłem ci malować w centrum, chociaż dobrze wiedziałem, co może się stać. To ja pozwoliłem, żebyś się bała. To ja zostawiłem cię tam samą. I to ja pozwalam innym wpędzać cię w poczucie winy. A jedyną winną osobą jestem ja- popatrzył na nią tak jak zwykle, ale z jeszcze większą pasją i uczuciem- Tylko dlatego, że chciałem cię mieć przy sobie.
Rose przełknęła ślinę. Nie mogła oderwać od niego wzroku. Czuła jak robi się jej gorąco. A po chwili przeszył ją dreszcz. Dotknęła dłonią jego twarzy w miejscu gdzie miał siniaki. Po chwili zbliżyła się i delikatnie go tam pocałowała. Znowu ich spojrzenia się spotkały. Tym razem były pełne namiętności. Tony zbliżył swoje wargi do jej ust i zatrzymał się tak, że dzieliły i tylko milimetry. Wtedy Rose chwyciła go za szyję i namiętnie pocałowała. Chłopak podniósł ją do góry, tak, że oplotła go nogami w pasie i oparł o ścianę. Ciągle się całowali. Rose czuła jakby wewnątrz jej ciała rozpalił się ogień, który z każdą sekundą był większy. Tony spojrzał na nią i zdjął z siebie koszulkę. Rose ściągnęła bluzę. Znowu się całowali. Chłopak przeniósł ją na łóżko. Całując się ściągali z siebie nawzajem ubrania. Kiedy byli już całkiem nadzy, Tony zaczął całować całe jej ciało. Z każdym pocałunkiem Rose czuła, że ogień, który ją rozpalał, za chwile wybuchnie. Kiedy Tony znalazł się nad nią i ich spojrzenia się spotkały, wiedzieli co teraz czują.
- Kocham cię- powiedział.
środa, 29 stycznia 2014
środa, 22 stycznia 2014
Episode 33: Graffiti
Na zajęciach z projektowania nauczyciel zadał temat kojarzący się ze świętami.
- No jak mogło być inaczej- skomentowała pod nosem Natalie.
- Zadania wykonujecie w parach. Tak jak siedzicie- dodał nauczyciel.
April spojrzała na Natalie.
- Chyba jesteśmy na siebie skazane.
- Chyba tak.
Zapadła cisza. Żadna z nich nie wiedziała co ma powiedzieć. To dziwne, bo jeszcze parę miesięcy temu buzie im się zamykały. A teraz? Nie rozmawiały ze sobą od tak długiego czasu, że czują jakby się w ogóle nie znały.
- Win wysłał mi wiadomość, że organizuje wyjazd w góry- zaczęła Natalie.
- Mi też. Jedziesz?
- Nie. A ty?
- Też nie.
- Dlaczego? Jeśli wolno spytać- uśmiechnęła się lekko królowa.
- Za dużo się u mnie teraz dzieje.
- Nie musisz mi mówić. Nawet sobie nie wyobrażasz.
- Uwierz, że moje problemy są poważniejsze niż twoje- spojrzała na nią April.
- Założę się o 100 dolców, że nie.
- Okej. Umowa stoi.
- No to dawaj.
- Ty pierwsza.
- Na 3?
- Okej.
- Raz, dwa, trzy... Wychodzę za mąż. Jestem w ciąży- powiedziały równo.
Obie popatrzyły na siebie z niedowierzaniem.
- Żartujesz?!- zdziwiła się Natalie.
- Ja żartuję?! To ty żartujesz.
Natalie zaczęła się śmiać.
- Co ci jest?- zapytała April.
- Tylko przestałyśmy się przyjaźnić i obie chyba postradałyśmy rozum.
- Masz rację. Nawet nie wiem jak to się stało. Ale chwila... Kto jest?... no wiesz.
- Ojcem?- uśmiechnęła się Natalie- Dylan.
- No nie?!
- No tak- wzruszyła ramionami dziewczyna.
- Chyba wygrałaś zakład.
- No nie wiem. A kto jest twoim kandydatem na męża?
- Steven.
- Pan Shane?!- otworzyła usta ze zdziwienia- Wyrwałaś nauczyciela?!
- No tak- wzruszyła ramionami April.
-Przepraszam dziewczęta- zwrócił się do nich nauczyciel- Czy ja wam przeszkadzam? Czy może jest odwrotnie?
Dziewczyny ucichły, spuściły głowy i zaczęły się śmiać. Chwila rozmowy i przypomniały sobie jak było dawniej. Ciągle nadają na ty samych falach. Tęskniły za sobą i może okres świąteczny to najlepszy czas na zawarcie rozejmu.
- Skoro nikt nie wygrał zakładu, to co powiesz nas to, żeby te sto dolców odłożyć na nasz wyjazd w góry. Myślę, że fajnie będzie odpocząć od rzeczywistości i trochę się zabawić- stwierdziła Natalie.
- Mówisz jak dawna Natalie, ale o wiele rozważniejsza- uśmiechnęła się April- I chyba masz rację. To może być fajny wypad.
- Okej. Tylko teraz pozostaje nam praca nad projektem. Jakieś pomysły?
- Co powiesz na designerskie swetry od Adams&Lawrance. Mamy tematykę świąteczną a z tym kojarzą mi się swetry.
- Nieźle. I wiesz, zróbmy ich kilkanaście i możemy je dać ludziom jako prezent na wyjazd w góry.
- Genialny pomysł- uśmiechnęła się April- Co się z tobą stało?
Natalie odwzajemniła uśmiech i dodała:
- Fajnie znowu pracować w duecie Natalie-April.
- W nowym i lepszym duecie.
- Myślisz, że jest jeszcze dla nas szansa?
- Możliwe- uniosła kącik ust April- zmieniłaś się i to działa na twoją korzyść. Ale nie chcę wybiegać w przyszłość. Zobaczymy jak to się potoczy.
- Jasne. Rozumiem. Ale wiesz- szturchnęła ją łokciem- będziesz potrzebowała druhny.
- A ty niańki- wystawiła język April.
- Nic nie mówiłam. Zajmijmy się projektem.
***
Dean przed szkołą skoczył jeszcze do kanciapy. Chciał wziąć kilka filmów i folderów ze zdjęciami, które pożyczył ze szkoły. Gdy wszedł do boksu, odpalił komputer i sprawdził skrzynkę pocztową. Były w niej maile od fanów "Noise" i jedna ważna wiadomość pod tytułem : "Grtulacje!". Dean odczytał wiadomość:
"Gratulujemy dostania się do Big Battle. Obejrzeliśmy wasze promo i uznaliśmy, że jesteście warci występu w naszym turnieju. Pierwsze starcie odbędzie się w ten weekend. Dokładne info dostaniecie na 2 godz. przed bitwą. Do zobaczenia na polu walki!
zarząd Big Battle"
Dean skopiował tekst i wszedł na stronę makesomenoise.com. Tam opublikował treść maila z własnym dopiskiem:
"Ludziska, dostaliśmy się! Widzimy się na bitwie. Zapraszajcie znajomych, przyjaciół, rodzinę, znajomych znajomych i nawet nieznajomych. Każdy się dla nas liczy. Chcemy pokazać jaką siłą jest nasza ekipa, która składa się nie tylko z tancerzy, ale i fanów oraz sympatyków. Pokażmy im jak robimy NOISE!"
Chłopak wyłączył komputer i założył ręce za głowę. Pomyślał, że to może być spełnienie jego marzeń. Spełnienie marzeń każdego z ekipy. Dostaną szału jak się dowiedzą, że przeszliśmy eliminacje. Wtedy spojrzał na zegarek i od razu zerwał się na równe nogi. Szkoła.
***
Tony dostał rano telefon od dyrektora, że ma się zjawić u niego w gabinecie. Kiedy wszedł do sekretariatu pani Gordon przywitała go radośnie:
- Dzień dobry. Już na ciebie czekają.
- Może mi pani powiedzieć co się dzieje?
- Nie pytaj, tylko idź.
Chłopak podrapał się w głowę i ruszył do gabinetu.
- Och, Witaj Tony- uśmiechnął się pan Hering- To jest Sandra Morris.
- Witaj Anthony- podała mu rękę kobieta.
- O co chodzi?- zapytał zdezorientowany.
- Pani Morris jest choreografem. Tworzy zespoły taneczne dla gwiazd. Zbiera tancerzy z różnych stron świata i robi z nich formację, która jeździ w trasy koncertowe po całym kraju.
- A czasem nawet po Europie- wtrąciła kobieta- Byłbyś zainteresowany?
- Słucham?- Tony zrobił wielkie oczy.
- Obserwuję cię od kilku lat. Jesteś niesamowicie uzdolniony, a do tego potrafisz ciężko pracować. Co jakiś czas wpadam do HS of Art & Design, żeby zobaczyć jak sobie radzisz. Pan Hering jest moim wieloletnim przyjacielem i jesteśmy w ciągłym kontakcie. Co roku wybieram kilkoro uczniów z tej szkoły i zabieram ich ze sobą...- zatrzymała się na chwilę- hmm... na szczyt.
- Nieźle- westchnął chłopak.
- Wiem, że to dla ciebie zaskakująca wiadomość, ale myślę, że jesteś wyjątkowym tancerzem i bardzo przydałbyś się mojej grupie.
Tony nie wiedział co ma powiedzieć.
- Nie musisz decydować teraz- powiedziała kobieta widząc jego zdezorientowanie- Masz czas do końca roku. Porozmawiaj z rodzicami. Poradź się znajomych, psychologa, dziewczyny, kogo tam chcesz.
- A co ze szkołą?
- Ten semestr będziesz miał zaliczony- wtrącił pan Hering- jeśli wyjedziesz na rok to będziesz mógł zacząć semestr letni 2 klasy w przyszłym roku. Czyli tak jakbyś zrobił sobie rok przerwy.
- Rozumiem.
- Możesz się też ubiegać o zaliczenie innych przedmiotów artystycznych po tym wyjeździe. Ponieważ nabierzesz tam o wiele więcej doświadczenia i umiejętności. Nie ubliżając oczywiście nauczycielom tej szkoły- uśmiechnęła się do dyrektora pani Morris.
- Ktoś jeszcze dostał taką propozycję?
- W tym roku nie- odpowiedziała kobieta- zobaczymy za rok jak się sprawują tegoroczni pierwszoklasiści. Bo zazwyczaj takie propozycje składamy drugo- i trzecioklasistom.
- Jasne.
- Chociaż był jeden przypadek, kiedy propozycję dostała pierwszoklasistka- przypomniała sobie kobieta- tak to było jakieś 18 lat temu. Jak ona się nazywała?
- Isabel Taylor- podpowiedział Tony- To moja matka.
Pan Hering i Pani Morris spojrzeli po sobie a potem na chłopaka. Każde z nich wiedziało co potem się wydarzyło. Isabel zapadła się pod ziemię i nikt jej już nigdy nie widział.
- W każdym razie- odezwała się kobieta- Tony, tu jest moja wizytówka i czekam na twój telefon.
- Okej. Dziękuję.
- To ja tobie dziękuję. I mam nadzieję, że nie po raz ostatni.
Kiedy chłopak wyszedł pod drzwiami czekała już grupka uczniów.
- I co? Pojedziesz?- zapytała jedna z dziewczyn.
- Będzie kariera co? Gwiazdorze.- klepnął go jakiś chłopak.
- Dasz mi autograf?- podbiegła inna dziewczyna.
- Odczepcie się- zmarszczył brwi Tony i zapytał się w duchu- Już wszyscy o tym wiedzą?
Jednak odpowiedź przyszła szybciej niż się spodziewał. Kiedy szedł korytarzem wszyscy mu się przyglądali i szeptali na jego temat.
- Super. Tego mi było trzeba- przewrócił oczami.
***
- Halo?
- Cześć. To ja.
- Co za ja?
- Charlie. Z resztą, wyświetliłam ci się jak dzwoniłam.
- Wiem. Ale lubię z tobą rozmawiać, nawet jeśli to nie ma sensu.
- Nieważne. Mam dla ciebie propozycję?
- Jaką?
- Co powiesz na wyjazd w góry?
- A konkretnie?
- Znajomi robią wypad i chcę cię ze sobą zabrać.
- Nie. Chyba nie da rady.
- Podaj mi ważny powód. Wózek się nie liczy.
- Okeeeej... To niech będzie...
- Slucham? Nie słyszę. Andy? Jesteś tam?
- Dobra masz mnie.
- Czyli pojedziesz?
- Charlie...
- Co?
- Wiesz, że ciężko mi przebywać z innymi, zdrowymi ludźmi. Ty jesteś chyba pierwszą osobą dla której się przełamałem. A to wymagało sporo wysiłku.
- Nie tylko twojego. Uwierz mi.
- Wiem. Twojego też. Ale chyba nie jestem gotowy na poszerzenie grona przyjaciół.
- Myślę, że jesteś, ale nie zdajesz sobie z tego sprawy.
- Chcesz mi powiedzieć, że lepiej wiesz co myślę?
- Tak.
- I kto tu jest teraz pewny siebie?
- Czyli się zgadzasz?
- Może.
- Mam do ciebie wpaść po szkole?
- Nie. Mam wizytę u kardiologa.
- Coś nie tak z twoim sercem?
- I to bardzo nie tak, bo chyba się zakochałem.
- Ooo! Kiedy ją poznam?- uśmiechnęła się do siebie.
- Niedługo- chłopak ciągnął zabawę- Ale uprzedzam jest bardzo ładna i mądra. Wiesz, żebyś nie była zazdrosna.
- Myślę, że dam radę.
- Żebyś się nie zdziwiła.
- Okej. A to może pojedziesz z nią na romantyczny wyjazd w góry, hmm?
- Jak ładnie poprosi.
- Czyli jednak musi wpaść po szkole?
- Najwidoczniej.
- To do zobaczenia.
- Dam znać, kiedy będę już w domu. Pa.
***
Rose ma kolejny trening ze straszą klasą. Nikt jej jeszcze tu nie zaakceptował. Każda z dziewczyn jest do niej wrogo nastawiona.
- Jak wiecie- zaczyna pani Richardson- Na wiosnę wystawiamy sztukę. Potrzebne mi będzie 10 tancerek. Jeszcze nie wybrałam tematu, ale oglądając was na treningach mniej więcej wiem kto zatańczy.
- Nie będzie przesłuchania?- zapytała jedna z dziewczyn.
- To strata czasu- machnęła ręką nauczycielka- Już upatrzyłam sobie główne role, ale nastąpiła mała zmiana. Skoro Natalie nie będzie mogła wystąpić to zastąpi ją Rose.
Wszystkie dziewczyny spojrzały na nią z zawiścią. Jak ona śmie? Pierwszoklasistka dostaje główną rolę w przedstawieniu?
- Zatańczą jeszcze: April, Kimberly, Martha, Amber, Jessica. A co do pozostałych czterech ról, jeszcze się zastanowię.
Dziewczyny dalej przyglądają się nauczycielce.
- No co jest? Ruchy! Mamy chyba zajęcia, tak?
Uczennice rozeszły się po sali. Do Rose podeszła Amber i podstawiła jej nogę. Dziewczyna upadła na ziemię:
- Uważaj, żeby nie skręcić kostki. Bo przykro byłoby, gdybyś nie wystąpiła.
Rose się podniosła i była naprawdę zdenerwowana. Dosyć już ma tych docinek i nienawiści.
- Jak nie wystąpię w tym przedstawieniu to dostanę kolejne. W każdym razie będzie o mnie głośno. A ty? Będziesz tylko "jakąśtam" tancereczką w tle. Jakie to przykre- rzuciła i dołączyła do rozgrzewającej się grupy.
***
Dzisiaj Jo postanowiła zabrać do szkoły Cassie. Pokaże jej sale do treningów, sale artystyczne i te, w których uczą się zwykłych przedmiotów. Obie są podekscytowane tym dniem. Kiedy Cassie przekracza próg szkoły czuje się niesamowicie. Już niedługo spełni się jej marzenie i będzie się tu uczyła.
- Co chcesz zobaczyć najpierw?
- Może salę teatralną?
- Pewnie. A potem?
- Wszystko co leci po kolei.
- Męską szatnię też?
- Koniecznie- zaśmiała się Cassie.
- Tak myślałam.
- A Dean?
- Co z nim?
- Na jakie chodzi zajęcia?
- Na break oraz fotografię i filmy. A czemu pytasz?
- Tak bez powodu- wzruszyła ramionami dziewczyna.
- Ty też przecież zapisałaś się na fotografię i film. Jak go poprosisz to pokaże ci wszystko w pracowni. Ja wiem gdzie ona jest, ale totalnie się nie orientuję w sprzęcie.
- Myślisz, że będzie miał czas i będzie mu się chciało?
- Jak się nie spytasz to się nie dowiesz.
- Racja.
- Dobra zacznijmy już tę wycieczkę, bo robię się głodna. O, właśnie! Po wszystkim skoczymy na stołówkę na dobre żarcie.
- Prowadź kuzyneczko- uśmiechnęła się Cassie i wskazała ręką korytarz.
***
- Cześć dziewczyny- przywitała się Jackie- Co nowego słychać?
- Jo prowadza się z jakąś nową laską. To chyba jej kuzynka. Będzie się u nas uczyła- odpowiada Brit.
- Za to Tony dostał propozycję wyjazdu w trasę- dodaje Meg.
- A ekipa Deana dostała się do Big Battle- wtrąca Brit.
- Nieźle. Już wszyscy o tym gadają?
- Dzięki nam, tak- potwierdziła Meg.
- Podobno jeszcze Rose dostanie główną rolę w przedstawieniu- dodaje Brit.
- A coś ciekawego u Wina?
- Tak. Organizuje wyjazd w góry dla znajomych. Ale to zamknięty krąg.
- Ciekawe- postukała się palcem w usta Jackie.
- A Natalie i April chyba znowu ze sobą gadają.
- Skoro wspomniałyście o Natalie. Mam newsa, który was powali.
- Dawaj!- krzyknęły równo szkolne plotkary.
- Nasza cudna królowa jest w ciąży.
- Jasne?!
- Jaja sobie robisz?!
- Nie. Absolutnie. Wiadomość z pierwszej ręki.
- No to jest dopiero szał- podnieciła się Brit- Trzeba to rozgłosić.
- Koniecznie- zgodziła się Meg.
- To powodzenia dziewczęta- uśmiechnęła się Jackie i ruszyła do szafki.
***
Jo, Cassie, Brian, Kate i Rose siedzą razem na stołówce w porze lunchu. Wtedy podchodzi do nich Win.
- Mogę?
- Jasne- odpowiada Rose.
- Dzięki przyjaciółko- puszcza do niej oko.
Jo i Kate spojrzały po sobie a potem na Rose.
- Nieważne- machnęła ręką dziewczyna.
- Lepiej nie wnikajcie- uśmiechnął się szyderczo Win.
- Spoko- odpowiedziała Kate- Dlaczego cię do nas przywiało?
- Już tłumaczę. Wpadłem na pomysł wyjazdu w Alpy. Zaraz po Wigilii. A wrócimy po Nowym Roku. Zadbałem o wszystko. Mam samolot, domek w górach, kupę alkoholu i żarcia. Potrzebuję tylko gości. Co wy na to?
- Jak dla mnie spoko- odezwał się pierwszy Brian.
- Jednak masz coś wspólnego z bratem- skomentował Win i dodał- A wy dziewczyny?
- Jak Brian chce jechać to chyba reakcja wiązana, nie?- odpowiedziała Jo.
- A kuzynka?
- Ja też się piszę- odpowiedziała Cassie.
- Kate?
- Musiałabym zapytać Matta czy mnie puści.
- On też jest zaproszony- dodał Win z uśmiechem.
- Dobra- zmarszczyła brwi Kate- To podejrzane.
- Dlaczego?- zapytał Win z uśmieszkiem- Dziwne by było gdybym go zaprosił a nas by coś łączyło, a nie łączy. Mam rację?
- Masz- odpowiedziała Kate nie mogąc nic wyczytać z tej sytuacji.
- No i świetnie. Idę werbować dalej- wstał od stolika.
- A Rose?- spytała Jo.
- Jej nie pytam o zdanie. Ona już od naszej ostatniej rozmowy wie, że jedzie.
- Wiem?- zdziwiła się Rose.
- Wiesz.
- Czyli wiem- rozłożyła ręce.
Wymienili uśmiechy i Win ruszył do wyjścia.
- Co jest z wami?- zapytała Kate.
- Z nami?- zdziwiła się Rose.
- No z tobą i z Winem?
- Nie wiem- wzruszyła ramionami- Chyba nadajemy na tych samych falach.
- Ty i on?- zaśmiał się Brian- No to nieźle.
- Uważaj bo ci się jeszcze spodoba- zaśmiała się Kate.
- I kto to mówi?- spojrzała na nią znacząco Rose.
- Dobra. Koniec tematu Wina- zarządziła Jo- Słuchajcie czego się dowiedziałam dzisiaj od Meg i Brit...
***
Gdy Jo poszła na ostatnią lekcję, Cassie postanowiła zajrzeć do sali filmowej. Rozglądała się po półkach, przeglądała płyty, zaglądała do pudeł. Bardzo spodobała jej się kolekcja aparatów fotograficznych. Od tych najstarszych do najbardziej rozwiniętych technologicznie.
- Co tutaj robisz?
Subskrybuj:
Posty (Atom)